|
"Kamień Ziemi " Rozdział III
Powoli drżącą ręką, dotknęła palcami spłowiałej okładki
Delikatnie przewróciła kilka pierwszych stronnic i zatrzymała
się na
spisie rozdziałów: Księga Myśli, Przepowiedni, Spełnienia...
i ta, której szuka - Księga Przeznaczenia. Podniosła głowę i
zamyśliła się
przez chwilę. "A jeżeli znajdę coś co sprawi, że nie
podołam obowiązkom, które zostały na mnie nałożone jeszcze
przed moimi
narodzinami... Na całej Wentrze istnieją tylko cztery
egzemplarze Świętej Księgi. Jedną posiada Welgen, drugą
najwyższa kapłanka
w Limire, kolejną królowa leśnych boginek z Leantrinu, a
ostatnią elfia księżniczka, Berenika. Welgen nigdy nie pozwolił
mi jej
przeczytać... Berenika również. A co jeśli...".
Spojrzała w stronę lekko uchylonych drzwi wejściowych, ale
nikt nie nadchodził.
"Welgen zabronił mi... Miał w tym jakiś cel. Nie mogę...".
Wstała, otrzepała suknię z kurzu i schyliła się by podnieść
księgę. Lekki
powiew wiatru wpadł do pokoju przez uchylone okno, zmierzwił
jej włosy i przewrócił kilka kartek.
"To... to niemożliwe"
Księga otwarta była na stronie, na której znajdowała się
rycina przedstawiająca niewiastę w bieli.
"To... ja?!"
* * *
Rzeka Manda, mająca swe źródło u podnóży Zębatych Gór,
przepływała przez te tereny, szumnie śpiewając o bogactwie
darów
Wentry. Czarodziejka szła chwilę wzdłuż jej głównego nurtu.
W miejscu, gdzie rzeka rozwidlała się dziewczyna dostrzegła świeże
ślady stóp. Przystanęła chwilę i z zainteresowaniem wpatrywała
się w swoje odkrycie. "Nieznajomi" - pomyślała -
"Elfy nie zostawiają
śladów . . ."
*
Na małej skarpie, tuż nad rzeką siedział mężczyzna o
szlachetnych rysach twarzy i długich, ciemnych włosach. Oczy
jego koloru mleka
otoczone były ciemnymi runami kraju Limire. Dziewczyna schowała
się za biało-czarny pień brzozy i z zainteresowaniem przyglądała
się nieznajomemu ze swej kryjówki. Nagle ktoś lekko dotknął
jej ramienia. Nimaen odwróciła głowę i krzyknęła ze
zdziwienia. Oto
stał przed nią Limir, który jeszcze chwilę temu siedział na
skale oddalonej o jakieś trzydzieści kroków od tego miejsca.
Skłonił lekko
głowę i odezwał się dźwięcznym głosem:
- Witaj Pani. Nazywam się Handir. Jeżeli nie masz nic
przeciwko, to chciałbym żebyś mnie wysłuchała.
Nimaen skinęła głową na znak zgody.
- To dobrze - rzekł Handir - Przybywam z posłannictwem od najwyższej
kapłanki z Świątyni Limire. Moja pani pragnie, abyś
niezwłocznie przybyła do naszego kraju Nimaen. Welgen już
został o tym powiadomiony. Chodzi o Kamień Ziemi.
Dziewczyna ze zdziwieniem popatrzyła w jego mlecznobiałe oczy.
Kimże on jest, że wie o Kamieniu...
- Należę do rodu Feantarich. Jestem synem Drenholma, powiernika
Limire. Czy mogę prosić cię o jak najszybszą decyzję ?
- powiedział po chwili przerwy
Nimaen przytaknęła :
- Oczywiście, że pojadę . . . wyruszę niezwłocznie zaraz po
rozmowie z Welgenem.
Limir skłonił jej się na pożegnanie, po czym wypowiedział
kilka słów w swoim ojczystym języku, błysnęło światło i z
jego
ramion wystrzeliły śnieżnobiałe skrzydła. Handir lekko ugiął
kolana i już po chwili zniknął jej z oczu, ulatując w górę,
ku srebrzystym
chmurom. Nimaen stała tak przez chwilę urzeczona tym spotkaniem.
Po chwili zaś ruszyła do domu z mocnym postanowieniem
wyjazdu w najbliższym czasie.
*
Idąc ścieżką prowadzącą na tyły domu dziewczyna usłyszała
podniesione głosy dobiegające z kuchni. Weszła zaniepokojona,
próbując
odróżnić poszczególne wypowiedzi. Pośród całego tego zgiełku
odnalazła szept matki i gniewny krzyk ojca oraz jeszcze jeden głos,
należący do jakiejś kobiety. Ostrożnie pchnęła kuchenne
drzwi i weszła do pomieszczenia. Spojrzała na matkę, w której
oczach
szkliły się łzy i na ojca zaniepokojonego, i głęboko
wzburzonego Następnie jej wzrok spoczął na nieznajomej, która
ubrana była
w ciemnozielony płaszcz. Włosy jej koloru polnych maków upięte
były na karku, spływając niżej w kaskadzie miękkich fal.
Nieznajoma spostrzegłszy Nimaen, odwróciła się gwałtownie,
robiąc zwodniczy piruet i w jednej chwili wyciągnęła srebrny
miecz z pochwy przy pasie i machnęła nim w powietrzu. Mellanor
poderwała się z krzykiem z krzesła, na którym siedziała
i próbowała rzucić się na nieznajomą. Ta jednak jednym wyciągnięciem
rozpostartej dłoni unieruchomiła ją rzucając zaklęcie,
po czym odezwała się :
- Nie ma czasu do stracenia. W tej chwili przynieś szafirowy
amulet.
Czarodziejka ani drgnęła. Wpatrywała się przerażonymi oczyma
w nieruchomą matkę. Opanowała drżenie nóg i mimo lęku przed
nieznajomą, rzuciła się w stroną Mellanor. Ujęła jej zamarłą
twarz w dłonie . . .i wtem urok prysł. Elfka zachwiała się i
upadła,
ale nie była już pod działaniem czaru. Nieznajoma wpatrywała
się w Nimaen szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma. Po chwili
schowała miecz, skłoniła się i rzekła :
- Wybacz to najście, ale . .
- Co !!! - krzyknęła czarodziejka - Nachodzisz mój dom,
grozisz mym rodzicom, rzucasz urokami na prawo i lewo
. . . kim . . kim Ty jesteś ? - szepnęła
Nieznajoma wyjęła z kieszeni obszernego płaszcza złoty
medalion, z wizerunkiem pióra i rzekła :
- Nazywam się Mirim. Jestem posłanniczką feantarich, przybywam
z Limire.
Nimalrill przyjrzała jej się uważniej. NIe można było w tej
kobiecie odnaleźć znaków tego plemienia. . . ale medalion z
wyrytym
Świętym Piórem . . .
- Ale ja przed chwilą rozmawiałam z Handirem - rzekła z powątpiewaniem
czarodziejka
- Handir !!!- obruszyła się Limirka - To nieokrzesany młokos.
Syn naszego pana, robi co mu się żywnie podoba. Nie jest on
posłannikiem, ale . . .- tu w jej głosie dało się słyszeć
nutkę podziwu - Jak udało ci się przerwać to zaklęcie,
jestem pełna podziwu-
- zapewnie pobierasz nauki od tej czarownicy, jak jej tam - a
Nimaen.
Czarodziejka uśmiechnęła się tylko.
- Tak masz rację - powiedziała pilnie lustrując Mirim wzrokiem.
"Oszustka - pomyślała - I na pewno nie jest z rodu
feantarich- znaki runiczne nigdy nie znikają - a i wejścia do
skrzydeł też nie widzę"
- No nic- rzekła kobieta - Twoja pani musi jak najszybciej
przybyć do Limire . . ona tu mieszka prawda? Jestem jej przyjaciółką
.. i . .zostawiła tu dla mnie pewną rzecz .. .
- Tak . . .- powiedziała wolno Nimaen z zagadkowym uśmiechem
- Jutro z samego rana przybędzie tu Gamrir, elf, jeden z
wojowników południowego królestwa i to on poprowadz
i twoją panią do mojego kraju . . . przekaż jej to. . .
- Dobrze Mirim - powiedziała czarodziejka, ciągle się uśmiechając
Limirka zamilkła i skierowała się do wyjścia. Na odchodnym
zawróciła jeszcze i rzekła:
- Zapomniałabym o najważniejszej rzeczy. Amulet z szafirem,
Nimaen zostawiła go tu dla mnie. Ty nie możesz go
przechowywać. Jestem zmuszona zabrać go do Limire, ma to związek
. . .- tu kobieta się zawahała- nie wiem czy mogę o tym
mówić - Kamień Ziemi - dodała po chwili.
Po czym na jej otwartej ręce zabłysł zielenią wisiorek. Kapłanka
zamknęła go w dłoni i odeszła.
Nimaen jeszcze chwilę wpatrywała się w miejsce, gdzie stała
Limirka Potem wyszła do ogrodu, zastanawiając się nad
wszystkim tym co usłyszała. Przechadzając się wśród
kolorowych klombów dostrzegła błysk czegoś małego. Podniosła
ów
przedmiot z ziemi i ze zdziwieniem stwierdziła, że jest to złoty
medalion, należący do feantarich.
- Zastanawiające - szepnęła.
Gwizdnęła cicho i już po chwili zza wyłomu domu wyszedł koń
srebrzystej maści. Dziewczyna zwinnie go dosiadła, szepnęła
kilka słów w mowie elfów i pogalopowała w stronę głównego
gościńca. Wiatr z południa niósł ze sobą zapach świeżo
skoszonej
trawy. Słońce było już w zenicie, gdy dziewczyna dostrzegła
jakąś skuloną sylwetkę wśród drzew. Pośpiesznie zeskoczyła
z konia
i powoli zaczęła iść w stronę drzew. Już po chwili zobaczyła
mężczyznę, o ciemnych włosach. Był to Handir. Jedną ręką
opierał
się o drzewo, a drugą próbował odczynić urok, który na
niego rzucono. Nie zauważył jej i dopiero gdy ta się odezwała,
podniósł
głowę.
- Handirze - wyszeptała dziewczyna
Limir uśmiechnął się do niej blado i osunął się na ziemię.
Czarodziejka podbiegła do niego, uklękła i dotknęła smukłą
dłonią jego czoła.
- Zaklęcie osłabiające - powiedziała.
Skupiła się, wymówiła kilka słów i spod jej otwartych dłoni
trysnęło światło, które ogarnęło Limira.
Już po chwili Handir podniósł się i usiadł, podpierając się
o gruby pień drzewa, po czym powiedział z goryczą w głosie:
- Zaatakowała mnie kapłanka. Prawdopodobnie jedna z członków
Laserark. Odprawiła potężny urok, tyle tylko,
że . . . - tu Limir urwał, sięgnął ręką do piersi i z
przerażeniem wyjąkał :
- Mój medalion . . .Ona . .ona go zabrała . . .
- Ja mam twój medalion - powiedziała Nimaen.
Feantari z groźnym błyskiem w oczach poderwał się z ziemi i
skierował w jej stronę .
- No tak - powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć drwinę
- Czarodziejka ! To ty jesteś mistrzynią magii. Jak mogłem
tak łatwo dać się zwieść ?! I jeszcze teraz przybiegasz do
mnie z pomocą !!! - wyrwał jej medalion z ręki i już szykował
się do odlotu,
gdy dziewczyna złapała go za przegub ręki i krzyknęła :
- Handirze ! Czy ty niczego nie rozumiesz ? Po co byłby mi
potrzebny znak twojego rodu. Po twoim odejściu była u mnie
kobieta o imieniu Mirim, podająca się za służkę Najwyższej
Kapłanki Limire . . .I ja też dałam się jej oszukać. Ta
kobieta użyła zaklęcia paraliżującego wobec mojej matki.
Zdawać by się mogło, że nie wie kim jestem . . . . a podawała
się za moją przyjaciółkę! Pokazała mi twój medalion, który
potem zostawiła w ogrodzie. . . i zabrała mój amulet . ..
- Jaki amulet !!! - krzyknął Handir - Skąd ta kobieta mogła
wiedzieć o mocy starożytnego kamienia . . .
- Kamień Ziemi - wyszeptała dziewczyna - Nie . . ona wzięła
szafirowy wisiorek w kształcie półksiężyca. Nie zawiera on
w sobie zbyt dużo magicznej mocy. Zresztą artefakt nie jest
rzeczą . . - tu zamilkła, gdyż poczuła, że powiedziała za
dużo.
- W to zamieszany jest ktoś trzeci. Ktoś kto chce zdobyć kamień
dla siebie - rzekł feantari - Czy ta... jak jej tam... Mirim,
mówiła coś o celu twojej podróży?
- Nie znała celu - odparła powoli Nimaen - Powiedziała tylko...
że jutro ma się u mnie stawić Gamrir, elf, aby towarzyszyć mi
w wyprawie do waszego kraju.
- Co?! - krzyknął Handir - Gamrir, Elf Światła jest ciężko
ranny i aktualnie przebywa w Świątyni Limire, gdzie wraca do
zdrowia pod czujnym okiem kapłanek. Ktoś go zaatakował siedem
dni temu.
- A więc wszystko jasne - odparła dziewczyna - Ktoś tu
zorganizował spisek. Pojadę jutro z tym, który po mnie
przyjedzie
i mam nadzieję, że dowiem się kto za tym stoi.
- Bądź ostrożna Nimaen - rzekł Limir marszcząc brwi - Świat
oczekuje twojego przyjsćia. Tylko nieliczni wiedzą, że już
zstąpiłaś. Nie możesz się narażać. Lepiej uzgodnij to z
Welgenem. Dobrze wiesz kim jesteś...
- Raczej czym jestem!!! - krzyknęła dziewczyna, a w głosie jej
słychać było nutę goryczy.
- Nimaen - rzekł powoli Handir - Nastaną ciężkie czasy. Już
niedługo... Moja rasa zagrożona jest przez ciemne kamrony.
Dzisiaj mało jest na świecie feantarich czystej krwi. Nadzieja
w tobie i elfach. Duża ilość ludzi z Femiru przeszła na służbę
zła,
krasnoludy są po naszej stronie, ale nie obchodzi ich nic co nie
ma związku z dobrem naszym, dobrem innych ras, a olbrzymy-
- tu jego głos załamał się. Po chwili zaś rzekł :
- Pojadę jutro z tobą.
Dziewczyna położyła na jego wyciągniętej dłoni złoty
medalion z piórem, po czym wstała, przywołała konia i
powiedziała :
- A więc dobrze, do jutra Handirze!
Następnie gwizdnęła cicho, dosiadła konia i znikła za ścianą
zielonych drzew.
* * *
- Nimaen...
Mellanor stąpając cicho weszła do pokoju, usiadła na brzegu
łóżka i zaczęła gładzić bursztynowo-srebrne włosy
dziewczyny.
- Nie śpię mamo - wyszeptała elfka - Tak bardzo nie chcę was
zostawiać.
- Oh Nimaen! Nam tak samo jest ciężko jak i tobie... ale córeczko...
musisz się poświęcić, aby nasi potomkowie mogli żyć
w spokoju.
- Tak wiem... lecz ciaży mi to brzemię. Ta odpowiedzialność.
Nie mam dość sił - tu jej głos się załamał - Wszyscy myślą,
że
jestem wielką czarodziejką, a tymczasem... Matko, boję się,
że wszystkich zawiodę!
Kobieta przytuliła córkę do piersi.
- Kochanie... nie martw się. Ona czuwa. Najwyższa się tobą
opiekuje W końcu jesteś jej... dzieckiem...
Świetlista łza...jedna...druga...
- Przyszedł czas, abym wreszcie oddała ci twoją należność -
powiedziała kobieta po chwili - Najwyżsi wraz z twoimi
narodzinami
przysłali Welgena, tylko w jednym celu... aby przygotował ci
drogę.
A po tych słowach elfka wyszła z pokoju, by już po chwili wrócić
z...
- Różdżka - szepnęła Nimaen.
Mellanor przytaknęła, uśmiechając się blado.
Jesionowa różdżka, na szczycie której osadzony był ciemny
szafir o owalnym kształcie. Dziewczyna dotknęła brązowego
trzonka. Magiczne impulsy rozeszły się po jej ciele.
* * *
Blask promieni słonecznych ogarnął ją całą. Pocałunki słońca
delikatnie spływały na jej odkryte ramiona i mlecznobiałą
szyję. Dziewczyna odwróciła się na drugi bok, ale marzenia
senne już powoli odpływały i pierwsze podszepty rzeczywistości
zaczeły
docierać do jej podświadomości. Leniwie odgarnęła kołdrę i
wstała z pościeli. Spojrzała na słońce, które było już w
zenicie i powoli
docierało do niej, że zaspała. Szybko się ubrała, narzuciła
na ramiona płaszcz, chwyciła worek podróżny i zbiegła po
schodach.
Jak na złość na ostatnim stopniu się potknęła i jak długa
upadła na granitową posadzkę. Powoli wstała, rozmasowała
zbite biodro
i z przerażeniem stwierdziła, że nie wie gdzie zostawiła różdżkę.
Czym prędzej pobiegła na górę, przeszukała cały pokój, ale
poszukiwania nie przyniosły skutku. Zaczęła się już poważnie
martwić, gdy wzrok jej spoczął na drzwiach. Tuż przy nich stała
oparta
o futrynę magiczna broń. Dziewczyna zła na siebie chwyciła ją
i zbiegła po schodach. Znowu się potknęła. Tym razem o worek
podróżny, który wcześniej zostawiła. W pośpiechu zaczęła
zbierać swoje rzeczy, gdy nagle usłyszała cichy świst, z
zaraz potem
głośny, perlisty śmiech. Spojrzała w stronę, z którego
dobiegał głos i ze zdziwieniem stwierdziła, że to nikt inny
jak Handir- siedzi
przy stole i płacze z rozbawienia. Limir widząc niewyraźną
minę czarodziejki, opanował się nieco i rzekł tłumiąc śmiech:
- Jeżeli codziennie tak późno i tak komicznie wstajesz, to gotów
jestem tu zamieszkać, aby oglądać takie sceny!
- Naprawdę śmieszne! - krzyknęła zła czarodziejka - Handirze!
Jest południe! Gdzie ten elf, który miał po nas przyjechać!
- Nikogo nie było - rzekł Limir ciągle się jeszcze uśmiechając
- Byłem tu przed wschodem słońca. Nikt nie przyjechał, więc
nie
chciałem cię budzić. Zresztą... gdybym to zrobił, wtedy ominęłoby
mnie twoje królewskie zejście.
Dziewczyna chwyciła worek i rzuciła nim w Handira. Ten nie zdążył
uchylić się od ciosu i dostał w głowę. Zachwiał się na
krześle
i upadł. Nimaen widząc jego niewyraźną minę zaczęła się
śmiać.
- Pamiętaj! Nigdy nie zadzieraj z czarodziejkami - powiedziała
z nieukrywaną radością.
Handir podniósł się z ziemi i spowrotem usiadł na krześle.
Dziewczyna podeszła do drzwi wyjściowych, pchnęła je lekko i
wyszła
na zalane słońcem podwórko. Na suchej ziemi nie dostrzegła żadnych
śladów kopyt ani wozów, weszła więc spowrotem do domu
i zwróciła się do Limira.
- Jak myślisz Handirze... o co w tym wszystkim chodzi ?!
- NIe wiem - odparł feantari - Nikt się nie pojawił. Może
chodziło im tylko o ten amulet w kształcie półksiężyca.
- Może...
* * *
Ciszę leśną panującą dokoła przerwał perlisty, złowieszczy
śmiech. Mirim zeskoczyła zwinnie z konia, jednym szarpnięciem
ręki
zrzuciła z siebie podróżny płaszcz i przełożyła przez ramię
obszerną torbę. Skierowała się w stronę gąszczu drzew i
krzaków,
i zatrzymawszy się przed ich ścianą, wymówiła kilka słów w
pradawnej mowie. Korony i gałęzie drzew odchyliły się ukazując
długi,
ciemny korytarz. Kobieta weszła doń i skierowała się w stronę
kamiennej ściany, na której znajdowały się świetliste,
runiczne znaki.
Przyłożyła dłoń do jaśniejszych symboli i już po chwili
wszystko znikło, a ona sama otworzyła magiczne widzenie, dostępne
tylko
dla zwierzchnika Bractwa Laserark.
Znalazła się w wielkiej sali, której ściany tworzyły pnie
brzóz i pędy bluszczu. Na samym środku komnaty, na niewielkim
podniesieniu
znajdował się olbrzymi, misternie rzeźbiony tron z białego
drewna. Mirim zbliżyła się do niego, schyliła głowę i rzekła:
- Witaj Panie.
Mężczyzna zasiadający na wyniesieniu powstał, zbliżył się
do niej i powiedział niskim głosem:
- Mirim... moja ulubiona kapłanko. Czy zrobiłaś to o co cię
prosiłem ?
- Tak panie. - rzekła kobieta po czym wyciągnęła ku niemu dłoń,
na której błyszczał zielony amulet.
Mężczyzna wziął go do ręki, przyjrzał mu się bliżej i włożył
do kieszeni. Po czym odrzucił rękę do tyłu i z całej siły
uderzył Mirim
w twarz. Kobieta upadła na ziemię, złapała się za piękący
policzek i wyszeptała:
- Za co..
Mężczyzna roześmiał się.
- Za co?! Za rzucanie uroków w domu wiedźmy i za nie wykończenie
Limira. Zaklęcie osłabaijace?!! Skrzywdzi co najwyżej
gnoma. Dlaczego go nie zabiłaś?! - krzyknął z gniewem.
Kobieta wsparła się n wyciągniętych rękach, z jej oczu spływały
łzy, a czerwony policzke piekł niemiłosiernie.
- To syn najwyższego z feantarich, następca Świętego
Plemienia. - rzekła.
- Obawiasz się ich ?! - spytał mężczyzna z ironią - Boisz się
pół ludzi, pół zwierząt. Święte Istoty... - tu zaśmiał
się przeciągle -
- Ostatki tej rasy, która niegdyś rządziła. Teraz to się
zmienia.
Kobieta nie odzywała się.
-Czy mogę odejść - spytała po chwili.
Mężczyzna popatrzył na nią przeciągle z błyskiem
rozbawienia w oczach.
- Oczywiście. MUSISZ odejść stąd na zawsze. - powiedział z
naciskiem - Nie pokazuj mi się więcej na oczy.
Kobieta podniosła się z ziemi i zaczęła przygotowywać się
do teleportacji.
Nagle poczuła silne uderzenie w plecy. Szybko wypowiedziała
przeciwzaklęcie i osunęła się zemdlona na ziemię.
Magdalena "nabuchodonoZorka"
Szczubret
nzorka@poczta.onet.pl
<<< powrót do Cykli :::: ^^ do góry ^^||
|