|
Śmiech
[A] Wszystko gotowe?
[A] Tak twierdziła Anastazja.
[S] O której zaczynamy?
[A] Raczej w środku tygodnia.
[A] Ewentualnie nie, jeśli Anastazja...
[A] Kiedy? Tak jak planowaliśmy. We wtorek.
WTOREK, godz. 06:07
Stanął przed drzwiami. Oddychał ciężko, ponieważ szybkim
krokiem pokonał te parę pięter. Cholernie chciało mu się
kawy. Telefon zbudził go dziewiętnaście minut wcześniej i
wezwał przed te drzwi. Przeczesał palcami włosy i zapukał.
Drzwi natychmiast się otworzyły, a za nimi stał jakiś młody
policjant.
- Porucznik Anysz, wydział zabójstw - przedstawił się dość
odruchowo.
- Czekaliśmy na pana, proszę tędy - zamykając drzwi powiedział
usłużnie młody przedstawiciel prawa.
Przeszli przez przedpokój i weszli do dużego pomieszczenia. Kręciło
się po nim kilku mężczyzn pilnie zabezpieczając ślady.
[Dlaczego mamy zostawiać ślady? Po co ta kartka...?]
Potrząsnął głową. Ktoś właśnie podciągnął do góry ciężkie
żaluzje wpuszczając do pokoju strumienie światła. W ich świetle
bez trudu zobaczył
[Alicja? Czy...]
[Jeden ruch i koniec.]
powieszoną na środku młodą dziewczynę. Najwyżej
dwudziestokilkuletnią. Jej głowa opadła, ręce i nogi luźno
zwisały. Odwrócił wzrok.
[S] Dawniej wcale nie było lepiej. Po prostu ratowała mnie nieświadomość
rzeczy.
[A] Esencją mojego życia też była pewna nieświadomość.
[A] Absolutnie nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że nie mam żadnych
przyjaciół.
[S] Tak, wiem co masz na myśli. W pewnym momencie człowiek
stwierdza, że jest sam.
[A] Horyzont zaczyna się wtedy gwałtownie zawężać, zaczyna
brakować powietrza, kolory bardzo gwałtownie tracą intensywność,
gdzieś gubi się sens... Znamy to skądś. :)
PONIEDZIAŁEK, godz. 12:51
Wysiadł z pociągu. Nie miał praktycznie żadnego bagażu,
tylko mały plecak. Rozejrzał się po peronie, który wydał mu
się bardzo skromny. Spodobało mu się to. Miał już dość
swojego miasta. W tłumie podróżnych, łażących zdawałoby się
bez najmniejszego sensu, dostrzegł dziewczynę, którą
spodziewał się spotkać. Wyglądała na około dwadzieścia lat.
Miała długie, czarne, proste włosy opadające w nieładzie na
ramiona i długimi kosmykami przesłaniające częściowo twarz.
Ta była wyraźnie blada, niezdrowa, z podkrążonym oczami. Ładnie
wykrojone usta pomalowane w kolorze krwistoczerwonym. Jego
ulubionym. Szczupła, bardzo szczupła sylwetka, długa niemodna
spódnica do ziemi i czarny, nienowy sweter. W widoczny sposób
rozglądała się za kimś. Za nim.
Ruszył w jej kierunku. Nienawidził tych paru sekund pomiędzy
momentem gdy dwie osoby się zobaczą, a chwilą kiedy znajdą się
w odległości pozwalającej na wymianę pozdrowień. Takie głupie
sytuacje onieśmielały go jeszcze bardziej.
Wreszcie stanęli naprzeciwko siebie. Pierwszy raz. A znali się
już od wielu miesięcy...
- Witam - powiedziała pilnie mu się przyglądając.
Uśmiechnął się.
- Dobrze jest cię zobaczyć - wypalił na powitanie.
Teraz i ona się uśmiechnęła.
- Traktuję to jako komplement. Mamy jakieś dziesięć minut do
pociągu Szymona i Alicji. Możemy gdzieś tutaj usiąść - dodała.
- Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę -
zawahał się czy nie zostanie źle zrozumiany.
- Nigdy nie starałam się w to uwierzyć - odparła Anastazja.
[A] Dławi mnie codziennie... i co noc, to poczucie winy.
[A] Efektem tego jest pogorszenie stanu zdrowia. Zgadłem?
[A] Absolutnie. Ale to i tak żadna kara.
[A] Twoje emocje mnie przerażają. Nawet przez ekran.
[A] Hipokryta z ciebie Adamie. Przeraża cię zupełnie co innego.
PONIEDZIAŁEK, godz. 10:57
Siedziała w ciasnym przedziale pociągu. Razem z sześcioma
innymi osobami. Koścista kobieta zajmująca miejsce naprzeciwko
od godziny musztrowała swoją małą córkę. Dla Alicji była
to bardzo bolesna tortura psychiczna. Starała się patrzeć
przez okno lub skupić się na jednym z pozostałych pasażerów.
Wszyscy byli jednak równie bezbarwni i patrzenie na nich zaczynało
męczyć po trzech minutach. Do jej bezbronnych uszu niemal bez
przerwy trafiały uwagi, skierowane do dziecka. "Nie garb się!";
"Przestań wreszcie przylepiać nos do szyby."; "Ciszej!";
"Nie kręć się!"; "Ile razy mam ci powtarzać..."
Alicja bez słowa wstała i wybrała się na spacer po pociągu.
Z ulgą zamknęła za sobą drzwi przedziału i ruszyła wzdłuż
wagonów wdychając nieco świeższe powietrze. Estetyka pociągu
przyprawiała ją o ból głowy, ale nie chciała wracać do piekła,
z którego właśnie się wydostała. Nie z tak błahego powodu.
Po przejściu dwóch wagonów natknęła się na chłopaka, który
paląc przy otwartym oknie zatarasował całe przejście. Miał słuchawki
na uszach, przymknięte oczy i z jakąś niezwykłą zaciętości
mruczał do siebie słowa słuchanej piosenki.
Alicja przyglądała mu się z zainteresowaniem. Miał długie,
jasne włosy związane na karku. Ładną, dość niewinnie wyglądającą
twarz, kilkudniowy zarost. W widoczny sposób niedbale dobrane
ubranie. Oceniła go na jakieś 19, 18 lat. Czyli niewiele młodszego
od niej. Odniosła też dziwne wrażenie, że jest w nim coś
jeszcze... jakaś dość szczególna cecha. Może będąca esencją
całego jego wyglądu zewnętrznego.
Zawahała się czy zwyczajnie odejść, kiedy chłopak sam
otworzył oczy, a widząc ją obok siebie zdjął słuchawki z
uszu.
- Zapalisz? - uprzejmie zapytał wyciągając paczkę bardzo
drogich papierosów.
- Dzięki - odpowiedziała sięgając po papierosa, nieco
zaskoczona tą bezinteresownością.
Zauważyła, że on przygląda się jej chowając zapalniczkę.
Wypuściła dym.
Poczuła się lepiej.
- Powrót do domu? - zagadnęła.
Przez chwilę wydawało jej się, że uśmiechnął się do
siebie.
- Nie. Określiłbym to raczej jako "życiowa wyprawa".
- To tak jak ja... - wyrwało jej się zupełnie bezwolnie.
- Raczej bym pani tego nie życzył - powiedział z lekkim uśmiechem.
Zaśmiała się swobodnie słysząc, że ktoś taki zwraca się
do niej na "pani".
- Żadna pani, proszę pana. Moja tożsamość...
- Alicja? - przerwał jej nieoczekiwanie.
Otworzyła szerzej oczy. Nagle błysk zrozumienia rozjaśnił jej
myśli i rozgonił sprzeczne uczucia. Na jej twarzy ukazał się
uśmiech, ale tym razem inny. Nie dla przygodnych znajomych jak
te poprzednie, ale przeznaczony dla dobrych przyjaciół.
- Powinnam się była domyślić. Podejrzewałeś od początku? -
zapytała.
- Nie. Doszedłem do tego wniosku gdy się zaśmiałaś. Właściwie
nie byłem pewny do końca.
- Wspaniale. Przypuszczam, że Anastazję poznamy bez problemów.
- Oczywiście. - zamyślił się po czym dodał - trochę inaczej
sobie ciebie wyobrażałem.
Alicja mogłaby poczuć się urażona, ale doskonale zrozumiała
co miał na myśli i nie było w tym nic złego.
- Cóż... mogę powiedzieć niemal to samo - rzuciła.
Pociąg mknął przed siebie, obraz za oknem szybko się
przemieszczały. Stali tak w korytarzu swobodnie milcząc. Nie krępowali
się sobie przyglądać. Czas mijał szybko. Alicja miała
poczucie minut mijających jak przeciekające swobodnie przez
palce krople wody, gdy chce się ochłodzić twarz. Zaczęła myśleć
o tamtym.
[Nie nie nie nie nie!!!]
To jeszcze nie był... To nie... Tak. Koniec. Pociąg szybko zbliżał
się do celu.
Wreszcie stali naprzeciw siebie. A znali się już tak długo...
[S] Darwin to był jednak mądry człowiek. Dobór naturalny. Spójrz
na to pod naszym kątem.
[A] Ekspert od nieudaczników co?
[S] Absurd. W niejaki sposób chcemy poddać się jego woli.
[A] Tak będzie. Jeśli nikt się nie wycofa. Myślałeś o tym?
[S] Hipoteza. Jak mógłbym żyć bez was? :)
WTOREK, godz. 06:12
Porucznik Anysz rozmawiał z kolejnym kolegą po fachu. Stali
przy wejściu do pokoju, w którym specjaliści już skończyli
pracę. Jego głos wyrażał pełen spokój i skupienie, ale on
sam myślał o paru rzeczach na raz. Był doświadczonym
policjantem, ale do pewnych rzeczy nikt nigdy nie będzie w
stanie się przyzwyczaić.
- ...a więc możemy wykluczyć samobójstwo. To wydaje się całkowicie
oczywiste - mówił sierżant Dren.
- Tak, to - wskazał ręką drzwi - chyba przesądza sprawę.
Zapowiada się dużo pracy... - powiedział raczej do siebie niż
do sierżanta.
- Czy poinformować media?
- Nie. W takich sytuacjach trzeba jak najdłużej milczeć. Media
zaczynają kreować wizerunek mordercy_szaleńca_sadysty, a on
zaczyna się do niego dopasowywać. Zresztą i tak prędzej czy później
wszystko wyjdzie na jaw. A nawet dużo więcej.
- Oczywiście - zgodził się sierżant. - Nasi specjaliści skończą
większość swojej pracy jeszcze w tym tygodniu. Czy będę
jeszcze potrzebny?
- Nie, dziękuję.
Sierżant Dren odszedł pozostawiając Anysza zajętego
ustalaniem kolejności działań.
"Po pierwsze: co właściwie łączy ofiary? Kiedy zaginęli?
Po drugie: jak to się stało?
Porucznik przymknął oczy."
[nigdy nie zgadną]
"Jak???"
[A] Samotność często przytłacza.
[A] Udaje się wtedy czasem płakać.
[A] I ty to mówisz Adamie? Ty?
[A] Czasem każdy płacze. Choćby dla higieny.
[A] Idealne opanowanie tej sztuki może dać człowiekowi całkowitą
kontrolę nad sobą.
[A] Dawniej tak u mnie było. Ale teraz...
[A] Emanuje od ciebie całkowita rezygnacja. Może jednak ten
pomysł jest zbyt drastyczny i pochopny w twoim przypadku? Pamiętaj,
zawsze będziesz mógł się wycofać. Nawet wtedy gdy się już
zobaczymy i gdy zdasz sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę...
PONIEDZIAŁEK, godz. 15:21
Szymon z Alicją szli razem, przed nimi. Rozmawiali, zupełnie
normalnie. Niemal swobodnie. Chyba tak się jednak nie czuli.
Niebo nad nimi rozbłyskiwało różnymi odcieniami szarości. To
przez to że słońce już od kilku miesięcy było
niedostrzegalne. Tworzyło to niespokojny i szczególny nastrój.
Anastazja szła za nimi z Adamem. Czuła się wreszcie lepiej.
Spojrzała po raz kolejny na niego. Był to wysoki blondyn z
nieporządnie rozczochraną czupryną. Miał ładne szare oczy i
czasem coś szczególnego w uśmiechu. Na przykład wtedy, gdy
powiedział jej, że dobrze ją zobaczyć. Wiedziała, że w głębi
duszy jest nieśmiały i często dręczą go sprzeczne myśli,
chociaż sprawia wrażenie bardzo silnego człowieka. Był od
niej prawie rok starszy... Miał w sobie też coś nieokreślonego,
niesprecyzowanego, co bardzo
[wierzysz w to? Czemu nie...]
ją pociągało. I było to uczucie zupełnie inne od tego jakie
towarzyszyło jej prawie zawsze: głód spowodowany
przyzwyczajeniem do narkotyków. Najgorszy jaki można sobie
wyobrazić. Jeszcze parę minut i go złagodzi...
Patrzyła na mijających ich ludzi o jednakowych twarzach i złych
lub bezwartościowych uczuciach. Dokładnie je wyczuwała. Chciała
po raz kolejny się upewnić patrząc im w oczy. Nikt nie
odwzajemniał spojrzenia. Nikt nie wytrzymywał dłużej niż
dwie sekundy. Byli tacy bezbarwni. Jedyne silniejsze emocje jakie
im towarzyszyły to gniew i ślepa agresja. Byli też tak
niezwykle nieświadomi...
- Czy... teraz też przytłacza cię samotność? - zapytał dość
niepewnie Adam.
- Nie - pomyślała o jego obecności - z wami czuję się dobrze.
Mimo wszystkiego co czułam wcześniej... i wszystkiego co ma się
wydarzyć.
- Ja... - zaczął - ...mi w głowie wciąż łomoczą słowa
"Czemu wszystko dzieje się jak we śnie???".
Mijali kolejne ulice, domy, ludzi. "Może już nie będę
mogła..." myślała Anastazja.
- Nie macie wstępu na drugą stronę! - powiedziała głośno i
wyraźnie do jakiejś zamyślonej dziewczyny, którą właśnie
mijali. Ta stanęła gwałtownie i chwilę patrzyła za oddalającą
się czwórką ze zdumieniem na twarzy.
- Może udało mi się wpłynąć na jej przeznaczenie - mówiła
Anastazja do zaskoczonego Adama. - Albo chociaż oderwać ją od
tych Złych myśli, które tworzyła...
[S] Dużo we mnie zła. Skrzywdziłem kiedyś najbliższą mi
osobę. W najgorszy do wyobrażenia sposób...
[A] Efektem takich błędów są u mnie narkotyki. Pozwalają całkowicie
wyeliminować myśli tego typu.
[S] Ale wpędzają w nowy dołek. Czy znasz kogoś, kto z tego
wyszedł?
[A] Teraz nie. Nie z tego etapu, na którym ja teraz jestem.
[S] Heretyk ze mnie. Nic mi nie pomoże. Żaden bóg i żadne
narkotyki. Wiesz, że mam przed sobą... DO sześciu miesięcy.
Za mało, by uwierzyć. Za dużo by uwierzyć... W co? Ja nigdy
nie istniałem naprawdę. Jak mam w to wierzyć? Patrząc w
lustro? To wszystko jest w czyimś umyśle...
WTOREK, godz. 07:51
Porucznik Anysz trzymał w ręce wydruk z komputera: kilkanaście
gęsto zapełnionych literkami stron. Siedział w swoim
samochodzie i starannie je studiował. Na zewnątrz padał deszcz.
Krople odbijały się od szyb samochodów i spływały na ulicę,
a później długimi strużkami do kanałów gdzie z pluskiem
tworzyły sieć czarnych strumieni.
"Cholera!" zaklął w myśli. Na razie najmniejszej
nawet poszlaki łączącej ofiary. Żadnych wspólnych
zainteresowań, wydarzeń z życiorysu, żadnej możliwości, żeby
się znały, nie mają wspólnego koloru oczu, takich samych
odstających uszu itd.. Nic, nic i jeszcze raz nic. Cóż,
wszystkie były mniej więcej w tym samym wieku: 19 - 21 lat. Ale
co to znaczy? Takich osób są tysiące, miliony.
"Jak?"
[samobójstwo...]
"Nie, to już wykluczyliśmy"
Anysz po raz kolejny zaczął dokładnie odtwarzać w głowie
wszystkie obrazy. Powieszona dziewczyna w zupełnie pustym pokoju
(nie mogła sama się powiesić na samym środku wysokiego pokoju
bez krzesła czy czegokolwiek). Chłopak z dziurą z tyłu głowy
po kuli ze strzelby leżącej koło niego z wytartymi odciskami
palców...
[A] Dlatego właśnie wybrałbym szybką śmierć strzelając
sobie w głowę.
[A] Eksplozja we własnej głowie... nie... jedyne normalne wyjście
to zloty strzał. To niemal jak śmierć z rozkoszy...
[S] Anastazja, ty zawsze o tym samym. To już lepiej odkręcić
gaz, albo powiesić się...
[A] Troszkę drastyczny temat sobie wybraliście na dzisiejszy
wieczór. Ale jeśli o mnie chodzi to powieszenie jest dla mnie
"najwyraźniejsze".
[A] Historia po prostu. Wiem co masz na myśli, to niemal
tradycja. :)
PONIEDZIAŁEK, godz. 20:51
Adam z Anastazją siedzieli sami w jej pokoju, w jej mieszkaniu.
Alicja i Szymon załatwiali jeszcze jakieś sprawy na mieście.
Już od trzech godzin rozmawiali. Tak naprawdę; o śmierci, o
uczuciach, o kosmosie, o tym co Najważniejsze, o rzeczach
nierealnych i niepojętych, o Szczęściu, przyjaźni, miłości,
bólu, przeszłości, o istnieniu, i egzystowaniu, i życiu.
Czuli się wspaniale spełnieni. Czuli ile ta rozmowa im daje. Była
swoistym rachunkiem sumienia, wyrażeniem żalu za grzechy i
mocnym postanowieniem poprawy. Przez ten krótki czas...
Czas przestał dla nich istnieć. Widzieli w sobie uosobienie
wszystkiego co już nigdy nie będzie mogło się powtórzyć,
tego co zawsze przeciekało im przez palce. W ciągu tego ułamka
miliardowej części sekundy w dziejach wszechrzeczy zbliżyli się
do siebie niewyobrażalnie mocno. Uzyskali pewność rzeczy,
pozbyli się wszelkich resztek strachu. Ich dusze wypełniło
pragnienie piękna tym wspanialsze, że mogli je sycić będąc
ze sobą. I byli. Już zawsze. A w każdym razie do wtorku...
WTOREK, godz. Późna
Misterna gra świateł. Ostatnie promienie słońca wślizgujące
się przez żaluzje i załamujące się na szklanych dzwoneczkach
powoli obracanych przez delikatny powiew z uchylonego okna. Stał
pochylony i głęboko wdychał zapach powietrza. Deszcz przestał
padać, niebo było oczyszczone. Nabrało wreszcie barwy
nasyconej czerwieni po całych miesiącach szarości. Niebieskie
słońce już dawno zaszło, nie było nawet śladu fioletowych
łun na zachodzie. Anysz wiedział jak to się stało. Co się
stało.
"Samobójstwo."
Jeszcze raz spojrzał w okno.
"Już późno" Pomyślał. "Spóźnię się na
kolację. Nie mogę się spóźnić." Roześmiał się.
Wyszedł z mieszkania.
Nie zwrócił uwagi na kartkę, która leżała pod szafą. Ktoś
pospiesznie napisał na niej kilka zdań, jakby naprawdę nie
zostało mu na to dużo czasu.
"Klatka była tak długo zamknięta
aż wylągł się z niej ptak
Ptak tak długo milczał
aż klatka otwarła się
rdzewiejąc w ciszy
Cisza tak długo trwała
aż za czarnymi prętami
rozległ się śmiech"
KataszA
asztaka@gazeta.pl
Wykorzystany wiersz jest autorstwa Tadeusza Różewicza
Wybaczcie ponurą tematykę jeszcze ten raz. Dwa razy miałam do
czynienia z samobójstwami.
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|