|
Jest Legionowo cz. 2
Kubę ogarnęła fala czerwonego światła. Po chwili rozejrzał
się dookoła. Stał na czerwonej skale. Skała falowała
podejrzanie, była półprzeźroczysta, a w jej środku można było
dojrzeć jakby zarysy twarzy. Kuba zdecydowanie jeszcze czegoś
takiego nie widział.
- To są dusze najstarszych grzeszników - odezwał się nagle za
plecami Kuby Legion. - Ich pamięć jest już zatarta, zostały
tylko ich winy, które oddzielone od ciała tutaj przyjmują
postać materii.
- Zabawne, zawsze myślałem, że piekło jest wybrukowane
dobrymi chęciami, a nie poczuciem winy.
- I tak jest, ale tylko przed moim pałacem - Legion wykazał się
poczuciem estetyki - właśnie tam teraz pójdziemy.
- Hej, a czy i ja kiedyś nie stanę się tutaj fragmentem podłogi?
- zapytał po dłuższym milczeniu Kuba.
- Otóż nie - i to jest w tym najlepsze.
- Więc dlaczego nie zniknę?
- Jesteś utalentowany. Ty nie masz poczucia winy.
- Aha. Ano, rzeczywiście się jakoś nigdy nad tym nie
zastanawiałem.
- No i sam widzisz.
Dalej szli w milczeniu. Zresztą uwagę Kuby przykuł nieludzki
widok, roztaczający się naokoło niego. Krajobraz składał się
głównie z poznanych uprzednio czerwonych skał, lecz dopiero
teraz Kuba dostrzegł pierwsze budynki. I aż otworzył usta ze
zdumienia. Ponieważ zobaczył ZOO, pełniące równocześnie rolę
bestiarni. Ponad innymi, większymi lub mniejszymi klatkami górowała
jedna, o której powiedzieć "gigantyczna" to
zdecydowanie za mało. Bardziej by pasowało "niemożliwa".
Wysoka na około dwa kilometry, szeroka na sześć; pręty były
grube jak dom, a pokrywała je inkrustacja stylizowana na języki
ognia. W normalnym dla Kuby świecie zbudowanie czegoś takiego
nie było żadną miarą możliwe. Nie było też możliwe
istnienie istoty takiej, jak w klatce. A był to smok. Czarny
smok, który z trudem mieścił się w klatce. Skrzydła miał złożone;
trudno byłoby zgadnąć, ile by miały po rozłożeniu. Smok stał
spokojnie, oczy miał zamknięte, jednak dało się wyczuć od
tej potężnej istoty silne skupienie, sugerujące wysoką
inteligencję kryjącą się za obliczem rozmiarów stadionu.
Kuba nie mógł powstrzymać się od zadania tego pytania; po
prostu musiał zapytać: - A jak on się wabi?
- Nazywamy go Powiat.
- Dlaczego Powiat?
- Bo jak rozłoży skrzydła, to są wielkie jak powiat - wyjaśnił
rzeczowo Legion.
- Aha. A tak w ogóle to skąd bierzecie okazy do tego ZOO?
- Z przedśmiertnych wizji, koszmarów i lęków. Wtedy takie
istoty tutaj są powoływane do życia. Powiat był ostatnią
rzeczą, jaką zobaczył papież Sylwester.
- A to? - Kuba wskazał na szereg małych klatek, w których pełno
było różowych myszy, fioletowych żab z trzema oczami itd.
- To są produkty delirium tremens - pomieszkujący u nas duch
Spiritus się nimi opiekuje. Twierdzi, że są jego "dumą
zawodową".
- Spiritus? No popatrz! Mój wujek twierdził, że widuje
takiego, a uważałem go za skończonego pijaka! Ileż to się człowiek
dowie po śmierci!
- Chodź za mną, Kubo Rozpruwaczu, a dowiesz się o wiele więcej!
- oznajmił zachęcająco Legion - zaraz posiądziesz wiedzę, która
do tej pory znana była tylko mnie!
- A cóż to za wiedza, mój panie?
- Mój plan zawładnięcia światem śmiertelników!
- Aha. A potem przekażesz mi swą wiedzę?
- ... Większej wiedzy nad mój plan nie ma. Jest ona prawdą
ostateczną, wielkim dziełem, które swym ogromem odciśnie się
w strukturze wieloświata i przeniknie do samej osnowy
rzeczywistości - Legion dopiero na tym etapie wypowiedzi odzyskał
pełne panowanie nad sobą - a ty mi w tym pomożesz.
Mariusz Saint
mariuszsaint@interia.pl
<<< powrót do Cykli :::: ^^ do góry ^^||
|