|
Zostawić siebie
Od autorki : Opowiadanie to dedykuję mojemu dziadkowi, który to
na własnej skórze doświadczył okrucieństw okupacji
i przesiedleń w ramach akcji "Wisła". Wydarzenia te
znam z drugiej ręki. Otóż relacje z nich przekazał mi mój śp.
kochany
dziadziuś i jego siostra. Wszelkie nieścisłości, jakie
ewentualnie mogły się zakraść wynikają z niedoskonałości
pamięci ludzkiej.
Pierwsze krople deszczu zaczęły bębnić o parapet. Jasna błyskawica
przecięła firmament nieba. Cichy grom przetoczył się po
nieboskłonie. Powoli zamykam wszystkie okna. W powietrzu czuć
jakąś niepewność. To natura odsłania swoje prawdziwe oblicze.
- Dziadku. opowiedz mi o swojej młodości.
Patrzy na mnie z radością.
- Naprawdę chcesz.
Kiwam głową na potwierdzenie. Siadam przy nim i czekam. On
wstaje, podchodzi do półki, zdejmuje z niej mały atlas.
- Otwórz na piątej stronie - mówi - Ja w tym czasie poszukam
okularów.
Otwieram. Bieszczady. Rzeka San dumnie przepływająca przez te
tereny i wieś Krywe.
Kolejny pomruk burzy przetacza się po niebie.
Podchodzi do okna, odsłania firankę i wpatruje się w krajobraz
za oknem.
- Pamiętam dzień bliźniaczo podobny do tego - mówi - Tak.
dwadzieścia cztery godziny przed wkroczeniem Wojska Polskiego
do naszej osady. 16 kwietnia.
Słucham w skupieniu. Pochyla się nad mapą, chwilę błądzi
wzrokiem, uśmiecha się niedostrzegalnie. W jego oku migocze łza.
Ściskam
go za rękę.
- Dziadku - mówię - Czy.
Widzę jak opanowuje wzruszenie. Zaczyna opowiadać :
- Dzień zaczął się zwyczajnie.
******************************************
Promienie kwietniowego słońca oświetliły podłużną komnatę.
Kogut głośno piał na podwórzu. Mężczyzna zerwał się z posłania,
nałożył buty i czym prędzej pognał na pole. Była piąta
rano. Idealna pora na wyprowadzenie krów.
Leżał na polu od dobrych dwóch godzin. Przyglądał się obłokom
sunącym po niebie. Wczorajsza burza oczyściła powietrze i
teraz
oddychało się swobodnie. Wszystko było takie świeże i rześkie.
Nagle do jego uszu dobiegł cichy śpiew. Odwrócił głowę. Tak.
to była
ona. Rozalia. Przyglądał jej się przez dłuższą chwilę.
Ubrana w białą sukienkę... No cóż... lubił kiedy się ładnie
ubierała. A robiła
to dosyć
często, szczególnie po tym jak jej wuj wrócił zza granicy.
Miała długie, kruczoczarne warkocze, miękko opadające na
plecy i takiej
samej barwy oczy. Uśmiechnęła się do niego. On odwzajemnił uśmiech.
Wstał z ziemi i skierował się do domu z mocnym
postanowieniem powiedzenia jej, że.
Słońce powoli sunęło po niebie. Radosne. szczęśliwe.
odwieczne. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zmącić
spokoju
panującego tu na wsi.
****************************************
Kolejny grzmot.
- Usłyszeliśmy donośne krzyki i tupot setek stóp - jego głos
drżał.
- Około godziny dziewiątej rano nadeszła grupa Wojska
Polskiego z rozkazem wysiedlenia. Na spakowanie otrzymaliśmy
dwie godziny. Miałem wtedy siedemnaście lat. Dziecko. patrzyłem
na blade twarze rodziców, przerażone oblicze Rozalki. ja..
Perlista łza. Fala smutku.
- Wszystkich mieszkańców Krywego spędzono w jedno miejsce nad
Sanem Już po chwili zauważyliśmy rozszerzający się
gwałtownie pożar, który na naszych oczach trawił dorobek
naszego całego życia od pokoleń.
*****************************************
Czerwona łuna unosiła się nad rzeką. Mgliste wierzchołki
Bieszczad majaczyły za chmurą pyłu. Z bezsilnej wściekłości,
w poczuciu niezasłużonej kary, w tłumie zgnębionych klęską
żywiołu i losu podniósł się nieopisany lament i płacz
przestraszonych
kobiet i dzieci. Mężczyźni mogli tylko zgrzytać zębami.
"Żegnajcie góry ukochane.."
- Potem jak skazańców, jak stado przeznaczonego na rzeź bydła,
pędzono nas na piechotę pięćdziesiąt
kilometrów do stacji Łukawica. Brudnych. głodnych. słabych.
załadowano nas do bydlęcych wagonów.
15 maja - po miesięcznej gehennie dowieziono nas do stacji
Szczecinek. Nadjechały furmanki z różnych wiosek i rozwieziono
nas do chat bez drzwi i okien, opuszczonych i zdewastowanych jak
po huraganie.
*****************************************
Ostatnie krople deszczu spływają po szybie. Na niebie widnieje
kolorowa tęcza.
- Chciałbym. chciałbym jeszcze kiedyś odwiedzić Bieszczady.
- Dziadku - szepczę i kładę mu głowę na ramieniu -
Pojedziemy tam kiedyś razem.
Nie zdążyliśmy pojechać.
nabuchodonoZorka
nzorka@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|