Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Fido ::::

Polowanie


Słońce oblewało jasnozłotym blaskiem całą okolicę. Panował potworny upał, jakiego chyba nie było tutaj od lat. Po grzywie co chwila skapywały mu kropelki potu. Wokół rozpościerały się duże pola zżółciałej od gorąca, suchej trawy. Tylko w nielicznych miejscach, jak to, w którym stał, położone w cieniu olbrzymiego dębu, zostały jeszcze zaciekle broniące się bastiony soczystych, zielonych roślin.
Obserwował swoją ofiarę, ukryty za grubą kotarą krzewów i karłowatych drzew. Spokojnie czekał na dogodny moment do ataku. Na razie jego cel przebywał w większej grupie; w takiej sytuacji nie miał najmniejszych szans na pomyślne wykonanie swojego planu. Nie chciał w żaden sposób ryzykować. Doskonale pamiętał, co zdarzyło się kilka tygodni temu. Przez parę ładnych dni musiał leczyć rany, nie umiał ruszyć się ze swojego legowiska. Gdy tylko stawał na równe nogi, całe jego ciało przeszywał ból, jakby wbił w nie swoje szpony jakiś niewidzialny drapieżnik. Ogarniało go uczucie dziecięcej bezradności, któremu nijak nie umiał się oprzeć. To było naprawdę przykre.
Cały czas patrzył. Pili. Najwyraźniej wcale nie mieli ochoty na ruszanie się z tego miejsca. On czekał, obmyślał w szczegółach taktykę ataku. Upatrzył sobie jedną, naprawdę wspaniałą sztukę. Postanowił, że gdy ta tylko oddali się kawałek od swojej grupy (co kiedyś musiało nastąpić, szczególnie dlatego, że była młoda, a takie zazwyczaj są głupie i chętne do samotnego zwiedzania świata) - dopadnie ją. Następnie zaniesie na łąkę, położy w cieniu drzew. Zagłębi się w jej ciało. Przepełni go uczucie sytości, wreszcie zaspokoi straszny głód, który doskwierał mu już od kilku dni. To będzie piękne przeżycie...
Skarcił sam siebie w myślach, opanował się i skoncentrował na swej ofierze. To była dla niego naprawdę ważna, priorytetowa sprawa. Po ostatniej porażce chciał udowodnić reszcie swojego stada, że jednak jest coś wart. Nawet dużo młodsi patrzyli na niego spode łba. Któregoś dnia mogą zechcieć odebrać mu ciężko wypracowaną, wysoką pozycję w grupie. On, chyba najlepszy myśliwy ze wszystkich, tak strasznie poniżony... Nie, nie mógł do tego dopuścić. Przecież przez tyle czasu wiódł prym, przewodził całej bandzie... Teraz koniecznie musi dowieść, że zasługuje na takie stanowisko.
Całe stado przeszło kilka metrów od zajmowanego wcześniej miejsca. On nawet nie drgnął, tylko powoli obrócił gałki oczne, ponownie wbijając wzrok w swój cel. Spokój, opanowanie, zimna krew - to były cechy charakterystyczne dla wszystkich jego działań. Doskonale było widać, że zna się na tym, co robi. Polował nieco inaczej, niż reszta jego grupy, bardziej... profesjonalnie. Nawet wtedy, gdy się denerwował, nie okazywał tego, ponieważ mogłoby to dać przeciwnikowi psychiczną przewagę. A to, wbrew pozorom, jest w walce najważniejsze.
Obiekt jego pożądania oddalił się sporo od swoich towarzyszy. Zaczął pić, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa. On zaś, nie okazując śladu podniecenia, nieruchomo stał na swoim miejscu. Czekał, aż reszta grupy zniknie za widnokręgiem, aby niemożliwe stało się pospieszenie z pomocą atakowanemu. Po kilku sekundach nic już nie stało na przeszkodzie, by dokonał tego, o czym od kilku godzin tak bardzo marzył.
Wyszedł powoli z ukrycia, aby nie przestraszyć swojej ofiary. Podkradł się cicho, ostrożnie stawiając krok za krokiem. Postanowił spróbować starej metody, którą od lat stosowała większość jego stada - i to z ogromnym powodzeniem. Wymagała, co prawda, dużego wysiłku, ale gdy się ją opanowało - cel nie miał żadnych szans. Zaatakował.

- Przepraszam, czy taka piękna dziewczyna jak ty wie może, która jest teraz godzina?







| fido bezczelny |

filko@poczta.onet.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||