|
Nie żałuj nic bracie...
Heh, pewnie go znacie - to ten człowiek. Jego włosy mają różne
kolory, jego oczy są jak tęcza. Jego myśli nic nie zdolne jest
przeniknąć. Znacie go, choć nawet jego płeć nie jest taka
pewna. W tej historii nazwijmy go jednak chłopcem. Dajmy mu
ciemnoblond owłosienie i piwne oczy. Możemy posunąć się
nawet do nadania mu wieku lat 16. Hm, trudno sobie przypomnieć
takiego osobnika? Cóż, jeżeli jednak go sobie przypomniałeś
i jesteś pewien, że go znasz, to nadaj mu inne cechy. Słuchaj,
tu chodzi o to, żeby jego postać nic ci nie mówiła. Powinien
być nieznajomym, kimś kogo instynktownie mierzymy wzrokiem, gdy
wchodzi na klatkę domu. Naszego domu.
Może nie zaczęliśmy zbyt dobrze. To dlatego, że w jego
okolicy nikt nie mierzył go wzrokiem, tylko się do niego uśmiechał.
Wszyscy uważali go za kogoś wspaniałego. Miał plany i
marzenia. Potrafił zarobić nie kradnąc. Wykorzystywał swoje
umiejętności i talenty do pracy za wynagrodzenie. Nie był
bogaty, ani biedny. Jednak można powiedzieć, że nie było mu
łatwo. Jego ojciec robił interesy z nieodpowiednimi ludźmi.
Kiedy ci ludzie próbowali go utopić wyjechał. Nieważne gdzie,
bo moglibyście go wydać, a przy okazji wsypać chłopca. Matka
była kochająca i dobra, ale po czterech latach rozmów z mężem
przez telefon zaczynało jej brakować silnej ręki, kogoś kto
wywierciłby dziurę pod obraz. Tęskniła i chłopiec wiedział,
że płakała po nocach. On nie płakał. Na początku tak, ale
teraz wcale. Bał się czasem swych uczuć i myśli, ale nie
chciał, żeby ojciec wrócił. Słabo go pamiętał, wiedział,
że go kocha i tęskni, ale nie chciał go w domu. Matka widziała
to i próbowała się sama okłamywać, bo ona również zaczęła
zapominać męża. Każdy prezent wypominała chłopcu, aż ten
przestał się cieszyć na myśl o Bożym Narodzeniu. Tak. Wielu
ludzi zaczęłoby się staczać, szczególnie, że chłopiec nie
mieszkał w centrum kulturalnym.
Jego sąsiedzi byli prości. Miał wielu prawdziwych przyjaciół,
ale nieraz dostał od złych chłopaków. Szkoda miejsca na łzawe
historyjki, które każdy poznał na własnej skórze. Chłopiec
miał plany. Marzenia. Chciał zdać egzamin FCE w szkole językowej
i po zdaniu matury iść na studia. Albo na dziennikarstwo albo
na anglistykę. Chyba jednak na dziennikarstwo. Jednak chciał
mieć certyfikat, żeby wieczorami chodzić do studium tłumaczy
książek i lektorów. Chciał je ukończyć kiedyś i zdobyć
pierwszą prawdziwą pracę - tłumacza albo lektora w
przedszkolu. Trzeba przyznać, że chłopiec miał plany,
dalekowzroczne plany. Chciał wynająć mieszkanie i pobyć sam
przez rok albo dwa urządzając je.
W końcu los miał zesłać mu dziewczynę, z którą by się związał.
Trochę się bał. Nie potrafił nawet wymienić korków. Ale był
pozytywnie nastawiony. Był humanistą. Jego rolą w teatrze życia
było czytanie książek i wzdychanie nad nimi, oglądanie filmów,
słuchanie muzyki i gapienie się rozmarzonym wzrokiem w słońce
albo księżyc. Nie chciał być złotą rączką, a technika
przerażała go, bo jej nie rozumiał. Moglibyście teraz
powiedzieć, że chłopiec wcale nie był takim humanistą. Wtedy
interesowałby się wszystkim, także i technologią. Jednak wkrótce
stało się coś, co przekonało wszystkich niedowiarków, co do
talentu chłopca. Kto inny, jeśli nie filozof i badacz uczuć,
spadłby ze schodów? Jego matka była na zakupach i miała wrócić
za trzy godziny, a on chciał wyjść, żeby pobyć na dworze. Poślizgnął
się i sturlał się na piętro. Głowa zwisała mu ze schodka
zmuszając go do patrzenia w sufit. Ciało rozpostarło się na półpiętrze.
Nie wiadomo, co stało się organizmem chłopca, ale wszystko
wskazywało na to, że utracił całą swoją mobilność.
Chłopiec był dobrym człowiekiem. Tak w ostatecznym rozrachunku.
Miał w sobie bestię, zło, zresztą jak każde z nas. Pielęgnował
obie strony swego ducha, bo miał bardzo rozwiniętą inteligencję
interpersonalną. Potrafił dzięki niej wymienić swoje wady i
zalety. Potrafił też wykorzystać stres i lęk do wygrywania.
Był też wyniosły, ale miał do tego prawo. Był zapewne
najbardziej oczytanym i mądrym człowiekiem w swoim miejscu
zamieszkania. Był zarozumiały i nigdy nie odśnieżył schodów
przed domem. Zawsze musiał to robić stary dozorca. Jak uważał
chłopiec - osoba do tego stworzona. Nie można jednak zarzucić
chłopcu zadufania w sobie. W życiu napotkał ludzi przewyższających
go o wiele poziomów. Nauczył się pokory i szacunku do wiedzy,
której on nigdy mieć nie będzie. Podziwiał swoją nauczycielkę
angielskiego po lekcjach. Dziewczyna skończyła dwa kierunki
studiów, a teraz wyjeżdżała w świat. Chciał być kiedyś
jak ona. Ale teraz spadł ze schodów i nie mógł się ruszyć.
Najgorzej, że matka miała tu być dopiero za jakiś czas. Matka
- nie lubił jej za bardzo, zbyt wiele krzywd mu wyrządziła,
nie doceniała go i lekceważyła jego ambicje i pasje. To nie była
jej wina, było jej ciężko, ale w gruncie rzeczy... Wiele razy
powiedział jej, że nie potrzebuje jej poza tym, że zapewnia mu
przeżycie. Szeptał jej, że poza pieniędzmi nie może mu dać
niczego, a matka powoli zaczynała rozprawiać sama ze sobą
i rozwiązywała problemy między sobą. Teraz czekał na nią, a
jego bestia czuła się tym upokorzona. Chciała umrzeć, ale nie
mogła zostawić jasnej połowy chłopca samej.
Myślał. Miał na to czas. Nie sądźcie, że chłopiec nie myślał
wcześniej o sensie, o dziewczynach i życiu w ogóle. Ha! On
znalazł nawet sens własnego życia. Odkrył, z pomocą przyjaciół,
że jest mądry ponad swój wiek i wszystko wskazywało na to, że
staje się coraz mądrzejszy. Zauważył jednak, że staje się
też rozgoryczony. Miał u stóp cały świat, ale każdy dzień
chociaż raz częstował go piołunem. Tą trucizną była
samotność. Chłopiec nie miał dziewczyny. Był nawet
przystojny, a przynajmniej tak słyszał ze dwa razy. Mądrość
ginie w cynizmie, kiedy ludzie nie mają z kim się nią podzielić.
Przypomnij sobie, że zawsze chciałeś wszystko dzielić z miłością.
Gdzie zadzwoniłeś po zdaniu egzaminu? Albo kiedy wyszedłeś cało
z katastrofy lotniczej? Gdzie wtedy zadzwoniłeś, dokąd poszedłeś?
Do niej, albo choćby i do matki. A chłopca matka nie rozumiała.
Jej mądrość legła dawno temu w boju z upierdliwym sąsiadem,
który kłócił się ze wszystkimi o gruszę, której połowa
stała na jego części miedzy. A dziewczyny nie było. Teraz chłopiec
wpatrywał się w sufit i szukał odpowiedzi. Była taka jedna.
Jedyna w jego typie, którą jak na razie spotkał. Myślał o
niej i uśmiech rozświetlił jego oblicze nieświadomie
wykrzywione promieniującym od kręgosłupa bólem. Możecie już
teraz się dowiedzieć: cholera, trudno mi o tym mówić, ale my
go zabiliśmy. On poślizgnął się na pieprzonych schodach, połamał
sobie kręgosłup, a my analizowaliśmy wraz z nim, jaki rodzaj
inteligencji posiada. Cieszyliśmy się z jego marzeń i trzymaliśmy
kciuki. W końcu poznaliśmy jego ciemną stronę i pomyśleliśmy:
"To nie jego wina, że taki jest. To środowisko. A poza tym
- jego dobroć niweluje bestię w nim". Każdy wiedział, że
chłopiec jest humanistą, filozofem i że nie ma dziewczyny.
Wszyscy chcieli kryć jego ojca. Może chłopiec miał wielką
charyzmę, może był hipnotyzerem albo prestidigitatorem, może
nawet wolał nazywać się iluzjonistą. W każdym razie nikt go
nie podniósł, ani nie zadzwonił na pogotowie. Pozwoliliśmy,
żeby zginął człowiek. Tam kit z człowiekiem. Ale pomyślcie,
co mógł osiągnąć. Mógł uczyć, bo to było jego sensem.
Chciał dzielić się mądrością. Nikogo przy nim nie było i
chłopiec w ostatniej myśli zawarł cały swój ból.
"Przyjaciele, gdzie jesteście? Czy to wszystko było kłamstwem?
Czy moje wspomnienia są iluzją? Sam je sobie wymyśliłem? Może
te zdjęcia to dzieło podrabiaczy? Dlaczego tak jest? Dlaczego
muszę umrzeć? Pomyśl Boże... Ludzie będą cierpieć beze
mnie. Mógłbym ratować życia i dawać ulgę. Mógłbym dawać
wiedzę i pomagać szukać sensu. To były najpiękniejsze
chwile, nie zapomnę ich... NIGDY!!! Po co krzyczeć? Po co
walczyć? Po co to wszystko? Wszystko, co osiągnąłem idzie w
zapomnienie. Nikt nie będzie o mnie pamiętał, przecież
pomnika mi nie wystawią. A matka? Umrze z goryczy. Tak jak ja
umierałem wiele razy. Teraz ją zrozumiałem. To przez samotność.
Brakowało jej ojca. Wszyscy ukuliśmy sobie zbroję. Ja byłem
tak zgorzkniały jak ona, a nic nie widziałem i trułem jej
serce szeptem. Niech to wszystko szlag. Byłem wielkim człowiekiem.
Umrę jako byt wyższy od wielu innych bytów. Umrę jako mądry
człowiek, bo wiedziałem, że są mądrzejsi ode mnie. Jednak
szkoda. Szkoda, bo ona była mi przeznaczona. Wiedziałem to. Nie
będę z matką. Muszę pozwolić jej umrzeć. Muszę być teraz
z nią. Opiekować się. Dać jej sens, przekazać swoją mądrość.
Nareszcie życie będzie słodsze."
A Bóg rzekł: "Nie żałuj nic bracie, wyobraź sobie, że
to był tylko sen... Obudź się i z nami chodź, skończyła się
już noc..."
I duch chłopca, którego zabiliśmy rozślizgując go po
schodach, pożeglował niesiony wiatrem słonecznym na drugą
stronę ulicy. Ultrafioletowym palcem przesuwał po ziarnistych
powierzchniach wizytówek domofonu. W końcu stuknął w jedno z
nazwisk rozpryskując atomy i roztrzaskując elektrony wyrwane ze
swoich orbit. Maleńkie komety płonących w atmosferze jego
duszy gradientów opadały jeszcze mniejsze spopielone na
zielone, drewniane schody. W końcu stanął przed drzwiami i
spatynował mosiądzową wizytówkę jednym ruchem. Zamglił
judasza i wślizgnął się przez szparę tylko dla niego widoczną.
Po chwili rozgościł się w cichym, uśpionym domu. Podszedł do
łóżka i setkami powstających galaktyk spiralnych, dyskowych i
wszystkich innych, o których nauka nie słyszała, wymalował na
twarzy dziewczyny uśmiech. A potem w ludzki sposób naciągnął
kołdrę na jej ramiona. Miliardy kolorowych błyskawic uderzyły
w aksony jej komórek nerwowych, gdy pocałował ją w czoło.
Piccolo
pokefil@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|