Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Ted Undead ::::

Opowieść o Obitanie, rycerzu nie całkiem bez skazy, czyli o tym, że rycerskie średniowiecze wcale nie było takie piękne



Obitan zaczaił się w krzakach. Za nim gęsty las, przed nim mury szkockiego zamku i sad, z którego woda spływa do komnat niewieścich. Królową, tak porwie królową! Na razie jednak trzeba mu czekać na zmrok.
Obitan nie znał swojej biologicznej rodziny. Gdy miał dwa lata morze wyrzuciło go u brzegów Kornwalii. Znalazł go podstarzały rycerz, nie mający żony ani dzieci. Postanowił on wychować chłopca na prawego i honorowego rycerza. Właściwie, nawet jeśli mu się to udało, to tylko połowicznie. Obitan bowiem, rzeczywiście był rycerzem, na pewno jednak nie-honorowym (to jest, na tyle prawym, aby czerpać z tego jakieś korzyści).
Słońce już zaszło, ale księżyc w pełni dawał dużo światła. Zimno nękało każdego, kto nie był na tyle mądry, by schować się do domu i ogrzać przy kominku. Obitan marzł na wietrze. Pośpiesznie rozpalone przez niego ognisko okazało się nie tyle nieskuteczne, co zbyt dymiące i rycerz musiał je zgasić. Teraz marzł.

Właściwie Obitan miał już żonę, poślubioną bardziej z chęci zysku, niż miłości. Za to królową Szkocji kochał od dawien dawna (była ona bowiem córką kornwalijskiego pastucha). Nieszczęśliwie dla rycerza, kiedy szkocki król ją zobaczył, zakochał się natychmiast. Czy z wzajemnością - tego nasz bohater nie wiedział i, szczerze mówiąc, niewiele go to obchodziło.

Obitan ostatni raz sprawdził zbroję i wszystkie rzemyki, oczyścił miecz, poczym uśmiechnął się szeroko. Była to jego pierwsza wyprawa rycerska, a już wyglądał znakomicie. Nasz rycerz poprzyglądał się jeszcze chwilę swojemu odbiciu w mieczu, a następnie, tak, jak we wszystkich rycerskich opowieściach, które słyszał od przybranego ojca - skoczył na konia. To jest - spróbował skoczyć, bo czynność ta, wykonywana z osiemdziesięciokilowym ciężarem na barkach, dobrym pomysłem raczej nie jest, nie była i nie będzie po wsze czasy. Nasz dzielny rycerz jednak wcale się tym nie przejął. Skoczył jeszcze raz. Nawet na centymetr nie odbił się od ziemi. Obitan jednak nie zrażał się niepowodzeniami. Wsadził prawą stopę w strzemię z zamiarem odbicia się lewą od ziemi i wskoczenie na konia. I rzeczywiście - odbił się. Niestety, jego zbroja była trochę za szeroka, więc odbijał się wewnątrz niej - a ona nadal stała w miejscu. Przypadkowy przechodzień mógłby stwierdzić, że w lesie stoi zbroja z jedną nogą w strzemieniu konia - przodem do niego. Co najdziwniejsze, hełm w tej zbroi co chwilę podnosi się i prawie natychmiast opada. Na szczęście dla Obitana żadnych przypadkowych (lub nie) przechodniów tam nie było.

Po około dziesięciu podskokach wewnątrz zbroi, nasz dzielny rycerz stwierdził, że tym sposobem na swego konia, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła, nie wsiądzie. Do głowy jednak przyszedł mu kolejny tego dnia pomysł. Podstawił konia bliżej drzewa, z zamiarem zeskoczenia na niego. Niestety, nie wziął pod uwagę tego, że gałąź może nie utrzymać przez dłuższy czas ciężaru rycerza w pełnym rynsztunku. Tak też się stało. Obitan spadł na ziemię, poczym został kopnięty przez swojego przestraszonego konia, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła. Jedyną rozsądną rzeczą, jaką rycerz mógł teraz zrobić było podniesienie się. Mimo jego wielkich chęci nie mógł tego zrobić. Nie z ciężarem osiemdziesięciu kilogramów na sobie. Obitan począł zdejmować z siebie zbroję, jednocześnie leżąc na ziemi. Gdy w końcu mu się to udało, cudem się z niej wytoczył, wstał i założył ją na siebie jeszcze raz. Wiedział, a przynajmniej wydawało mu się, że wiedział, co robił źle. Kiedy się ubrał, podstawił konia bliżej największego i najgrubszego drzewa w okolicy. Drzewo to miało bardzo grube gałęzie. Obitan cudem wszedł na jedną, lekko trzeszczącą gałąź i, wysilając wszystkie swoje mięśnie, skoczył. Przestraszony koń, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła, odsunął się.

Gdy po około pięciu minutach nasz dzielny i jakże tępy rycerz odzyskał przytomność, wiedział już, co zrobić. Do głowy przyszedł mu podpatrzony, w czasach bycia giermkiem u Arabów, sposób (oni to co prawda robili z wielbłądami, ale dla Obitana była to niewielka różnica). Oto co wymyślił: najpierw pociągnął konia w dół tak, że ten przysiadł na zadzie. Potem zaś, podciął mu przednie nogi. Biedne zwierzę położyło się na nich (tak, jak czasami czynią to domowe koty). W ten sposób grzbiet zwierzęcia był na wysokości ud rycerza. Obitan więc, po prostu przełożył nogę przez konia, usiadł i nakazał mu wstać. Zwierzę jednak stwierdziło, że ta pozycja, w jakiej zostało siłą ułożone, wcale nie jest taka zła. Nie musi przesadnie zginać szyi po świeżą trawę, wygodnie leży, może zasnąć, a jego głupi pan i tak go nie podniesie. Także, nie miało najmniejszej ochoty wstawać. Obitan tak się tym zezłościł, że jego hełm począł wznosić się i opadać, mimo że rycerz siedział. Po chwili, gdy się uspokoił przypomniał mu się kolejny szczegół podpatrzony u Arabów. Rozejrzał się, dojrzał to, co chciał, poczym wstał i ruszył w stronę kępy krzaków. Po chwili wrócił, niosąc w ręku gałązkę paproci. Usiadł na koniu, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła i jął trzepać go po zadzie przyniesioną gałęzią krzycząc "Wio, wio!". Zwierzę leżało nadal. Obitan zaś bił i bił, aż wszystkie liście opadły ze świeżo przyniesionej witki. Rycerz wstał i wpadł w szał. Jego hełm podnosił się i opadał szybciej niż wcześniej. W tym momencie w umyśle konia zrodziła się perfidna i bardzo brzydka myśl. Otóż, koń wstał. Obitan oszalał. Gdy się wreszcie uspokoił, stwierdził, że skoro tak, to trudno, ale on będzie musiał przejść pieszo te pięćdziesiąt metrów.

Po około dwóch minutach wytężonego marszu w swojej, ważącej osiemdziesiąt kilo zbroi, którą Obitan zdążył znienawidzić bardziej niż konia, dotarł do źródełka. Na całe szczęście, rzeczka prowadząca do komnat niewiast sięgała rycerzowi tylko do pasa. Nasz dzielny bohater chyba spał na lekcjach swego przybranego ojca, bowiem zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że zbroja może zardzewieć. Tak więc, wszedł do rzeczki i ruszył przed siebie. Po około pół godziny marszu dotarł do rzeczonych komnat. Gdy wyszedł na brzeg, ze zdziwieniem stwierdził, że z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu wszystkie zawiasy jego rynsztunku od pasa w dół skrzypią niemiłosiernie. Jako że było to zagrożenie dla powodzenia misji, Obitan zdjął dolną część zbroi i tylko w samej górnej oraz płóciennych spodniach - ruszył przed siebie. Znalezienie drogi do królewskiej komnaty (samego króla i jego świty nie było, bowiem wyjechali na polowanie, a królowa nie cierpiała zabijania biednych zwierzątek) trudne nie było.

Obitan poznał swą ukochaną w kilka chwil. Kiedyś, kiedy był młody, kochał ją. Ożeniłby się z nią, gdyby nie Jakub, szkocki król.
Nasz dzielny i jakże troskliwy rycerz wziął królową Helenę na ręce i ruszył w drogę powrotną. Na wszelki wypadek zatkał jej usta kneblem. I rzeczywiście, kiedy ukochana Obitana się obudziła (a stało się to wtedy, gdy nieuważny rycerz zmoczył jej nogi) zaczęła próbować krzyczeć. Gdy poznała, kto ją niesie, poczęła krzyczeć głośniej. Knebel jednak, przeszkadzał jej w tym skutecznie, także żaden ratunek nie przybył.

Obitan wyszedł na brzeg rzeczki w sadzie w pełnej zbroi (dolną część założył szybko w zamku) i ruszył do lasu. Każdy jego krok powodował coraz większy ból uszu królowej, zawiasy bowiem skrzypiały gorzej niż poprzednio. Po dotarciu do konia, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła, nasz dzielny rycerz ułożył Helenę na ziemi i zdjął jej knebel. Szybko jednak założył go powtórnie. Ryku królowej nie mógł wytrzymać nawet koń. Lekko speszony Obitan wziął się za kładzenie konia w pozycji wielbłądziej. Kiedy już tego dokonał, usadził królową w siodle, poczym zrobił to sam. Oczywiście trzepanie konia po zadzie gałązką paproci niewiele dało. Na szczęście dla rycerza zaczął padać deszcz. Mądre zwierzę stwierdziło, że nie ma sensu moknąć na deszczu na polanie, jeśli w głębi lasu jego głupi pan przygotował przytulny szałas. Wstało więc i ruszyło stępa przed siebie.

Po jakimś czasie szczęśliwy koń, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła, ulokował się pod suchymi drzewami. Obitan zsiadł z niego, zdjął zbroję, wziął królową na ręce i wszedł do wcześniej przygotowanego lokum. Ułożył Helenę na posłaniu z mchu oraz liści i zdjął jej knebel. Ona zaś zaczęła wyrzucać z siebie takie słowa pod adresem rycerza, że on czym prędzej zakneblował ją powtórnie. Teraz miał poważny problem. Jego ukochana nie kochała go już (prawdę mówiąc to nigdy nie żywiła do niego żadnego uczucia). W pewnym momencie do głowy Obitana przyszedł kolejny tego dnia "genialny" pomysł. Napój miłosny! Napój miłosny jest zdolny do zauroczenia Heleny. Jedynym problemem w tym momencie było to, że nasz dzielny rycerz zupełnie nie wiedział jak coś takiego przyrządzić. Postanowił więc oprzeć się na rycerskich opowieściach. Po pierwsze: musiał mieć wino. Na całe szczęście miał trochę czerwonego w jukach. Po drugie: kielich. Tego nie miał, wykorzystał więc starą, znalezioną w sakwie glinianą miskę. Po trzecie: czarodziejskie zioła. W tym już nasz pomysłowy rycerz zupełnie się nie orientował. Wziął więc co popadło: lubczyk, parę innych afrodyzjaków (na tych Obitan się znał) oraz kilka ziół, które widział pierwszy raz w życiu. Wymieszał to wszystko porządnie i stwierdził, że jego wspaniałe wino w glinianej skorupie i z pływającymi na wierzchu ziołami wygląda zupełnie jak tani barszcz. Nie przejął się tym zbytnio. Zaniósł eliksir królowej i polecił wypić. Helena odrzekła, że nie ma zamiaru i na pewno nie będzie pić podejrzanie wyglądającego barszczu przygotowanego przez kucharza od siedmiu boleści. Obitan nie przejął się tym w ogóle. Stwierdził, że jego ukochana i tak wypije wino, nawet jeśli będzie musiała zrobić to pod przymusem. Na szczęście królowa wypiła miłosny napój nie kaprysząc więcej. Kiedy to zrobiła, miskę wziął od niej Obitan z zamiarem wypicia eliksiru tuż po ukochanej, tak jak w opowieściach. Niestety stwierdził, że Helena wypiła wszystko. "Trudno." - pomyślał - "Ja i tak już ją kocham".
Królowa po chwili milczenia spojrzała rozanielonym wzrokiem prosto w oczy rycerza i powiedziała:
- Kocham cię.
- Udało się, udało się, udało się! - wykrzyknął Obitan. - A jednak się udało!
- Kocham cię - powtórzyła Helena.
- Tak, tak, wiem. - powiedział rycerz. - A teraz poczekaj chwilę - nakazał i ruszył w stronę konia, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła. Wrócił po chwili, niosąc w ręku zimną dziczyznę. Podał królowej kawałek i rozkazał jeść. Ta przełknęła kęs, poczym powiedziała:
- Kocham cię.
- Wiem, teraz jedz.
Kolejny kęs.
- Kocham cię.
- Dobrze! Zrozumiałem! Jeść!
Helena zjadła jeszcze trochę.
- Kocham cię.
- Oczywiście!!! Jedz!!!
Jedno ugryzienie mięsa.
- Kocham cię.
- Niech to wszystko piekło pochłonie! Zrozumiałem! - wykrzyknął Obitan i pomyślał: "Co zrobiłem źle? Może nie trzeba było dodawać tego niebieskiego kwiatka?" Helena zaś zjadła kolejny kawałek dziczyzny i z całą pewnością stwierdziła:
- Kocham cię.
- Dob - rze!!! Zro - zu - mia - łem!!! Teraz, bardzo proszę, zamknij się!!!
Obitan wykrzyczał to tak głośno, że królowa, aż się przestraszyła.
- Kocham cię?
Nasz wybuchowy rycerz wpadł w szał. Kiedy się trochę uspokoił, zauważył, że jego ukochana naprawdę się go boi. Resztki ludzkich uczuć, stracone przed chwilą, odezwały się w Obitanie. Podszedł do królowej, pogłaskał ją po włoskach i uspokoił (siebie też). Ona zaś, z wyrzutem w głosie stwierdziła:
- Kocham cię!
Resztki ludzkich uczuć momentalnie uleciały z rycerza. Zakneblował królową, ułożył na posłaniu, sam położył się obok i nakazał spać. Helena najpierw rzucała się trochę, wydając przy tym bliżej nieokreślone dźwięki, po chwili jednak zasnęła. Obitan, z uczuciem ulgi, oraz przeczuciem, że to jeszcze nie koniec, zrobił to samo.

Rano naszego dzielnego rycerza obudziła jego ukochana. Siedziała na ziemi, wpatrywała się w Obitana i co chwila powtarzała: "Kocham cię". Nasz bohater pokręcił głową ze zrezygnowaniem. W pewnym momencie zauważył, że jego koń, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła, wpatruje się w niego z jeszcze większym wyrzutem niż królowa. Rycerz zrozumiał, że ona siedzi tak od dawna, powtarzając dwa fatalne słowa i że najwyraźniej obudziło to konia. "Biedne zwierzę" - pomyślał Obitan.

Mimo wszystkich nieprzyjemności doświadczonych ze strony królowej, Obitan ciągle ją kochał. Po przyrządzeniu śniadania składającego się z zimnej dziczyzny i owsa (w przypadku konia) rycerz założył zbroję i oznajmił:
- Wyruszamy.
Odpowiedź królowej była tak oczywista jak reakcja Obitana na nią.
Nasz zatroskany rycerz wsiadł na konia (sposobem wielbłądzim), poczym ruszył w drogę (dlaczego zwierzę ruszyło przed siebie bez ponaglenia, tego Obitan zrozumieć nie mógł). Rycerz plan ucieczki miał już zaplanowany. Z lasu w dwa dni dotrze do wybrzeża Szkocji. Tam już czeka na niego statek, który dowiezie go wraz z ukochaną do Kornwalii. Planem Obitan się nie przejmował. Wiedział, że się uda (a przynajmniej miał takie przeczucie). Teraz miał inny problem. Jak odczarować królową? Na szczęście w jego zamku w charakterze medyka mieszkała pewna wiedźma, która mogła w tym pomóc.

Podróż do wybrzeża minęła tak jak spodziewał się Obitan - spokojnie. Kilka razy rycerzowi wydawało się, że słyszy jakieś nawoływania, ale niczego nie zobaczył. Królowa oczywiście umilała Obitanowi podróż uwagami: "Kocham cię", intonowanymi na różne sposoby.
Na statku, na którym czekali na naszego bohatera zaufani przyjaciele (to jest, kilka najgorszych mend z okolicy) panowało poruszenie. Jakiś dziadek z miną konia rycerza demonstrował sztuczki. Zapalił malutkie ognisko, poczym wrzucał do niego dziwny, czarny proszek, który natychmiast wybuchał. Ludzie wydawali przy tym okrzyki zdumienia, a Helena z większą determinacją niż zwykle krzyczała: "Kocham cię!". Obitan wszedł na statek, podszedł do starca i spytał:
- Co to?
- To proch. - zadziamgał dziadek. - Wynalazłem go. W umyśle rycerza zaświtała pewna myśl.
- Świetnie. - powiedział. - Kupuję cały zapas.
Starzec wyglądał na niezwykle szczęśliwego.
- Mam coś jeszcze. - stwierdził. - Coś dużo lepszego i... silniejszego.
- Co?
- Laski z prochem. Wrzucone w ogień wybuchają z ogromną mocą.
- Biorę. - powiedział pewny swego pomysłu Obitan i krzyknął - Koniec przedstawienia dupki żołędne! Odbijamy od brzegu! Szybciej, szybciej! Jeśli dotrzemy do Kornwalii za trzy dni otrzymacie premię!
Słowa te ożywiły załogę, choć statek dotarł na miejsce dopiero po czterech dniach. Podróż mimo to minęła bez żadnych nieprzyjemnych (przyjemnych też) niespodzianek. Królowa nadal powtarzała swoją mantrę, co doprowadzało Obitana do szaleństwa. Rycerz miał gotowe dwa plany: jeden na wypadek, gdyby królowej nie dało się odczarować i drugi, zakładający taką możliwość.

Nocą drugiego dnia od przybycia do Kornwalii nasz dzielny rycerz wraz z ukochaną dotarł do swojego zameczku. Swoją żonę Obitan zastał w niedwuznacznej sytuacji ze sługą. Oboje powieszono następnego dnia.
Niestety, okazało się, że Heleny nijak nie da się odczarować, a przynajmniej nie jest w stanie dokonać tego wiedźma z fortecy rycerza. "Trudno." - pomyślał Obitan - "Czas na plan B". Oto jak przedstawiał się ten plan.
Nasz pomysłowy bohater kazał wykopać przed zameczkiem rów i napełnić go chrustem. Tak też się stało. Następnie Obitan obdarował całą służbę i wszystkich obecnych na zamku wybuchowymi laskami. Reszty można się łatwo domyślić.
Mijały dni, a króla Szkocji nie było. W końcu jednak przybył - wraz z niewielką armią. Poselstwo przybyło do rycerza w dzień po rozłożeniu się wojska pod twierdzą. Rycerz kazał powtórzyć Jakubowi, że jeżeli zostawi go w spokoju, to on odda mu Helenę po dobroci. Monarcha jednak odpowiedział, że będą walczyć. "Trudno, sam tego chciałeś." - odpowiedział przez posłów Obitan.

Bitwa rozpoczęła się. Konie rycerzy króla Jakuba ruszyły przed siebie. To jest - ruszyły raczej powoli, bo kłusować, a galopować tym bardziej, z około stusześćdziesięciokilowym ciężarem na sobie nie mogły. Król był niezwykle zdziwiony, że z zamku nie leci na jego wojsko grad strzał. Ale nasz dzielny (?) bohater głupi też nie był.
- Zapalać! - krzyknął w odpowiednim momencie.
W tej chwili chrust w rowie został zapalony. Rycerze zobaczywszy ogień zaczęli się powoli i niepewnie wycofywać. Bardzo powoli.
- Rzucać!!!!
Setki wybuchowych lasek poszybowały w dół, prosto na rów. Eksplozje ogarnęły całą równinę. Wojsko króla Jakuba padało. Gdy deszcz lasek ustał, nasz jakże przebiegły rycerz zawołał z murów do szkockiego monarchy.
- Królu! Czy zgadzasz się na moje warunki?!
- Tak jest sługo szatana! - odkrzyknął ranny Jakub.
Tak więc, szczęśliwy Obitan pozbył się gadającej królowej-marionetki na rzecz naiwnego męża tejże.

Koniec?

Miesiąc po oddaniu Heleny do naszego wrednego rycerza przybył posłaniec z wiadomością. Nadawcą był król Jakub, piszący, że może oddać Obitanowi królową, jeśli on przymknie oko na honor, tak jak rzeczony monarcha. Nic dziwnego - pomyślał rycerz - jego też z pewnością do szały doprowadza "kocham cię". Chociaż nie, ona pewnie mówi teraz "kocham Obitana".

Nasz, powiedzmy, nie najuczciwszy rycerz długo myślał co odpisać królowi. W końcu zdecydował się na taką odpowiedź: "Ha, ha, ha, ha, ha, ha...". Dał odpowiedź posłańcowi i poszedł przygotowywać się do kolejnej wyprawy. Znów będzie musiał użerać się ze swoim koniem, Który Wyrazem Pyska Bardziej Przypominał Muła - ale co tam! Tym razem odnajdzie swoją miłość. Jeżeli ona go nie pokocha, przyrządzi napój miłosny. Tylko nie doda tego niebieskiego kwiatka. A jak nie... Mówi się trudno, szuka się dalej. W końcu w opowieściach...


Ted Undead

duke_nukem@poczta.fm


<<< powrót do Innych :::: ^^ do góry ^^||