|
Erite Ultores
Ze snu wyrwał go dźwięk telefonu. Postanowił go przeczekać.
Telefon był
jednak natarczywy. Przyłożył słuchawką do ucha:
-Poruczniku Bregg... chyba pana nie zbudziłem?
-Nie! Kto normalny śpi o trzeciej nad ranem? - ironizował
zaspanym
głosem - Mam nadzieję, że to coś ważnego
-Samobójstwo nastolatka... wygląda na dość nietypowe... proszę
przyjechać...- ktoś po drugiej stronie drutu odłożył słuchawkę
-Z kim ja pracuję, ten idiota nie dał mi adresu...
Znów telefon
-Sebastian Bregg, słucham.
-Ulica Wilhelma 11...
Ubrał się i wsiadł w czerwony samochód zaparkowany przed
domem. Jadąc
śpiącym miastem patrzył na neony sklepowe, przejeżdżał właśnie
przez
centrum
-Dlaczego tak nie może być w godzinach szczytu...
Wjeżdżając na ulicę Wilhelma zobaczył niebieskie i czerwone
światła.
Zaparkował przed domem z numerem 11. Był to piętrowy domek z
czerwonej
cegły. Na ganku stało kilku policjantów.
-Sebastian Bregg - pokazał służbową legitymację - zostałem
tutaj wezwany
Policjant otworzył drzwi i wskazał schody prowadzące na piętro.
Po
wejściu na piętro od razu ruszył w kierunku jedynych otwartych
drzwi.
Pośrodku pokoju leżało ciało szesnastolatka, cały dywan był
zakrwawiony.
Po pokoju chodził Simon i robił zdjęcia.
-Kiedy to się stało?
-Przed godziną dostaliśmy anonimowy telefon... kiedy
przyjechaliśmy
zobaczyliśmy jeszcze to- wskazał na ścianę pokrytą
czerwonymi napisami:
"Zmierzajcie ku nieśmiertelności" i "erite
ultores"
-Erite eltores? -podszedł do ciała chłopca -Jak się nazywał?
-Andy.
-Widziałeś tą ranę? - zapytał spoglądając na podłużne
nacięcie na prawym
nadgarstku
-Co w tym niezwykłego? Normalna rana samobójcza, zrobiona...
chyba nożem
-Znaleziono ten nóż?
-Nie
-Spójrz na to nacięcie, jedynie tętnica jest przebita. Tak
jakby liczył,
że ktoś go uratuje. W razie udanej reanimacji i transfuzji krwi
ścięgna
prawej dłoni pozostają nienaruszone.
-A skąd pan to wie?
-Stąd. - podwinął prawy rękaw i pokazał bliznę szerokości
jednego
centymetra.
-Jak do tego doszło?
-To nie pańska sprawa. Czy znaleziono coś jeszcze?
-Tak. W dłoni trzymał monetę. Wszystko oddałem do analizy.
-To po co mnie wezwaliście?
-Ale... nikt pana nie wzywał
Rozejrzał się po pokoju. Przeszukał wszystkie półki i
szuflady, podszedł
do biurka zauważył ziemię pod nim.
-Czy ktoś tu zaglądał?
-Nikt, wszystko zastaliśmy już takie.
Odsunął biurko i podniósł doniczkę która tam leżała.
Podnosząc ją
zauważył, że jedna z desek jest obluzowana. Sam ma w domu
podobną
kryjówkę. We wnęce znalazł oprawiony w skórę dziennik.
-Simonie! Zabezpiecz ten dziennik. Przyda się prowadzącemu śledztwo.
Ja
idę się wyspać. Dobranoc. -podał dziennik Simonowi i ruszył
w kierunku
drzwi.
Obudził go dźwięk budzika. Był jeszcze bardziej nachalny niż
nocny telefon. Uderzył go ręką ale budzik nie ustąpił,
zdenerwowany
wyciągnął wtyczkę z kontaktu. Wstał i założył szlafrok.
Nasypał świeżej
kawy do ekspresu i włączył radio: "... wczorajszej nocy
doszło do
tragedii, na ulicy Wilhelma, numer 11...", zrezygnowany włączył
odtwarzacz CD. Z głośników popłynęły rytmy bliżej mu
nieznanej grupy
rockowej. Znalazł tę płytę w mieszkaniu kiedy się
przeprowadził. Właśnie
zaparzyła się kawa. Z każdym łykiem czarnego naparu odchodził
sen. Kiedy
już całkiem pożegnał "piaskowego dziadka".
Ubrał
się i pojechał do
biura. Po drodze zatrzymał się przy stoisku z gazetami:
-Witaj Sam, poproszę Kurier.
-Już się robi. -gazeta odstraszyła go jednak nagłówkiem:
Nocne
samobójstwo
-Samie, masz jakąś gazetę w której NIE napisano o tym samobójcy
-Tylko sportowe - Pożegnał się ze sprzedawcą i ruszył w
kierunku
komisariatu. Jechał w ciszy bo na każdej stacji radiowej
prowadzono
dysputy na jeden temat. W pracy pojawił się punktualnie i bez słowa
usiadł przy swoim biurku. Przez piętnaście minut wpatrywał się
w ścianę
i kontemplował.
-Bregg! Rusz swoje cztery litery i przyłaź do mojego gabinetu.-
zagrzmiał komendant.
-Ale...
-Ale już.
Podniósł się ociężały, i ruszył w kierunku gabinetu
najwolniej jak
potrafił. Kiedy dotarł do celu, usadowił się w niewygodnym
fotelu.
-Jeżeli będziemy rozmawiać o moim awansie lub przeniesieniu
Haralda to
jestem za.
-Przydzielam ci sprawę Andy'ego Nowaka, byłeś na miejscu
zbrodni więc
jesteś zorientowany. Nie wiem jaki diabeł cię tam przygnał
ale może to i
dobrze.
-Tak jest.- wstał i wrócił do biurka aby kontynuować przerwaną
kontemplację ale był tam już raport potwierdzający jego słowa,
a także
owa tajemnicza moneta i dziennik. Z raportu dowiedział się, że
moneta
była pokryta jakimś tajemniczym środkiem chemicznym ale
pozostały tam
jedynie jego śladowe ilośći. Wyciągnął monetę z foliowego
opakowania i
zważył w dłoni, była to ciężka, srebrna moneta z napisami
erite ultores
na jej awersie i okręgiem na rewersie. Otworzył dziennik i zaczął
czytać:
"19.02.1998 r. Nazywam się Andy. Andy Nowak, dzisiaj miałem
niezwykłego gościa. Przedstawił się jako Śmierć. Powiedział,
że mogę
stać się nieśmiertelny, jego postawa budzi lęk. Pomimo tego,
iż
przyglądałem mu się dokładnie nie potrafię opisać jego
postaci.
Powiedział, że muszę być cierpliwy i czekać na niego. Od
tego dnia będę
prowadził pamiętnik."
Resztą strony był rysunek jakiejś ciemnej bryły, przypominający
ludzkie
ciało zamknięte w kokonie.
"24.03.1998 r. Pojawił się znowu. Zostawił mi monetę i
powiedział, że mój umysł nie umrze i dzięki niej mogę
widzieć rzeczy
których nikt inny nie zobaczy. Erite ultores, tak jest napisane
na
monecie.
26.03.1998 r. To okropne, ja widzę zmarłych którzy pozostali
na
Ziemi. Ich dusze wyglądają jak gnijące ciała. Oni chyba wiedzą,
że ich
widzę.
3.04. 1998 r. Dzisiaj przyszli do mnie do domu. Bałem się ale
nie można się przed nimi schować. Ta moneta ich przyciąga...
powinienem
ją wyrzucić ale chcę być nieśmiertelny.
4.04.1998 r. Wyrzuciłem monetę lecz rano znalazła się na
mojej
szafce nocnej, to jakaś klątwa..."
Tutaj przerwał przeglądanie dziennika, zauważył, że brakuje
kilku
kartek. Ostatni zapis był datowany na noc śmierci Andy'ego:
20.09.1998 r. Oni są wszędzie... boję się... jeden z nich
wygląda jak żywy. Chciał mnie zranić. Uciekłem ale i tak
mnie
znajdzie..."
Koniec dziennika. Na jego podstawie można by wywnioskować, że
Andy był
niezrównoważony. Jeszcze raz obejrzał monetę. Postanowił
obejrzeć
jeszcze raz pokój Andy'ego i przesłuchać sąsiadów. Aby uniknąć
korków
pojechał okrężną drogą. Znów wszedł na schody prowadzące
na piętro.
Otworzył drzwi pokoju i zobaczył... a raczej nie zobaczył
niczego. Pokój
wyglądał jak typowy pokój nastolatka. Na ścianach nie było
żadnych
napisów. Dywan był jak nowy, nawet obrys jego ciała wyparował.
Odsunął
biurko za którym znalazł dziennik. Jeszcze wczoraj obluzowana
deska ani
drgnęła. Pobiegł szybko do sąsiadów. Otworzył mu chłopiec
w wieku
Andy'ego
-Sebastian Bregg, jestem z policji. Widziałeś kogoś w
mieszkaniu obok?
-Tam nikt nie mieszka. Już od kilku lat.
-A Andy Nowak?
-Kto?
-Nieważne. Dzięki za informację...
Podszedł do budki telefonicznej, przyłożył słuchawkę do
ucha i wrzucił
do środka ćwierć dolara. Wybrał numer Simona.
-Simon?
-O co chodzi?
-Co się stał z mieszkaniem Andy'ego Nowaka?
-Z czyim mieszkaniem? Coś ci się poplątało...
-A chłopiec który wczoraj popełnił samobójstwo?
-Niemożliwe, przecież nic takiego się nie zdarzyło od roku...
-Przecież sam byłeś na miejscu, robiłeś zdjęcia !!!
-Jeżeli to jakiś żart to bardzo głupi, to nie jest śmieszne...
- odłożył
słuchawkę.
Rzucił słuchawkę i rozejrzał się dookoła. Ulica była zupełnie
pusta.
Wsiadł do samochodu i pojechał prosto na komisariat. Po drodze
zatrzymał
się przy stoisku z gazetami.
-Hej Sam!
-Przepraszam, ale nie znam pana.
-Ale... znamy się od dziesięciu lat, codziennie kupuję u
ciebie gazetę
-Widzę pana po raz pierwszy.
Ruszył bardzo szybko. Kiedy przyjechał pod komisariat zauważył
że na
jego miejscu parkingowym stoi inny samochód. Nie zważając na
nic
zaparkował obok i szybko wbiegł do budynku. Zatrzymał się
przy swoim
biurku które nie było już jego. Wszedł do gabinetu komendanta
i krzyknął
-Co się tutaj do jasnej cholery dzieje !!!
-Kim pan jest? Proszę się wynosić bo każę pana wyrzucić.
-Jestem Sebastian Bregg. Pracuję tutaj. Oto odznaka - sięgnął
po portfel
i otworzył go w miejscu gdzie powinna być odznaka. Zamiast niej
było tam
zdjęcie psa, którego nie posiadał.
-Żartowniś... Wyrzucić go!!! Natychmiast!!!
-Sam wyjdę
I wyszedł. Szedł na parking przedzierając się przez tłumy
ludzi.
Podszedł do samochodu i włożył klucz do zamka w drzwiach.
Zamek ani
drgnął. Rozejrzał się dookoła wierząc, że pomylił
samochody. Na parkingu
z ogromnego tłumu nie pozostał nikt. Poczuł, że ma coś ciepłego
i bardzo
ciężkiego w kieszeni. Wyjął to. To była moneta. Erite
Ultores. Świeciła
białym światłem które nie oślepiało. Zniknęły samochody i
budynki. Stał
na białym podłożu otoczony ciemnością. Moneta przestał świecić.
Teraz
była jedynie przezroczystym krążkiem kryształowym. Migotały
w nim
jedynie malutkie niebieskie światełka. Zacisnął pięści i
zaczął biec
przed siebie. Uderzenie i ból. Stracił przytomność...
"... dzisiaj pod budynkiem komisariatu ciężarówka zabiła
mężczyznę w
średnim wieku. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Świadkowie
mówią,
że wbiegł na ulicę tak jakby niczego nie widział..."
-Kolejna dusza. Jestem dobry.
-Ale mój numer z trupami był lepszy.
-Tamten chłopiec popełnił samobójstwo. To się nie liczy.
-Dobra. To jest... 463 do 443 dla mnie.
-Teraz moja kolej. Mam już cel. Tym razem dziewczyna. Już
podrzuciłem
jej monetę.
-Jakie iluzje tym razem zastosujesz?
-Jeszcze nie wiem...
Ciemna postać odwróciła się i wyszła z ciemnej sali. Drugi
osobnik wziął
monetę należąca do Sebastiana i włożył ją do wielkiego
kryształu. Ten
błysnął przez chwilę niebieskim światłem i zgasł.
-Jeszcze 494 istnienia i możemy wyruszyć w drogę powrotną.
Również wyszedł z sali i zamknął za sobą drzwi
Ijon Tichy
tichy-ijon@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|