Zosia ::: Zima 1957 ... .. . . .
"Ale kiedy zaczęła mówić, wydawało się, że to ją cieszy...
Teraz myślę, że było wręcz przeciwnie. Oczy nie błyszczały
jej z radości, ale od łez. Kiedy wymawiała powoli te słowa,
spuściłem głowę. Wbiłem oczy w chodnik i nie potrafiłem
wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wydaje mi się, że nawet
nie myślałem. Ona z zakłopotaniem rzuciła, że jej się
spieszy i odeszła w którąś stronę. A ja stałem tam kilka
minut, zanim zdołałem wejść do hotelu, który jak gdyby nigdy
nic, stał spokojny i wielki za moimi plecami."
Komentuje: Mariusz Saint
Zima 1957 - wiosnozima 2003
Rain: [ciach ... pozwoliłem sobie, ten ostatni raz...]
Co by tu dużo nie mówić, początek opowiadania jest bardzo
dobry. Niby nie wiadomo, o co chodzi, a jednak otrzymujemy w ten
sposób wystarczająco informacji, aby z uwagą przystąpić do
lektury dalszej części tekstu. Niestety, potem jest niestety
gorzej. Otóż nieco mieszają się wątki, ale nie na tyle, aby
przy minimum koncentracji przy czytaniu się nie połapać. Słowem
- konstrukcja przyczynowo-skutkowa jak dla mnie nieco zagmatwana
i moim zdaniem małe uproszczenie tejże miałoby wpływ na
opowiadanie wręcz zbawienny. Mój drugi zarzut - końcówka. Otóż
- jest ukazany człowiek, na którego spadła niespodziewanie
tragedia, burząca wartości dające mu komfort psychiczny.
Czekamy z niepokojem, co to może być - była wspominka o
przyjacielu i jego rodzinie, synu - pewnie coś dotyczące jego.
I tego domyślić się możemy nie czytając zakończenia. To
jednak nie psuje przyjemności z czytania, a zachęca nas do
doczytania do końca, aby się przekonać, co też złego się
stało. Dowiadujemy się tego... syn się powiesił. Dlaczego?
"kochał się nieszczęśliwie w pięknej dojrzałej
kobiecie" ??? To nie fair. Przepatrzyłem tekst jeszcze trzy
razy i żadnej kobiety na horyzoncie młodego człowieka się nie
doszukałem (a może przegapiłem? Albo jest to starannie ukryte?);
to trochę jak z nieprzemyślaną powieścią kryminalną, gdzie
zabójcą okazuje się postać, o której nigdzie wcześniej nie
ma mowy. Sam fakt powieszenia się młodzieńca jest nagły i
niespodziewany, ale taki ma właśnie być. Nieuzasadnione są
natomiast jego motywy, bo biorą się znikąd i w niebyt odchodzą.
Ogólnie moim zdaniem jest to przyzwoity tekst; wprawdzie bez
szczególnych wzlotów, ale też pozbawiony spektakularnych upadków.
Czekam na więcej.
Mariusz Saint
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|