Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: - - - ::::

Piccolo ::: Nie żałuj nic bracie ... .. . . .

"Czy to wszystko było kłamstwem? Czy moje wspomnienia są iluzją? Sam je sobie wymyśliłem? Może te zdjęcia to dzieło podrabiaczy? Dlaczego tak jest? Dlaczego muszę umrzeć? Pomyśl Boże... Ludzie będą cierpieć beze mnie. Mógłbym ratować życia i dawać ulgę. Mógłbym dawać wiedzę i pomagać szukać sensu. To były najpiękniejsze chwile, nie zapomnę ich... NIGDY!!! Po co krzyczeć? Po co walczyć? Po co to wszystko? Wszystko, co osiągnąłem idzie w zapomnienie."

Komentuje: Mariusz Saint


Nie żałuj nic bracie - i polej no mineralną!

Opowiadanie owo opisuje nam pobieżnie losy i niepobieżnie wnętrze duchowe tudzież umysłowe bohatera. Cóż rzuciło się na tor mojego rozumowania podczas lektury tego tekstu? Przede wszystkim spora liczba sformułowań, które ja uznaję za dziwne. Jedni uznają to za zaletę, inni za wadę; ja na przekór mam podejście neutralne. Ale niestandardowe określenia pozostają (z "miał bardzo rozwiniętą inteligencję interpersonalną" na czele).

Autor opisuje nam personę, o której najpierw mówi, że jest nieokreślona, a potem nam ją określa. Osobnik ów, mimo kłopotów socjalno-społecznych snuje dalekosiężne plany oraz posiada odpowiednie środki realizacji ich. Pragnie jedynie miłości, której nie dostarcza mu w wystarczającej ilości i jakości matka, więc marzy o dziewczynie, jako symbolu miłości owej. Rzeczona już dziewczyna ściśle określona już nie jest (co skłaniałoby mnie do dywagacji, że można by podnająć jakąkolwiek dziewczynę i podrzucić młodemu humaniście, ale to tylko moje takie tam), a właściwie domyślać się po jednym zdaniu możemy, że chodzi o nauczycielkę angieleskiego, w której podkochuje się bohater). Jednak do odszukania miłości nie dochodzi, bo czytelnicy i autor konspiracyjnnie uśmiercili bohatera na schodach, na których samodzielnie się poślizgnął. Uhh.

Nie podoba mi się konstrukcja opowiadania - sprawia jak dla mnie wrażenie nieprzemyślanej i chaotycznej, wątki nieco się plączą; bo tu najpierw autor zaczyna typowy freestyle (czyli stworzenie pierwortnej biomasy, z której ukształtuję sobie opowiadanko), potem z tego zaczynają wyrastać konkretne wątki (rodzina, ojciec, kłopoty). Potem - hops, to nam nie stwarza większych perspektyw - jedziemy z wnętrzem bohatera, że jest mądruśki, ma plana na przyszłość i ten opis zajmuje w sumie większą część opowiadania i, nie owijając w futerał, ten opis nie jest zbytnio ciekawy. Potem nagle bohatera spotyka dramat (ślizg ze schodów), ale nie ma to konsekwencji dla opowiadania. Dopiero po kolejnej porcji opisu widzimy, że ślizg miał konsekwencje: powstanie wizji, przez które przedarliśmy się moment wcześniej. Hm. I tutaj zmiana konwencji i siup! Bóg mówi do bohatera: "Nie żałuj nic bracie..." Chłopak zmienia się w ducha będącego na skraju spetrum barw ("ultrafioletowy palec" - jakby był podczerwony, to by bohater gry Splinter Cell widywał duchy) i całuje synonim swojej niedoszłej PEŁNEJ miłości, składając jej hołd/pożegnanie/żal/ofiarę (niepotrzebne skreślić). Składając to, mamy gęstwę wątków i pomysłów luźno zazębiających się i innych pod względem konwencji. Takie mam wrażenie, że było to pisane może przez kilka dni/tygodni...

Na plus zalicza się to co zwykle, czyli sprawność i łatwość przelewania swoich pomysłów na papier/formę elektroniczną, ale tym poszczycić może się każdy w tym kąciku i większość w Action Magu (że o CDA nie wspomnę), niemniej jednak moim zdaniem poprzedni tekst tego autora ("Głupota") był sporo lepszy - miał w sobie główny pomysł i gdzieniegdzie widniały przebitki naprawdę dobrego tekstu. Tutaj niestety moim zdaniem zabrakło spójności, no i troszkę więcej pomysłu wpłynęłoby na tekst wręcz zbawiennie. Czego z wnętrza mojego zawirowanego, acz w sumie prostego jestestwa życzę autorowi.

Mariusz Saint




<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||