|
Samo życie
CZĘŚĆ PIERWSZA
-Synku! Obiad gotowy!
Na głos matki mały chłopiec porzucił zabawę i pobiegł do
kuchni. Dwa razy zanurzył łyżkę w dymiącej pomidorowej, po
czym wrócił na dywan dużego pokoju i zaczął pstrykać
kapslami. Wzorki na dywanie układały się idealnie w tor,
kapselki imitowały żużlowców. Mały lubił żużel. Rozgrywał
kolejne biegi, wyniki zapisywał na kartkach i miał z tego pyszną
zabawę. Mama zajrzała do pokoju i powiedziała tylko:
-Znowu jesz z dorywu. Zjedz jak człowiek!
-Nie! - rzucił chłopiec i oddał się zabawie.
-A nie chciałbyś odkurzyć tego dywanu?
-Nie! - odpowiedź była identyczna.
-Za dziesięć tysięcy. Będę ci dawała za odkurzanie trzy
razy w tygodniu.
To było co innego. Chłopiec lubił mieć pieniądze. Wszyscy
jego rówieśnicy zbierali historyjki z gum do zucia, wyklejali różne
albumy. On nie chciał być gorszy. Dziesięć tysięcy stanowiło
dużą sumę. Mógł sobie za to kupić cztery paczki naklejek do
albumu ze zwierzętami. Zgodził się więc bez dłuższego namysłu
i niemal natychmiast zabrał do odkurzania.
Uwinął się szybko i zgłosił do mamy po zarobek.
-Już? - zdziwiła się - najpierw obejrzymy dywany.
Oględziny wypadły nieźle. Mały zadowolony poczłapał w
kiedunku kiosku i poprosił sprzedawcę o cztery paczki naklejek.
Po powrocie do domu gorączkowo je odpakował. Uśmiech
momentalnie zniknął mu z twarzy.
-Tę już mam, tę też, i tę - powtarzał rozżalony - tę też!
Do dupy!
-Jak ty mówisz! - zgromił go ojciec jedzący obiad w kuchni. Słowo
"dupa" nie było może szczególnie wulgarnym wyrazem
ale dziewięciolatek nie musiał go koniecznie używać.
-Ale już wszystkie mam! - mały był wyraźnie niezadowolony.
-Z tym się wiąże zbieranie takiego albumu - odrzekł mu ojciec
- Nie ma co, ty zawsze jesteś nieszczęśliwy.
Chłopiec wrócił do pokoju aby w ciszy przeżyć porażkę. Krótko
potem w głowie mignęła mu myśl że może wymieni sie tymi
podwójnymi naklejkami z przyjaciółmi, która poprawiła mu
humor na tyle że mógł wrócić do swoich kapsli, w których był
mistrzem bloku.
Parę dni później znów otrzymał dziesięć tysięcy złotych.
Idąc do sklepu myślał co sobie kupi. W końcu zdecydował się
na parę gum do żucia i dwie małe petardy. Wszystkie gumy włożył
sobie do ust a petardy wystrzelił na szkolnych boiskach. Po
powrocie do domu spotkał babcię, która złożyła jego mamie
nieoczekiwaną wizytę.
-O, mój wnuczuś - ucieszyła się jak zawsze na jego widok -
babunia zrobiła ci pierogi. Ucieszył się gdyż bardzo lubił
pierogi z kapustą.
-Dopóki biedna babkowina będzie mogła ruszać rękami, dopóty
ci coś przywiezie - padło z ust staruszki. Mały nie mógł
sobie jednak wyobrazić jak jego babcia mogłaby przestać ruszać
rękami. Następne słowa były dużo przyjemniejsze:
-Babcia ci da pięćdziesiąt tysięcy, kupisz sobie coś ładnego.
Bardzo się ucieszył gdyż było to naprawdę dużo. Mama
wprawdzie trochę się skrzywiła, ale nie protestowała. Po wyjściu
babci wnuczek wyszedł z domu. Trochę powałęsał się po
okolicznych sklepach, kupił jeden komiks z Kaczorem Donaldem,
wreszcie wszedł do budynku poczty.
-Poproszę ten komplet znaczków - powiedział pani w okienku. Po
chwili stał się właścicielem kilkunastu koreańskich znaczków
pocztowych z obrazkami statków. W kiosku dokupił jeszcze parę
widokówek po czym zadowolony wrócił do domu.
-Będę filatelistą! - oznajmił ojcu - Możesz mi kupić
klaser?
Rodzic pokiwał tylko głową:
-Tobie to zawsze coś głupiego przyjdzie do tej łepetyny. Ile
razy dostaniesz jakieś pieniądze, tyle razy wydasz na pierdoły!
Jak nie masz ani grosza, jesteś nieszczęśliwy. Jak masz, jesteś
jeszcze bardziej nieszczęśliwy! - ojciec chłopaka był lekko
zdenerwowany. Mały jakoś nie wziął sobie do serca tych słów,
lekko tylko się zdziwił, po czym zamknął się w swoim pokoju.
CZĘŚĆ DRUGA
Było ciepłe niedzielne przedpołudnie. Trzyosobowa rodzina
wsiadała do czerwonego Nissana. Na miejscu pasażera usadowił
się szesnastoletni chłopak, za nim siadła jego matka, za
kierownicą ojciec. Na kolana chłopca wskoczył mały pies.
-Spieprzaj! - rzucił mu ten, po czym zepchnął zwierzę na podłogę
pod siedzeniem. Jamnik odpowiedział warczeniem. Młody popatrzył
przed siebie nieprzyjemnym wzrokiem. Na polecenie podsunięcia
fotela do przodu zareagował bez słowa, ale czynność wykonał
bardzo niechętnie.
-Coś znowu jesteś nie w humorze - zagadnął go ojciec.
-Jak zawsze - dobiegł go z tyłu głos matki - Żebyś go słyszał
wczoraj. Listonosz przyniósł mu paczkę z porysowanymi płytami
w środku. Jak to zobaczył, klął na czym świat stoi.
Ojciec tylko westchnął. W chłopaku zbierała złość.
-Nie rozumiem cię momentami. Co chcesz zamanifestować tym swoim
zachowaniem?
-Nic. Odwalcie się ode mnie. Nic nie chcę manifestować.
Podróż do miasteczka odległego o kilkanaście kilometrów odbyła
się w milczeniu. Czasem tylko młody ze złością odpychał psa
chcącego wejść mu na kolana. W końcu rodzina dojechała na
miejsce - przed dom babci chłopaka. Wysiadł on jako pierwszy z
samochodu i popatrzył na gołębnik sąsiada.
-Ten skurwiel zabił dziadkowi kota. To jest dureń, morduje małe
zwierzątka. Rozwalę mu ten gołębnik. Kupię bazookę i rozwalę!
-Przestan pleść głupoty! - zdenerwował się ojciec - kot
chodził na gołębie i się doigrał, chodź na obiad.
Syn posłuchał i wszedł. Barszcz z uszkami poprawił mu humor w
bardzo dużym stopniu. U drugiej babci poprawił paluszkami.
Podczas powrotu czekała go jednak nieprzyjemna wiadomość:
-Słuchaj, nie możemy pojechać w góry w sobotę. Muszę być w
pracy. Pojedziemy w poniedziałek.
-Jak to? - nie krył zlości i rozżalenia - niemożliwe! Przecież
od dawna ustalaliśmy że pojedziemy w sobotę! Ten twój szef to
czubek.Rozwalę mu kurwa chałupę!
Ta wiadomość do reszty popsuła mu samopoczucie. Wrócił do
domu obrażony na wszystko i wszystkich. Późnym wieczorem
przyszedł do pokoju ojca oglądać mecz żużlowy. Za każdym
razem gdy na ekranie pojawiał się jeden z zawodników, powtarzał:
-Po co oni kupili tego szmaciarza. Jeździł dobrze przedtem, a
odkąd sie ściga u nas, jest beznadziejny. Zawali nam sezon!
Gdy rzeczony zawodnik się wywrócił, chłopak nie krył
zadowolenia. W końcu ojciec stracił cierpliwość i kazał mu
się wynosić. Co też uczynił.
CZĘŚĆ TRZECIA
Wczesnym letnim popołudniem kilku chłopaków kierowało się w
stronę pobliskiego lasku, śmiejąc się i żartując. Najgłośniej
dało się słyszeć wysokiego osiemnastolatka z niebieskim
plecakiem.
-Skąd ty masz tyle kasy? - spytał go jeden z kolegów
-Dziadek mi dał na osiemnastkę - brzmiała odpowiedź. Rzeczywiście,
dziadkowie dali wnukowi półtora tysiąca złotych jako wkład
na książeczkę oszczędnościową. Ojciec powiedział wtedy iż
nigdy nie widział, żeby ktoś podarował komuś tyle pieniędzy
na piwo. Alkohol młodzieniec odkrył nieco wcześniej. Przez długi
czas z wytrwałością ascety stronił od używek. W końcu pod
wpływem stresów spowodowanych przez bardzo wymagającą
nauczycielkę geografii wypił pierwsze piwo. Uczynił to
demonstracyjnie, siedząc przed telewizorem. Potem kilka razy się
upił, piwem bądź wódką. Teraz w plecaku niósł flaszkę którą
zamierzał obalić z kolegami. Doszli wreszcie do miejsca do którego
zmierzali.
-Kurwa, nie lubię pierwszego - rzekł kumpel który miał
zaczynać kolejkę.
-Ale nie przeklinaj - chłopak nie lubił wulgaryzmów, w
przeciwieństwie do całej reszty która używała ich nagminnie.
Po paru kolejkach wszystkim zaczęło szumieć w głowach. Sypały
się toasty - za dobre wyniki w szkole, za poderwanie fajnych
dup, za płatną pracę. Wódka skończyła się szybko i nadszedł
czas powrotu. Wysoki facet był porządnie naprany, ale trzymał
fason, jak zawsze. Jego koledzy szli całą szerokością drogi,
on zaś po krawężniku.
-Ale mnie znosi na prawo! - zawołał. Po chwili leżał na ziemi.
Wbrew swojemu zwyczajowi zaklął, podniósł się i poszedł
dalej. W domu zrobiło mu się niedobrze i zwymiotował. Parę
chwil później w nowym ubraniu wyszedł przed blok aby
porozmawiać z koleżankami, które na jego widok
zaczeły się bardzo śmiać.
-A taki święty był! A teraz jak często pije! Zostaniesz
alkoholikiem - usłyszał.
-Po co pijesz? - spytała jedna, zawsze mu życzliwa. Nie wiedział
po co. Może z nudów, może dla szpanu. Dopiero poznawał
alkohol. Pojawiła się reszta kolesi z którymi pił, oprócz
jednego, który, jak się okazało, spał w piwnicy. Przyszedł z
nimi jeszcze jeden chłopak, jego dawny kolega z klasy. Widok
kujona i świętoszka pijanego w sztok i na nim zrobił wrażenie:
-Co ty uwalony jesteś? - spytał jakby nie wierzył temu co
widzi.
-Jeszcze się pyta! - brzmiała odpowiedź. Po krótkiej
konwersacji wstał z ławki gdyż zobaczył ojca wracającego z
pracy. Ten wszedł do klatki,jednak zaraz z niej wyszedł i zwrócił
się do syna:
-Jakeś sobie popił i porzygał, to teraz posprzątaj kibel!
Młodzieniec posłuchał i zniknął w drzwiach. Na pytanie ojca
po co właściwie pił, odpowiedział: "A tak". Umył
ubikację po czym siadł przed komputerem i zaczął pisać. Lubił
po pijaku wystukać kilkanaście zdań, a na drugi dzień je
czytać. Miał z tego niezły ubaw.
CZĘŚĆ CZWARTA
Przy stoliku w spowitej gęstym dymem knajpie siedziało pięć
osób. Ubrany w kraciastą koszulę młody mężczyzna leniwie
popijał piwo. Nie miał się gdzie spieszyć. Kochał chwile z
przyjaciółmi. Lubił ich rozśmieszać, gdyż miał duże
poczucie humoru. Byli ludźmi o których - świadomie bądź nie
- marzył długo. Patrzył na ich twarze i cieszył się że
jeszcze raz może z nimi być. Od paru miesięcy czuł że żyje.
Nie robił praktycznie nic poza chodzeniem na imprezy. Z tymi
samymi ludźmi. Od dwóch lat pędził na ogół radosne życie,
niezależnie od tego czy trzeba było się uczyć czy nie. Wykiełkował
w nim optymizm i radość życia. Być może zaczął w większym
stopniu brać przykład z ojca, który mimo że bardzo ciężko
pracował, był pogodny i uśmiechnięty. Od początku
studiów młodzieniec nabrał także wiary w siebie. Nie da się
ukryć że zmienili go też ludzie których poznał. To, że
potrzebuje ludzi, zrozumiał wcześniej - w klasie maturalnej. Było
jednak za późno na zbudowanie ścislejszych relacji z klasą która
pamiętała go jako sztywniaka. Zresztą nie miał na to chęci
gdyż wiedział, że pozbyć się raz przyszytej łaty jest
bardzo trudno. Podczas rozdania dyplomów maturzystom poczuł
dziwną pustkę. Mimo wszystko przyzwyczaił się do swojej szkoły
i do ludzi z klasy. Czuł że coś się skończyło. Pomyślał
nawet że nie ma po co żyć i upił się na tę okoliczność na
wieczornej dyskotece.Teraz jednak wszystkie te zdarzenia wydawały
mu się bardzo odległe.
Na studiach zaczął od nowa i udało mu się. Wstał z miejsca,
po czym podszedł do grającej szafy by puścić kilka kawałków
które wszyscy lubili. Nie da się ukryć, był tym ludziom wdzięczny.
Wyleczyli go z masy kompleksów. Dzieki nim nauczył sie szczerze
rozmawiać, zrozumiał kilka ważnych rzeczy. Przestał narzekać,
czynił to tylko w żartach, jak właśnie w tamtym momencie:
-Stary jestem, trzeci krzyżyk się zaczął... - udał smutek,
na co reszta towarzystwa zareagowała śmiechem.
-Wiecie co? Zajebiście jest! - rzekł jego kolega siedzący
naprzeciw. On również miał skłonność do narzekania. Teraz
jednak wszyscy jednym głosem powtarzali że jest świetnie.
Mieli świadomość tego że są młodzi, szaleni, a życie tak
naprawdę dopiero się zaczyna. Czegóż więcej było
trzeba? A wśród nich on - dwudziestolatek który wreszcie
znalazł się takim, jakim od dawna chciał się znaleźć. Chciał
żeby tak było już zawsze. Sądził bowiem że znalazł receptę
na zycie, że złapał Pana Boga za nogi. Cały czas oddając się
przyjemnym myślom dopił piwo, po czym wyszedł z przyjaciółmi
z lokalu. Nie przeszkadzało mu to, że strasznie śmierdzi dymem
z papierosów. Z tymi ludźmi lubiał śmierdzieć.
CZĘŚĆ PIĄTA
Kurwa mać! - wyrwało się z ust młodego człowieka. Siedzący
przy stole ojciec zapytał:
-Co znowu?
-A nic, tak jakoś... - wycedził chłopak.
-Czemu znowu jesteś naburmuszony?
-Bo wszystko się wali!
-Co się wali?
Syn usiadł obok ojca i zaczął:
-Pamiętasz co robiłem gdy miałem około dziesięciu lat?
Wydawałem pieniądze jak leci.
-Pamiętam, parzyły cię w ręce.
-Gdy miałem piętnaście, o wszystko się złościłem. Gdy miałem
osiemnaście, piłem co tydzień gorzałę. Potem wydawało mi się
że to zwalczyłem, a teraz, gdy mam dwadzieścia lat, wszystko
to walnęło we mnie ze zdwojoną siłą...
Ojciec nie do końca rozumiał syna. Ten wyszedł z pokoju,
zasiadł przed komputerem i zaczął rozmawiać przez Gadu-Gadu z
przyjacielem. Gość z którym rozmawiał, wiedział że jego
kumpel ma ostatnio trochę problemów i starał się pomóc. Nasz
bohater zasypywał go ciągami myśli których
miał ostatnio bardzo dużo. Tak było i tym razem. Pisał o własnych
słabościach, które przez cały rok trzymał na wodzy. Na
koniec podsumował:
-Przyszły rozmaite zgryzy. Przez cały ostatni miesiąc upijałem
się na umór, wydawałem kasę bez opamiętania, paliłem z nudów.
A dzisiaj po staremu wkurzyłem się bez wyraźnego powodu na
wszystko i wszystkich. Jak w piosence którą obaj znamy. Pływam
sobie w akwarium rok po roku, przebiegam po tej samej starej
ziemi i co znajduję? Same stare strachy. Wszystko co usiłowałem
w sobie zwalczyć jest po tej samej stronie co ja. Egoizm, zazdrość,
złość. Wszystko co w sobie miałem od dawna i
czemu się poddawałem przez jakieś dziesięć lat życia.
Wszystko co w sobie schowałem na te piękne trzy miesiące."
W końcu przypomniał sobie to, co pomagało mu w ostatnich
tygodniach. Przypomniał sobie że ma coś, czego nie miał przez
wszystkie te lata. Skierował rozmowę na inne tory:
-Nie wiem czy można powiedzieć że dzieciństwo było jałowe -
spytał przyjaciela.
-Nie było - otrzymał odpowiedź.
-Nie było - zgodził się - wtedy się nie myślało o życiu.
Dzieciństwo było w pierwszym rzędzie beztroskie. Tato mi
zawsze mówił, że są piękne chwile dla których warto żyć.
Jakoś mi to wlatywało jednym uchem, wylatywało drugim. Często
przegrywałem z włąsnymi wadami. Ale zawsze jak feniks z popiołów
wstawałem. Od zawsze było we mnie coś, czego istnienie zacząłem
sobie uświadamiac gdzieś koło osiemnastego roku zycia -
optymizm, wiara i przekonanie że wszystko się uda. W końcu się
przekułem na studiach, uwierzyłem w siebie. I teraz wiem że żaden
problem nie da mi rady. Tylko czasami jest cholernie ciężko.
Przez trzy miesiące uciekałem w dobre strony życia. A tak nie
można, ono prędzej czy później samo ci przypomni jakie
naprawdę jest. W każdym razie te
trzy miesiące w których zapomniałem o swoich ciemnych
stronach, zapamiętam bardzo długo. Bo były czymś pięknym.
Ale i czymś nadzwyczajnym. Teraz to jest po prostu samo życie.
Przypominają o sobie stare wady. Może nigdy się ich całkowicie
nie pozbędę. Ale będę próbować. Wreszcie to wszystko ma
sens, którego nie widziałem dawniej. Wiem czego chcę, wiem po
co żyję, mam was. Skończył rozmowę. Pomyślał jeszcze tylko:
"Wiem już jak sobie poradzić".
Donald
24-03-2003
advocat@interia.pl
Poradzicie sobie. Ze wszystkim. Czy to będą problemy tak małe
jak te, które miewa bohater owego
opowiadania, czy większe - zawsze sobie poradzicie.
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|