|
Kamień Ziemi
"Gdy raz opanuje człowieka idea, już go nie opuszcza i nie
zdradza nigdy" B. Prus
"Najważniejsza jest wiara w to co niemożliwe"
"I nadejdzie dzień, w którym deszcz
zmyje wszystkie doczesne smutki.
Bo oto zstąpi Dziecię Przeznaczenia,
aby zniszczyć to co jest i to co było,
i odbudować na nowo-
- w Prawdzie, Sile i Chwale -
- niepodzielnie-
- i na wieki - "
Święta Księga Wentry ; "Wolumin Przepowiedni"
"Or ennaenla aule, tem terranee netrim
rinurla fentiri drae nonem.
Men tere taren Nim Aen
sicra numdi em im illych or em im illychsa,
or kalistrie enér ellen -
- tem Drene, Greane or Line -
- menelent-
- or enér aganm"
ROZDZIAŁ I
"Tak bowiem jak dzień następuje po nocy, tak i Dobro
przychodzi po latach ucisku i niesprawiedliwości. Nic nie trwa
wiecznie prócz Niej, która jest Początkiem i Końcem" Święta
Księga Wentry: "Wolumin Objawienia"
Perlisty pot wystąpił na czole Mellanor. Zacisnęła palce na
krawędzi łóżka i poczęła krzyczeć. Ból w jej łonie
narastał z każdą chwilą i czuła, że jeszcze trochę i
zemdleje. Nad nią pochylał się Eregon, jej małżonek.
Delikatnie gładził jej złote włosy i szeptał uspokajające słowa.
Kobieta wydała z siebie głuchy jęk bólu. Po chwili całą
komnatę wypełnił płacz nowonarodzonego dziecka. Starzec w
bordowym płaszczu, który do tej pory siedział w kącie izby,
wstał, wziął niemowlę z rąk ojca i zanurzył je w zimnej
wodzie. Dziecko przestało płakać. Starzec położył je przy
matce, po czym wymówił kilka słów w limirskim języku :
"Penas eterum el konin la illych". Po czym skierował
się ku drzwiom i opuścił komnatę. Mellanor owinęła dziecko
w bawełnianą tkaninę wytwarzaną przez ludy zachodu i z goryczą
w głosie powiedziała :
- Nadamy jej imię Nimaen, co znaczy Dziecię Przeznaczenia, gdyż
przyszła na ten świat z góry skazana na zagładę.
Po czym przytuliła się do ciepłego ciała dziewczynki, szepcząc
najczulsze słowa miłości.
--------------------------------------------------------------------------------
Pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetliły jej komnatę
tworząc na misternie rzeźbionym suficie niezwykłą grę barw i
cieni. Nimaen powoli otworzyła oczy i ziewnęła przeciągle.
Przewróciła się na drugi bok i z niechęcią stwierdziła, że
sen odpłynął i już nie uda jej się zasnąć Powoli wstała,
przetarła dłonią zaspane powieki i podeszła do okna. Pchnęła
okiennice, które lekko zaskrzypiały i z rozkoszą odetchnęła
świeżym powietrzem wiosennego poranka. Słońce nieśmiało
przebijało się zza perłowych mas chmur. Dziewczyna westchnęła
i podeszła do zwierciadła zawieszonego tuż na przeciw okna.
Patrząc na swoje lustrzane odbicie, poprawiła włosy i uśmiechnęła
się do siebie. Nie była ładna , ale też nie można ją było
nazwać brzydką; szczupła, wysoka , z cerą koloru kości słoniowej
i włosami barwy jasnego bursztynu, poprzetykanymi gdzieniegdzie
złotymi nitkami. Nosiła je zawsze splecione w luźny warkocz
opadający aż do pasa. I jej oczy - nikogo nie pozostawiające
obojętnym - duże, ciemnozielone i przenikliwe , a w chwilach
gniewu - straszne. Nimaen ziewnęła po czym podeszła do stołu,
na którym leżały jej książki i bibeloty, i po chwili wahania
wzięła do ręki zielony amulet w kształcie półksiężyca.
Promienie słoneczne zatrzymały się przez chwile na jej
otwartej dłoni, przebłyskując przez wisiorek i rzucając
szafirowy odblask na jej postać. Dziewczyna z wyraźnym
znudzeniem odrzuciła go na bok, po czym ubrała się, okręciła
się na pięcie i zbiegła po dębowych schodach. W kuchni
siedziała jej matka zajęta czytaniem książki.
- Idziesz gdzieś Nimma ?
- Pojadę odwiedzić Welgena.
- Dziecko. Nie powinnaś tak często zawracać mu głowy. Welgen
ma wiele obowiązków i nie może. . .
- Matko - powiedziała dziewczyna siadając u stóp rodzicielki i
chwytając ją za dłoń - Wiesz dobrze, jak uwielbiam poznawać
nowe formuły i . . .
- Nimaen !
- Ale . . .
- Nie igraj z magią kochanie ! Nie pozwól by cię ogarnęła !
- Wybacz matko. Ale . . .
"Dziecko. . nie chcę cię stracić. Jeszcze nie teraz."
- Nimma . . .
- Tak mamo .
- Pozdrów ode mnie czarodzieja.
Nimaen pokiwała głową na znak potwierdzenia, pocałowała
Mellanor w oba policzki po czym wybiegła z domu. Zatrzymując się
przed furtką przeciągle gwizdnęła. Jakby w odpowiedzi rozległo
się ciche rżenie i już po chwili z gęstwiny drzew wyłonił
się wspaniały wierzchowiec o srebrnej maści ze złotą gwiazdą
między oczami.
- Asta! - zawołała dziewczyna.
Klacz podbiegła do właścicielki. Nimaen poklepała ją po szyi
i wzbijając się na palce, lekko ją dosiadła. Już po chwili
jej dom został daleko w tyle, a ona sama galopowała poprzez las
czując jedynie ciepły powiew wiatru na twarzy. Przed małą,
zieloną furtką zawieszoną między drzewami dziewczyna zatrzymała
konia i zwinnie z niego zeskoczyła. Zdawać by się mogło, że
leśna furtka jest tylko wytworem wyobraźni, który po dokładniejszych
oględzinach zniknie. Nimaen zbliżyła się do niej i zapukała
trzy razy, a nie widząc żadnej klamki ani innego przedmiotu mogącego
za nią służyć, usiadła poirytowana na trawie.
- Wspaniale ! - mruknęła do siebie. -Welgenowi zapewne znowu się
nudziło i wymyślił sposób na nieproszonych gości. Myślałam,
że po tej mówiącej bramie nic nie będzie w stanie mnie
zaskoczyć, ale zdaję się, że to przechodzi wszystkie granice
zdrowego rozsądku. Furtka bez klamki . . .
Welgen był czarodziejem lecz mało kto o tym wiedział. Prawie
wszystkie elfy uważały go za dziwaka igrającego z magią. I
mimo tego, że czarownik miał może trochę zbyt porywcze i
nerwowe usposobienie, to jego talent literacki i muzykalność
czyniły go powszechnie lubianym. Nikt w Serife nie podejrzewał
jak wielką mocą magiczną rozporządza. Nikt z wyjątkiem pani
Bereniki, Mellanor i Eregona. Welgen mieszkał w Zaczarowanym
Dzbanie, jak jego dom zwykła nazywać Nimaen. Zresztą nie bez
przyczyny albowiem czarodziej uwielbiał wszelkiego rodzaju
udziwnienia. Jego dom przypominał imbryk, przez którego zewnętrzny
otwór sączył się powoli dym o najróżniejszych kształtach;
od maleńkich figur geometrycznych, aż po imponującej wielkości
jednorożce i wiwerny. Nimaen uwielbiała towarzystwo czarodzieja.
Był dla niej kimś w rodzaju przyszywanego dziadka. Dziewczyna
lubiła jego opowieści o dalekich krainach i niekończące się
monologi o wykorzystywaniu magii do udziwniania życia sobie i
innym. Welgen mimo podeszłego wieku [jeden rok na Wentrze trwa
17 miesięcy; jeden miesiąc - 40 dni] z wyglądu nie przypominał
starca. Wiecznie pełen energii, opierał się o lasce tylko z
przyzwyczajenia, ponieważ nigdy nie miał nawet najmniejszych kłopotów
z chodzeniem. Ciemne włosy do ramion nosił w nieładzie, a w
jego zielonych oczach zawsze tańczyły tajemnicze iskierki.
- Nie będę siedzieć tu do wieczora. Welgen mógł mnie
uprzedzić, że w najbliższym czasie mam nie przyjeżdżać !
A to powiedziawszy dziewczyna ze złością wstała i uderzyła
pięścią w furtkę. Nagle tuż za nią usłyszała ciche stąpanie
i już po chwili ujrzała Welgena w bordowym płaszczu z małą
tiarą na głowie.
- Witaj Nim - rzekł ze śmiechem czarodziej. - Kłopoty z furtką,
co ?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Mag potraktował jej milczenie
jako potwierdzenie i rzekł :
- Wystarczy tylko puknąć ją o tutaj - a to mówiąc przyłożył
laskę ku środkowej części furtki - I zaśpiewać fragment
jakiejś ballady.
- Co?! - Nimaen wpatrywała się w czarodzieja z niedowierzaniem.
Po chwili zaś zaczęła się śmiać.
- Nie śmiej się Nim. Ostatnio często, zbyt często odwiedzają
mnie dziwne . . mhm . . .stworzenia ?
- Jakieś kłopoty ? - spytała dziewczyna z rozbawieniem.
- Nie, nie - odparł Welgen i odwrócił głowę. Po czym bez słowa
poprowadził elfkę ku domowi nucąc pod nosem "Jeśli jesteś
krasnoludem . . "
- Co cię tu sprowadza ? - rzekł, gdy minęli kolejną furtkę i
znaleźli się w ogrodzie przylegającym bezpośrednio do jego
domostwa.
- Przyjechałam, bo chciałabym . . .Welgenie, chcę udoskonalić
rzucanie uroków . .
Czarodziej przyjrzał się jej badawczo.
- Nim . . .
- Proooszę. - powiedziała przymilnie dziewczyna.
- No dobrze - westchnął Welgen. - Eliksiry już znasz. Znaki też
?
Nimaen w odpowiedzi pokiwała głową.
- Zaklęcia leczące . . .
- Też.
- A więc sidła. . .
Dziewczyna klasnęła w dłonie. - Cudownie ! - krzyknęła.
Welgen tylko pokręcił głową. Wyszli do ogrodu.
- Dobrze Nim - rzekł czarodziej. - Skup się. Wszystko teraz
zależy od tego jak dużo energii pobierzesz. Czerp z ziemi, to
najpewniejsze źródło. Gotowa ?
Skinęła głową.
- Dostosuj się do pobieranej energii. Ułóż symbol w podświadomości
i rzuć czar oplątanie. . . na mnie.
Nimaen lekko złączyła palce obu dłoni, wypowiedziała formułę
i już po chwili błysnęły jasne smugi, które oplotły
czarodzieja. Zaraz też czar prysł, ponieważ mag przywołał
odpowiednie przeciw zaklęcie.
--------------------------------------------------------------------------------
Siedział przy kominku patrząc jak czerwono - żółte języki
ognia liżą suche drzewo. Przed oczami stanęła mu postać
tamtej kobiety. Spotkał ją w świątyni Najwyższej. Urzekła
go swoją postacią. Ubrana w aksamitną, złotą tunikę
wyszywaną w drobniutkie liście. Jej kruczoczarne loki opadające
kaskadą miękkich fal aż do stóp, wspaniale współgrały z
fiołkowym wejrzeniem aksamitnych oczu. Pojawiła się nagle pod
postacią bajecznego ptaka - feniksa. Przeszedł go dreszcz na
wspomnienie ciepła jej głosu.
- Witaj o Pani - rzekł pochylając lekko głowę.
Nieznajoma zmrużyła oczy, wokół których widniały ciemne,
runiczne znaki. Po chwili zaś przemówiła :
- Nie pytaj kim jestem ani skąd pochodzę. Tego wszystkiego
dowiesz się w swoim czasie. Teraz najważniejsza jest twoja rola.
Zapewne słyszałeś o kamieniach Mocy - tu na jej wargach zagościł
blady uśmiech, a lekki rumieniec pokrył policzki.
Greanleaf w odpowiedzi skinął głową.
- I zapewne słyszałeś o Dziecku Przeznaczenia ? Nie każ mu dłużej
czekać i spełnij swą powinność. Wojna wybuchnie lada moment.
Jesteś jej potrzebny. Pokaż się jej. Niech wie, że istniejesz.
- Pani, ale ja . . .
- Cofnij się w przeszłość - odparła kobieta - A znajdziesz
wyjaśnienie. Bez ciebie nic nie jest w stanie obdarzyć ją mocą.
Wróć do swoich snów.
Usłyszał cichy krzyk i sylwetkę szybującego ptaka. Po chwili
i ona zniknęła, zostawiając po sobie tylko Niepewność.
Magdalena "nabuchodonoZorka" Szczubret
nzorka@poczta.onet.pl
<<< powrót do Cykli :::: ^^ do góry ^^||
|