Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Piccolo ::::

Nie żałuj nic bracie...


Heh, pewnie go znacie - to ten człowiek. Jego włosy mają różne kolory, jego oczy są jak tęcza. Jego myśli nic nie zdolne jest przeniknąć. Znacie go, choć nawet jego płeć nie jest taka pewna. W tej historii nazwijmy go jednak chłopcem. Dajmy mu ciemnoblond owłosienie i piwne oczy. Możemy posunąć się nawet do nadania mu wieku lat 16. Hm, trudno sobie przypomnieć takiego osobnika? Cóż, jeżeli jednak go sobie przypomniałeś i jesteś pewien, że go znasz, to nadaj mu inne cechy. Słuchaj, tu chodzi o to, żeby jego postać nic ci nie mówiła. Powinien być nieznajomym, kimś kogo instynktownie mierzymy wzrokiem, gdy wchodzi na klatkę domu. Naszego domu.

Może nie zaczęliśmy zbyt dobrze. To dlatego, że w jego okolicy nikt nie mierzył go wzrokiem, tylko się do niego uśmiechał. Wszyscy uważali go za kogoś wspaniałego. Miał plany i marzenia. Potrafił zarobić nie kradnąc. Wykorzystywał swoje umiejętności i talenty do pracy za wynagrodzenie. Nie był bogaty, ani biedny. Jednak można powiedzieć, że nie było mu łatwo. Jego ojciec robił interesy z nieodpowiednimi ludźmi. Kiedy ci ludzie próbowali go utopić wyjechał. Nieważne gdzie, bo moglibyście go wydać, a przy okazji wsypać chłopca. Matka była kochająca i dobra, ale po czterech latach rozmów z mężem przez telefon zaczynało jej brakować silnej ręki, kogoś kto wywierciłby dziurę pod obraz. Tęskniła i chłopiec wiedział, że płakała po nocach. On nie płakał. Na początku tak, ale teraz wcale. Bał się czasem swych uczuć i myśli, ale nie chciał, żeby ojciec wrócił. Słabo go pamiętał, wiedział, że go kocha i tęskni, ale nie chciał go w domu. Matka widziała to i próbowała się sama okłamywać, bo ona również zaczęła zapominać męża. Każdy prezent wypominała chłopcu, aż ten przestał się cieszyć na myśl o Bożym Narodzeniu. Tak. Wielu ludzi zaczęłoby się staczać, szczególnie, że chłopiec nie mieszkał w centrum kulturalnym.
Jego sąsiedzi byli prości. Miał wielu prawdziwych przyjaciół, ale nieraz dostał od złych chłopaków. Szkoda miejsca na łzawe historyjki, które każdy poznał na własnej skórze. Chłopiec miał plany. Marzenia. Chciał zdać egzamin FCE w szkole językowej i po zdaniu matury iść na studia. Albo na dziennikarstwo albo na anglistykę. Chyba jednak na dziennikarstwo. Jednak chciał mieć certyfikat, żeby wieczorami chodzić do studium tłumaczy książek i lektorów. Chciał je ukończyć kiedyś i zdobyć pierwszą prawdziwą pracę - tłumacza albo lektora w przedszkolu. Trzeba przyznać, że chłopiec miał plany, dalekowzroczne plany. Chciał wynająć mieszkanie i pobyć sam przez rok albo dwa urządzając je.
W końcu los miał zesłać mu dziewczynę, z którą by się związał. Trochę się bał. Nie potrafił nawet wymienić korków. Ale był pozytywnie nastawiony. Był humanistą. Jego rolą w teatrze życia było czytanie książek i wzdychanie nad nimi, oglądanie filmów, słuchanie muzyki i gapienie się rozmarzonym wzrokiem w słońce albo księżyc. Nie chciał być złotą rączką, a technika przerażała go, bo jej nie rozumiał. Moglibyście teraz powiedzieć, że chłopiec wcale nie był takim humanistą. Wtedy interesowałby się wszystkim, także i technologią. Jednak wkrótce stało się coś, co przekonało wszystkich niedowiarków, co do talentu chłopca. Kto inny, jeśli nie filozof i badacz uczuć, spadłby ze schodów? Jego matka była na zakupach i miała wrócić za trzy godziny, a on chciał wyjść, żeby pobyć na dworze. Poślizgnął się i sturlał się na piętro. Głowa zwisała mu ze schodka zmuszając go do patrzenia w sufit. Ciało rozpostarło się na półpiętrze. Nie wiadomo, co stało się organizmem chłopca, ale wszystko wskazywało na to, że utracił całą swoją mobilność.

Chłopiec był dobrym człowiekiem. Tak w ostatecznym rozrachunku. Miał w sobie bestię, zło, zresztą jak każde z nas. Pielęgnował obie strony swego ducha, bo miał bardzo rozwiniętą inteligencję interpersonalną. Potrafił dzięki niej wymienić swoje wady i zalety. Potrafił też wykorzystać stres i lęk do wygrywania. Był też wyniosły, ale miał do tego prawo. Był zapewne najbardziej oczytanym i mądrym człowiekiem w swoim miejscu zamieszkania. Był zarozumiały i nigdy nie odśnieżył schodów przed domem. Zawsze musiał to robić stary dozorca. Jak uważał chłopiec - osoba do tego stworzona. Nie można jednak zarzucić chłopcu zadufania w sobie. W życiu napotkał ludzi przewyższających go o wiele poziomów. Nauczył się pokory i szacunku do wiedzy, której on nigdy mieć nie będzie. Podziwiał swoją nauczycielkę angielskiego po lekcjach. Dziewczyna skończyła dwa kierunki studiów, a teraz wyjeżdżała w świat. Chciał być kiedyś jak ona. Ale teraz spadł ze schodów i nie mógł się ruszyć. Najgorzej, że matka miała tu być dopiero za jakiś czas. Matka - nie lubił jej za bardzo, zbyt wiele krzywd mu wyrządziła, nie doceniała go i lekceważyła jego ambicje i pasje. To nie była jej wina, było jej ciężko, ale w gruncie rzeczy... Wiele razy powiedział jej, że nie potrzebuje jej poza tym, że zapewnia mu przeżycie. Szeptał jej, że poza pieniędzmi nie może mu dać niczego, a matka powoli zaczynała rozprawiać sama ze sobą
i rozwiązywała problemy między sobą. Teraz czekał na nią, a jego bestia czuła się tym upokorzona. Chciała umrzeć, ale nie mogła zostawić jasnej połowy chłopca samej.

Myślał. Miał na to czas. Nie sądźcie, że chłopiec nie myślał wcześniej o sensie, o dziewczynach i życiu w ogóle. Ha! On znalazł nawet sens własnego życia. Odkrył, z pomocą przyjaciół, że jest mądry ponad swój wiek i wszystko wskazywało na to, że staje się coraz mądrzejszy. Zauważył jednak, że staje się też rozgoryczony. Miał u stóp cały świat, ale każdy dzień chociaż raz częstował go piołunem. Tą trucizną była samotność. Chłopiec nie miał dziewczyny. Był nawet przystojny, a przynajmniej tak słyszał ze dwa razy. Mądrość ginie w cynizmie, kiedy ludzie nie mają z kim się nią podzielić. Przypomnij sobie, że zawsze chciałeś wszystko dzielić z miłością. Gdzie zadzwoniłeś po zdaniu egzaminu? Albo kiedy wyszedłeś cało z katastrofy lotniczej? Gdzie wtedy zadzwoniłeś, dokąd poszedłeś? Do niej, albo choćby i do matki. A chłopca matka nie rozumiała. Jej mądrość legła dawno temu w boju z upierdliwym sąsiadem, który kłócił się ze wszystkimi o gruszę, której połowa stała na jego części miedzy. A dziewczyny nie było. Teraz chłopiec wpatrywał się w sufit i szukał odpowiedzi. Była taka jedna. Jedyna w jego typie, którą jak na razie spotkał. Myślał o niej i uśmiech rozświetlił jego oblicze nieświadomie wykrzywione promieniującym od kręgosłupa bólem. Możecie już teraz się dowiedzieć: cholera, trudno mi o tym mówić, ale my go zabiliśmy. On poślizgnął się na pieprzonych schodach, połamał sobie kręgosłup, a my analizowaliśmy wraz z nim, jaki rodzaj inteligencji posiada. Cieszyliśmy się z jego marzeń i trzymaliśmy kciuki. W końcu poznaliśmy jego ciemną stronę i pomyśleliśmy: "To nie jego wina, że taki jest. To środowisko. A poza tym - jego dobroć niweluje bestię w nim". Każdy wiedział, że chłopiec jest humanistą, filozofem i że nie ma dziewczyny. Wszyscy chcieli kryć jego ojca. Może chłopiec miał wielką charyzmę, może był hipnotyzerem albo prestidigitatorem, może nawet wolał nazywać się iluzjonistą. W każdym razie nikt go nie podniósł, ani nie zadzwonił na pogotowie. Pozwoliliśmy, żeby zginął człowiek. Tam kit z człowiekiem. Ale pomyślcie, co mógł osiągnąć. Mógł uczyć, bo to było jego sensem. Chciał dzielić się mądrością. Nikogo przy nim nie było i chłopiec w ostatniej myśli zawarł cały swój ból.

"Przyjaciele, gdzie jesteście? Czy to wszystko było kłamstwem? Czy moje wspomnienia są iluzją? Sam je sobie wymyśliłem? Może te zdjęcia to dzieło podrabiaczy? Dlaczego tak jest? Dlaczego muszę umrzeć? Pomyśl Boże... Ludzie będą cierpieć beze mnie. Mógłbym ratować życia i dawać ulgę. Mógłbym dawać wiedzę i pomagać szukać sensu. To były najpiękniejsze chwile, nie zapomnę ich... NIGDY!!! Po co krzyczeć? Po co walczyć? Po co to wszystko? Wszystko, co osiągnąłem idzie w zapomnienie. Nikt nie będzie o mnie pamiętał, przecież pomnika mi nie wystawią. A matka? Umrze z goryczy. Tak jak ja umierałem wiele razy. Teraz ją zrozumiałem. To przez samotność. Brakowało jej ojca. Wszyscy ukuliśmy sobie zbroję. Ja byłem tak zgorzkniały jak ona, a nic nie widziałem i trułem jej serce szeptem. Niech to wszystko szlag. Byłem wielkim człowiekiem. Umrę jako byt wyższy od wielu innych bytów. Umrę jako mądry człowiek, bo wiedziałem, że są mądrzejsi ode mnie. Jednak szkoda. Szkoda, bo ona była mi przeznaczona. Wiedziałem to. Nie będę z matką. Muszę pozwolić jej umrzeć. Muszę być teraz z nią. Opiekować się. Dać jej sens, przekazać swoją mądrość. Nareszcie życie będzie słodsze."

A Bóg rzekł: "Nie żałuj nic bracie, wyobraź sobie, że to był tylko sen... Obudź się i z nami chodź, skończyła się już noc..."

I duch chłopca, którego zabiliśmy rozślizgując go po schodach, pożeglował niesiony wiatrem słonecznym na drugą stronę ulicy. Ultrafioletowym palcem przesuwał po ziarnistych powierzchniach wizytówek domofonu. W końcu stuknął w jedno z nazwisk rozpryskując atomy i roztrzaskując elektrony wyrwane ze swoich orbit. Maleńkie komety płonących w atmosferze jego duszy gradientów opadały jeszcze mniejsze spopielone na zielone, drewniane schody. W końcu stanął przed drzwiami i spatynował mosiądzową wizytówkę jednym ruchem. Zamglił judasza i wślizgnął się przez szparę tylko dla niego widoczną. Po chwili rozgościł się w cichym, uśpionym domu. Podszedł do łóżka i setkami powstających galaktyk spiralnych, dyskowych i wszystkich innych, o których nauka nie słyszała, wymalował na twarzy dziewczyny uśmiech. A potem w ludzki sposób naciągnął kołdrę na jej ramiona. Miliardy kolorowych błyskawic uderzyły w aksony jej komórek nerwowych, gdy pocałował ją w czoło.


Piccolo

pokefil@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||