Piccolo ::: Nie żałuj nic bracie ... .. . . .
"Czy to wszystko było kłamstwem? Czy moje wspomnienia są
iluzją? Sam je sobie wymyśliłem? Może te zdjęcia to dzieło
podrabiaczy? Dlaczego tak jest? Dlaczego muszę umrzeć? Pomyśl
Boże... Ludzie będą cierpieć beze mnie. Mógłbym ratować życia
i dawać ulgę. Mógłbym dawać wiedzę i pomagać szukać sensu.
To były najpiękniejsze chwile, nie zapomnę ich... NIGDY!!! Po
co krzyczeć? Po co walczyć? Po co to wszystko? Wszystko, co osiągnąłem
idzie w zapomnienie."
Komentuje: Mariusz Saint
Nie żałuj nic bracie - i polej no mineralną!
Opowiadanie owo opisuje nam pobieżnie losy i niepobieżnie wnętrze
duchowe tudzież umysłowe bohatera. Cóż rzuciło się na tor
mojego rozumowania podczas lektury tego tekstu? Przede wszystkim
spora liczba sformułowań, które ja uznaję za dziwne. Jedni
uznają to za zaletę, inni za wadę; ja na przekór mam podejście
neutralne. Ale niestandardowe określenia pozostają (z "miał
bardzo rozwiniętą inteligencję interpersonalną" na czele).
Autor opisuje nam personę, o której najpierw mówi, że jest
nieokreślona, a potem nam ją określa. Osobnik ów, mimo kłopotów
socjalno-społecznych snuje dalekosiężne plany oraz posiada
odpowiednie środki realizacji ich. Pragnie jedynie miłości, której
nie dostarcza mu w wystarczającej ilości i jakości matka, więc
marzy o dziewczynie, jako symbolu miłości owej. Rzeczona już
dziewczyna ściśle określona już nie jest (co skłaniałoby
mnie do dywagacji, że można by podnająć jakąkolwiek
dziewczynę i podrzucić młodemu humaniście, ale to tylko moje
takie tam), a właściwie domyślać się po jednym zdaniu możemy,
że chodzi o nauczycielkę angieleskiego, w której podkochuje się
bohater). Jednak do odszukania miłości nie dochodzi, bo
czytelnicy i autor konspiracyjnnie uśmiercili bohatera na
schodach, na których samodzielnie się poślizgnął. Uhh.
Nie podoba mi się konstrukcja opowiadania - sprawia jak dla mnie
wrażenie nieprzemyślanej i chaotycznej, wątki nieco się plączą;
bo tu najpierw autor zaczyna typowy freestyle (czyli stworzenie
pierwortnej biomasy, z której ukształtuję sobie opowiadanko),
potem z tego zaczynają wyrastać konkretne wątki (rodzina,
ojciec, kłopoty). Potem - hops, to nam nie stwarza większych
perspektyw - jedziemy z wnętrzem bohatera, że jest mądruśki,
ma plana na przyszłość i ten opis zajmuje w sumie większą część
opowiadania i, nie owijając w futerał, ten opis nie jest
zbytnio ciekawy. Potem nagle bohatera spotyka dramat (ślizg ze
schodów), ale nie ma to konsekwencji dla opowiadania. Dopiero po
kolejnej porcji opisu widzimy, że ślizg miał konsekwencje:
powstanie wizji, przez które przedarliśmy się moment wcześniej.
Hm. I tutaj zmiana konwencji i siup! Bóg mówi do bohatera:
"Nie żałuj nic bracie..." Chłopak zmienia się w
ducha będącego na skraju spetrum barw ("ultrafioletowy
palec" - jakby był podczerwony, to by bohater gry Splinter
Cell widywał duchy) i całuje synonim swojej niedoszłej PEŁNEJ
miłości, składając jej hołd/pożegnanie/żal/ofiarę (niepotrzebne
skreślić). Składając to, mamy gęstwę wątków i pomysłów
luźno zazębiających się i innych pod względem konwencji.
Takie mam wrażenie, że było to pisane może przez kilka dni/tygodni...
Na plus zalicza się to co zwykle, czyli sprawność i łatwość
przelewania swoich pomysłów na papier/formę elektroniczną,
ale tym poszczycić może się każdy w tym kąciku i większość
w Action Magu (że o CDA nie wspomnę), niemniej jednak moim
zdaniem poprzedni tekst tego autora ("Głupota") był
sporo lepszy - miał w sobie główny pomysł i gdzieniegdzie
widniały przebitki naprawdę dobrego tekstu. Tutaj niestety moim
zdaniem zabrakło spójności, no i troszkę więcej pomysłu wpłynęłoby
na tekst wręcz zbawiennie. Czego z wnętrza mojego zawirowanego,
acz w sumie prostego jestestwa życzę autorowi.
Mariusz Saint
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|