|
Niewinni
A.D. 1690
- Imię?
- Jadwiga.
- Więc twierdzisz, że nie uprawiasz czarów?
- Nie mam nic wspólnego z ciemnymi mocami. Uwierzcie mi... proszę
na Boga!
- Nie wzywaj imienia.... Więc czyj jest ten oto czarny kot? Czyż
wy wiedźmy nie musicie mieć swoich chowańców, aby kontaktować
się z szatanem?
- To mój kot, ale czy to dziwne, że się posiada..... - to mówiąc
kobieta zaczyna łkać.
- Zamilcz!!! Ja ci pokażę chowańce!!! - sędzia chwyta kota i
z trzaskiem łamie mu kark po czym rzuca drgające jeszcze ciałko
niczego winnego zwierzątka pod nogi Jadzi.
Widok najlepszego i jedynego przyjaciela z przetrąconym kręgosłupem
złamał ją ostatecznie. Klęknęła na ziemi i schowała głowę
w dłoniach. Pranie mózgu, które starano się jej zrobić
odniosło zamierzony skutek. Pewnie jej świadomość była w
takim samym stanie jak jej brudne, wytarte ubogie ubranie zwykłej
wieśniaczki.
- A możesz przysiąc i na znak domniemanej niewinności pokropić
się wodą święconą?
- Tak. Mogę. Jestem Bogu ducha winna. Dajcie mi spokój. - wyjęczała
- Przysięgnij, lubieżnico!!!
Młoda kobieta, macza rękę w naczyniu z woda święconą i
wykonuje znak krzyża na swoim czole, po czym żegna się. Spogląda
oczyma zastraszonego psa na ławników. Po sali przewija się
pomruk niezadowolenia. Jakim prawem ta czarownica dała sobie radę
z artefaktem odpędzającym siły nieczyste. Musi widocznie
wielkie moce posiadać. Trzeba się jej pozbyć. Tylko jak
udowodnić w sposób niezbity to kim niewątpliwie jest. Główny
oskarżyciel, sędzia i ławnik zarazem, wpadł na pomysł.
Poddano ją próbie wody. Polegało to na tym, że zanurzono ją
w wodzie i jeśli ciało unosiło się na powierzchni, było to równoznaczne
z tym, że natura nie chce jej i ją odrzuca. Ostatnimi czasy
szerzy się plaga herezji. Trzeba ją należycie ukarać. Rozciąganie
kołem na stole nie jest tak efektowne, wieszanie nie robi
takiego wrażenia na ludziach. Grzechotka? Nie to zbyt okrutna
kara nawet jak dla tej siostry Złego. Stos??? Tak. Będzie
odpowiedni.
- Dobrze wiedziałem, że oskarżona jest niewinna. Z reguły
wszyscy poddawani mojemu sadowi są tacy jak
ona. Czy jestem człowiekiem, którego postępowanie nazwać można
moralnym? Nie, nie jestem. Nie próbuję nawet ukrywać, tego, że
jestem nikczemnikiem. Na oczach wielu ludzi skazałem na śmierć
setki istnień za wykroczenia, których nie dokonały. Wielu
wolnomyślicieli nauczyłem nigdy więcej nie myśleć. Tutaj ja
jestem bogiem. Oni są moimi wiernymi. Są zależni od moich
kaprysów. Jestem bogiem mściwym i okrutnym. Nikt jeszcze nie
umknął moim jadowitym jak cykuta słowom. Nie będę zasłaniał
się tym, że robię te wszystkie szopki zwane procesami po to by
zwalczać herezje i takie tam abstrakcyjne bzdury. Ani krzty
sprawiedliwości nie ma w tym sądzie, bo ja jego głową
mianowany zostałem. Dobrze wiem, że znajdzie się w końcu ktoś
kto i mnie oskarży, a wtedy to ja spłonę tak jak płomienie
dziś strawią ciało Jadwigi. Co kieruje bezlitosnym katem? Ja
powinienem wiedzieć to najlepiej. Co jest powodem tego, że
wyroki feruję takie a nie inne? Strach przed tym, że gdy obronię
kogoś zostanę posądzony o konszachty z nim. Po drugie: wielu
ze skazanych głosi tzw. herezje - tak to kościół zwie.
Ludzie nie są jeszcze gotowi na te wiadomości. Cóż w przyszłości,
ktoś odkryje to co dziś odkryli spaleni na stosie i zamykani w
żelaznych dziewicach. Wtedy to ten przyszły wynalazca przypisze
sobie dokonania tych skazanych przez mi podobnych. W królestwie
Niemców zabito 50 000 heretyków. We Włoszech 10 000. Polska
kraj tolerancji na swoim kącie ma dziś około 12 000. Nigdy
chyba jeszcze w dziejach, strach nie wyrządził tyle krzywd. Będę
się smażyć w piekle podczas gdy moje ofiary zaznają niebiańskiej
rozkoszy w glorii męczenników. W karierze sędziego, która
trwa 5 lat był tylko jeden przypadek prawdziwego opętania przez
złe duchy... żyje do dziś.
Jadwiga mieszkała samotnie na obrzeżu osady. Matka osierociła
ją zaraz po porodzie, ojciec zginął w jednym z zajazdów na
przyległe ziemie. Po rodzicach pozostała jej tylko stara chałupa
z przeciekającym dachem i nieszczelnymi drzwiami. Na klepisku pośrodku
jedynego pomieszczenia tego obskurnego budynku znajdowało się
palenisko, a nad nim wisiał kociołek, do którego nieraz nie było
czego wrzucić. Pomimo braku remontów i odnawiania izby widać
było, że mieszka tu osoba kochająca piękno. W zimie suszone
kwiaty zdobiły ściany, w lecie cięte róże i inne polne rośliny
dumnie sterczały z obitego glinianego wazoniku, wznosząc głowy
ku otworowi w dachu. Zaraz po wejściu w gościa nie uderzał smród
charakterystyczny dla większości domostw w tym rejonie,
nieznajomego witał miły zapach ziół: szałwi, mięty,
nagietku, dziurawca, rumianku... W jedynej komodzie trzymane było
ubranie niedzielne, a w malutkiej przegrodzie znajdowało się
zawiniątko z zasuszonymi cudami natury.
Mówiono, że jest samotna, lecz to nie była do końca prawda.
Miała jednego przyjaciela i członka swojego ogniska domowego.
Był nim kot. Któregoś jesiennego wieczoru przybłąkał się
pod jej strzechę. W przeciwieństwie do ludzi zawsze miał dla
niej czas, choć chadzał własnymi ścieżkami. Rozmawiała z
nim przez długie godziny. Jego mądre ślepia wydawały się mówić:
"Tak rozumiem Cię... w porządku, masz rację." Jego wzrok
był przenikliwy. Gdy coś jej dokuczało, on wiedział pierwszy.
Pocieszał ją wtedy ocierając się o jej nogi. Trącał jej rękę
głową. Mruczał niezrozumiałe historie wprost do jej ucha.
Nie nadała mu imienia, bo wiedziała, że on sam ma jakoweś a
nie chciała go zwać nie jego mianem. Zwracała się do niego po
prostu przez "Ty".
- Wiesz miałam dziś sen. Piękny sen. Ludzie nie chorowali. A
co najważniejsze wiem z tego marzenia, że
wszyscy jesteśmy tacy sami, że jesteśmy równi. Królowie, książęta,
panowie wcale nie mają błękitnej krwi jak uparcie twierdza. Myślą
tak samo jak my. Mogą również umrzeć na te same choroby co my.
Wszystko jest jakoś poukładane, wszystko ma sens. Takie
stwierdzenie, że ziemia jest płaska niczym talerz. A kto to
udowodnił? Może nasza planeta ma inny zupełnie kształt, na
przykład kostki czy nawet kuli? Wiesz słyszałam o naukowcach,
którzy przez jakieś specjalne przyrządy spoglądają w niebo i
dostrzegają inne planety, takie jak nasza. I one wcale nie są płaskie.
Więc, dlaczego nasza Ziemia musi być inna? Bóg. To On poukładał
to wszystko i wątpię w to, że Ziemię wyróżnił jakimś
innym kształtem. A jeśli o Niego chodzi. Zastanawiałeś się
nad tym czy inni ludzie nie znający chrześcijaństwa też pójdą
do nieba? Choć jestem prostą wieśniaczką to mam przeczucie,
że nie ważne jest czy wierzysz w Boga, Allacha czy jakieś inne
egzotyczne bóstwa. Grunt to dobrym być dla innych i dla siebie.
To chyba wystarczy. To nie ma chyba znaczenia jak zwiesz swojego
boga? Ciekawe jaki On jest naprawdę. Nie wątpię w jedno On
jest tylko jeden i wiele ma imion. Pod różnymi postaciami go
postrzegano w różnych częściach świata. To jest chyba
kwestia kultury jaka panuje na danym obszarze. Jak myślisz?
- No, no, patrzcie jawnogrzesznica gada z kotem i bluźni na
dodatek. Sąd się o tym dowie! No... chyba, że mi się oddasz...
- Jak długo tu jesteś, kto ci pozwolił wejść?
- Wystarczająco długo. Sam wszedłem ot co!
- Wyjdź! Bezbożniku!!!
- Jeszcze zobaczysz heretyczko! - chłop z sąsiedztwa wybiegł z
domostwa z okrzykiem: Czarownica!!!
Grey Wolf vel Royal Gryffin
phantazm@interia.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|