Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Magdalena "nabuchodonoZorka" Szczubret ::::


"Kamień Ziemi" Rozdział II



"Ukryta wiedza drzemie w niej - dar od Jedynej. Jak liść danego drzewa przyjmuje cechy charakterystyczne od rdzenia życia tak i ona posiada zdolności matczyne. Możliwość poznania dobra i zła, przeszłości jak i przyszłości. Wystarczy tylko jeden powiew wiatru a wspomnienia odżyją . . . "

Święta Księga Wentry "Wolumin Objawienia"


Daegon powiódł przenikliwym wzrokiem po twarzach zebranych. Zastanawiał się przez chwilę jak przedstawić zgromadzonym swoje zamiary. Wiedział, że nie wszyscy go poprą. Spojrzał znacząco w stronę wysokiego mężczyzny o ciemnych włosach, po czym odchrząknął i rzekł:

- Cieszy mnie wasze przybycie.

- Chyba nie aż tak jak nas samych - odpowiedziała znudzonym głosem Milka, nie ukrywając niechęci i ostentacyjnie ziewając. Mężczyzna puścił jej wypowiedź mimo uszu i mówił dalej.

- Nasze Bractwo powoli, lecz skutecznie zacieśnia swe kręgi. Pozostają ci najbardziej wierni... Ale będzie nas jeszcze mniej- po tych słowach spojrzał w stronę kobiety o płomienno rudych włosach. Alkatres zmieszała się i lekki rumieniec wystąpił na jej policzkach. Daegon mówił dalej :

- Świat chyli się zagładzie. Podobno znowu pojawiły się Kalenarie, Córy Chaosu żyjące wojną i pożogą. W Femirze groźba wojny między dwoma różnymi szczepami ludzi narasta z każdą chwilą. Najwyższa Kapłanka w Limire nie widzi przyszłości Wentry w zjednoczeniu. Elfy i krasnoludy prowadzą między sobą niekończące się wojny, a leśne boginki z Leantrinu zamknęły się na jakąkolwiek formę współpracy. Nie uda nam się zjednoczyć. Cała nadzieja tkwi w czarodziejach i nas, Kapłanach Magii. - przerwał, a w jego oczach zamigotały niebezpieczne ogniki. - Cała nadzieja tkwi w Kamieniu Ziemi. Nie zostało dużo czasu, aby przygotować ofensywę. Cień napływa z południa. Trolle nękają południowo-zachodnie obszary osiedli niziołków i krasnoludów. Jeżeli czegoś szybko nie postanowimy to już niedługo Matka Wentra utopi się w morzu krwi swoich własnych dzieci. Jedyna nadzieja tkwi w artefakcie.

Na te słowa odezwał się Greanleaf :

- Kamień Ziemi- powiedział z ironią. - Aby posiąść jego moc musimy zgromadzić przynajmniej dwie części. Jedną posiada Czarny Król, druga znajduje się w Świętej Wieży - Entros, w kraju feantarich. Kolejną ma wiedźma z Serife.

- Tak, wiem. - odparł wolno Daegon - Nie znamy położenia czwartej, ostatniej części. Ale dwie są po naszej stronie. Mam pewien plan.

Zebrani popatrzyli na niego pytającym wzrokiem. Ciszę panującą dokoła przerwał głos Rayi, mistrzyni w rzucaniu uroków i zauroczeń.

- Zamierasz odebrać czarodziejce artefakt ?! On jest jej przeznaczeniem! Tylko ona...

Daegon popatrzył na nią z nieukrywaną złością.

- Kimże jest ona, że w jej ręku spoczywa tak wielka potęga ?!

- Jest dzieckiem Wentry. - powiedział powoli Greanleaf.

- I co z tego ?! - odezwała się Zila. - Tylko odbierając jej kamień możemy pokonać Złego - a powiedziawszy to kobieta uśmiechnęła się blado i znaczącą spojrzała w stronę Daegona, który odpowiedział jej takim samym uśmiechem.

Greanleaf mówił dalej :

- Ona jest Dzieckiem Przeznaczenia i tylko ona może stawić czoło Złu. Jak wy to sobie wyobrażacie? Jeśli nawet udałoby się wam odebrać artefakt to jakim sposobem chcecie go uaktywnić ?! Do aktywacji potrzebne jest błogosławieństwo Lineë, Najwyższej Kapłanki z Limire. Czy myślicie, że Wybrana Feantarich odstąpi wam limirską część kamienia i jeszcze da błogosławieństwo ?! Lineë posiada dar łączności z Matką. Jak myślicie - czy wolą Wentry jest abyś to ty Daegonie rozporządzał Kamieniem Ziemi ?!

Cichy szmer przeszedł wśród zebranych.

- I jeszcze jedno - dodał po chwili. - My, kapłani z Chabrowej Doliny powinniśmy aprobować decyzje Matki Wentry, a tymczasem... Mistrz Welgen zostawił chyba jasne instrukcje. Mamy odnaleźć czwartą część artefaktu i postarać się, aby czarodziejka weszła w jej posiadanie.

- Mistrzem kapłanów z Chabrowej Doliny i tym samym Bractwa Magii Laserark jest sztuka magiczna - rzekł cicho Daegon. - A pod nieobecność Welgena ja tu sprawuję rządy.

- Ona ma potencjał. - przerwała mu Raya. - Posiada błogosławieństwo Najwyższej i tylko ona może poprowadzić wszystkie ludy Wentry do walki.

- Daegonie - odezwała się Edith, opiekunka zwierząt - Ja, wysłanniczka Mistrzyni Irist nie zgadzam się na jakąkolwiek formę działania, która przeciwstawia się planom Wentry. My- wysłannicy Opiekunki Natury nie mamy zamiaru pomóc Ci w spełnieniu twoich niedorzecznych planów.

Aweryla w milczeniu pokiwała głową na znak zgody.

- Rozumiem - powiedział Daegon. - Kieruje wami strach, ale...

- Strach ?!- przerwał mu Greanleaf. - Raczej rozum.

- Oh Greanleaf - przerwała mu Zila bawiąc się kosmykiem swych kruczoczarnych loków. - Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz ?

Mężczyzna wstał i bez słowa opuścił zebranie.

---

- Gotowa ?

Baszty ciemnej wieży wznosiły się surowo nad miastem. Pierwsze gwiazdy zaczęły się pojawiać na niebie, a księżyc, który już zdążył wzejść, oświetlił kamienną uliczkę w której stała. Zrobiła jeden krok naprzód, potem drugi i trzeci. Już po chwili biegła. Nagle zauważyła, że ze szczytu tajemniczej wieży bije białe światło. Ktoś dotknął jej ramienia. Mężczyzna. Nie widziała jego twarzy. Świst klingi. Śmierć ? Cichy szum skrzydeł na wietrze. Ktoś w ostatniej chwili wziął ją w ramiona i zaniósł daleko od tego miejsca, daleko od tego mężczyzny z bronią. Światło. Znalazła się w obszernej sali. Po jej prawej stronie znajdował się ołtarz, a przy nim stała kobieta w bieli. "Witaj Dziecię Przeznaczenia. Oto on." Błysk œwiatła. Artefakt. Płomień. Spełnienie. "Nadszedł czas". Œwiatło. Jasność...OBJAWIENIE.

- Co się stało ? Welgenie co z nią ?

- Cicho Mellanor. Dopiero zasnęła.

- Welgenie...zaczęło się ?

- Uczyłem ją zaklęć. Pomyślałem, że można by było spróbować. Dałem jej różdżkę, dar od Jedynej i... - starzec popatrzył na bladą twarz nieprzytomnej dziewczyny. - Myślę, że powinniśmy jej powiedzieć...

Mellanor ukryła twarz w dłoniach.

---

- Nim...śpisz ? - spytał cicho Welgen.

- Nie- odparła dziewczyna - Rozmyślam.

- Źle się czujesz ?

- Nie...

- To co się stało - powoli zaczął mówić czarodziej - Jest początkiem przyszłych wydarzeń, Nim. Dotykając tej czarodziejskiej laski pierwszy raz prawdziwie zostałaś naznaczona znamieniem magii.

- I zemdlałam - dodała dziewczyna z ironią.

- Tak - rzekł Welgen - Zapadłaś w hipnotyczny półsen. To typowe dla osób obdarzonych wiedzą i zdolnościami magicznymi. Nie patrz tak na mnie Nim. Ja też jestem czarodziejem, choć mało kto tu w Serife o tym wie - dodał uśmiechając się.- Jestem... jestem tu tylko po to, aby przygotować ci drogę. Zapewne słyszałaś o Dziecku Przeznaczenia?

- Tak, czytałam o tym w królewskich kronikach. "I nadejdzie dzień..." - Nimaen zaczęła powoli recytować.

- A czy znasz tę inskrypcję w starożytnym języku ? - przerwał jej starzec.

- Nie...- powiedziała powoli dziewczyna.

Welgen popatrzył na nią z dziwnym błyskiem w oku.

- W Starej Mowie Dziecię Przeznaczenia to ... Nimaen.

Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem.

- Jak to... - wyjąkała i nagle jak żywy stanął jej przed oczami obraz z półsnu...białe światło...biały płomień...artefakt podzielony na cztery części ... przedstawiciel Świętej Rasy i głos Najwyższej Kapłanki: "Nadszedł czas". Następnie słowa proroków i Objawienia...Przybyła na Wentrę z rozkazu Najwyższej i musi poprowadzić wszystkie wolne ludy ku zwycięstwu... poczuła lekkie mrowienie w palcach...święte impulsy... źródło mocy...

- Nim...

Głos Welgena. Dziewczyna powróciła do rzeczywistości.

- A więc... - wyszeptała.- To ja jestem Dzieckiem Przeznaczenia.

Starzec skinął głową.

---

- A więc tak wygląda plan Daegona - powiedział cierpko Greanleaf. - Mirim...ładne imię. Odtąd będziesz mieszkać w Serife - kraju elfów ?

Alkatres uśmiechnęła się blado.

- Nie mam wyjścia - powiedziała z nieukrywanym smutkiem. - Nie mam pełnych praw tak jak wy...Jestem nowa..

- I naiwna - odparł mężczyzna - No tak. Wywodzisz się od świętej rasy, a to zabronione. I tak zrobiono wyjątek.

Kapłanka obrzuciła go piorunującym wzrokiem. Łza gniewu spłynęła po jej policzku.

- A więc Mirim... tak się teraz do ciebie należy zwracać - powiedział Greanleaf, po czym podszedł do kobiety i stanął naprzeciw niej tak blisko, że czuł jej oddech na piersi. Chwycił ją za szyję i lekko przydusił do ściany.

- Skrzywdź czarodziejkę a odnajdę cię i zabiję.

Kobieta splunęła mu prosto w twarz i zaśmiała się przeciągle, po czym powiedziała uwalniając się z uścisku dłoni mężczyzny :

- Wypełnię zadanie. Reszta mnie nie obchodzi.... Myślisz, że jest mi łatwo ?

- Ludziom bez skrupułów zawsze jest łatwo - przerwał jej Greanleaf.- Lepiej uważaj ... Mirim.

- Greanleaf...

- Słucham.

- Boję się... Bardzo się boję. Ale muszę to zrobić inaczej Daegon wykluczy mnie z Bractwa...a ja...wierzę.. Wybaczysz mi kiedyś ?

- Mirim, zrób to co nie trzeba a ..

Perlista łza.

- Powodzenia w Serife..










Magdalena "nabuchodonoZorka" Szczubret

nzorka@poczta.onet.pl


<<< powrót do Cykli :::: ^^ do góry ^^||