|
Polowanie
Słońce oblewało jasnozłotym blaskiem całą okolicę. Panował
potworny upał, jakiego chyba nie było tutaj od lat. Po grzywie
co chwila skapywały mu kropelki potu. Wokół rozpościerały się
duże pola zżółciałej od gorąca, suchej trawy. Tylko w
nielicznych miejscach, jak to, w którym stał, położone w
cieniu olbrzymiego dębu, zostały jeszcze zaciekle broniące się
bastiony soczystych, zielonych roślin.
Obserwował swoją ofiarę, ukryty za grubą kotarą krzewów i
karłowatych drzew. Spokojnie czekał na dogodny moment do ataku.
Na razie jego cel przebywał w większej grupie; w takiej
sytuacji nie miał najmniejszych szans na pomyślne wykonanie
swojego planu. Nie chciał w żaden sposób ryzykować. Doskonale
pamiętał, co zdarzyło się kilka tygodni temu. Przez parę ładnych
dni musiał leczyć rany, nie umiał ruszyć się ze swojego
legowiska. Gdy tylko stawał na równe nogi, całe jego ciało
przeszywał ból, jakby wbił w nie swoje szpony jakiś
niewidzialny drapieżnik. Ogarniało go uczucie dziecięcej
bezradności, któremu nijak nie umiał się oprzeć. To było
naprawdę przykre.
Cały czas patrzył. Pili. Najwyraźniej wcale nie mieli ochoty
na ruszanie się z tego miejsca. On czekał, obmyślał w szczegółach
taktykę ataku. Upatrzył sobie jedną, naprawdę wspaniałą
sztukę. Postanowił, że gdy ta tylko oddali się kawałek od
swojej grupy (co kiedyś musiało nastąpić, szczególnie
dlatego, że była młoda, a takie zazwyczaj są głupie i chętne
do samotnego zwiedzania świata) - dopadnie ją. Następnie
zaniesie na łąkę, położy w cieniu drzew. Zagłębi się w
jej ciało. Przepełni go uczucie sytości, wreszcie zaspokoi
straszny głód, który doskwierał mu już od kilku dni. To będzie
piękne przeżycie...
Skarcił sam siebie w myślach, opanował się i skoncentrował
na swej ofierze. To była dla niego naprawdę ważna,
priorytetowa sprawa. Po ostatniej porażce chciał udowodnić
reszcie swojego stada, że jednak jest coś wart. Nawet dużo młodsi
patrzyli na niego spode łba. Któregoś dnia mogą zechcieć
odebrać mu ciężko wypracowaną, wysoką pozycję w grupie. On,
chyba najlepszy myśliwy ze wszystkich, tak strasznie poniżony...
Nie, nie mógł do tego dopuścić. Przecież przez tyle czasu wiódł
prym, przewodził całej bandzie... Teraz koniecznie musi dowieść,
że zasługuje na takie stanowisko.
Całe stado przeszło kilka metrów od zajmowanego wcześniej
miejsca. On nawet nie drgnął, tylko powoli obrócił gałki
oczne, ponownie wbijając wzrok w swój cel. Spokój, opanowanie,
zimna krew - to były cechy charakterystyczne dla wszystkich jego
działań. Doskonale było widać, że zna się na tym, co robi.
Polował nieco inaczej, niż reszta jego grupy, bardziej...
profesjonalnie. Nawet wtedy, gdy się denerwował, nie okazywał
tego, ponieważ mogłoby to dać przeciwnikowi psychiczną
przewagę. A to, wbrew pozorom, jest w walce najważniejsze.
Obiekt jego pożądania oddalił się sporo od swoich towarzyszy.
Zaczął pić, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa. On
zaś, nie okazując śladu podniecenia, nieruchomo stał na swoim
miejscu. Czekał, aż reszta grupy zniknie za widnokręgiem, aby
niemożliwe stało się pospieszenie z pomocą atakowanemu. Po
kilku sekundach nic już nie stało na przeszkodzie, by dokonał
tego, o czym od kilku godzin tak bardzo marzył.
Wyszedł powoli z ukrycia, aby nie przestraszyć swojej ofiary.
Podkradł się cicho, ostrożnie stawiając krok za krokiem.
Postanowił spróbować starej metody, którą od lat stosowała
większość jego stada - i to z ogromnym powodzeniem. Wymagała,
co prawda, dużego wysiłku, ale gdy się ją opanowało - cel
nie miał żadnych szans. Zaatakował.
- Przepraszam, czy taka piękna dziewczyna jak ty wie może, która
jest teraz godzina?
| fido bezczelny |
filko@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|