No One But You
by Darklich
Kiedy pięć lat temu usłyszałem o nowej piosence Queen to przynam, że byłem zaskoczony. Początkowo myślałem, że odkopano jakiś niepublikowany lub nieznany utwór z dawnych lat, jednak już wkrótce okazało się, że jest to zupełnie nowa piosenka. Bez Freddiego... Co można było odczytać różnie, bo ja, w przeciwieństwie do wielu, miałem wątpliwości, czy Queen bez Freddiego ma prawo do tej nazwy. Kiedy jednak usłyszałem "No One But You (Only the Good Die Young)" na liście przebojów programu trzeciego, szybko wiedziałem że to jest to. Właściwie można by porównać ten utwór do "All Those Years Ago" nagranego przez Paula Mc Carteny'a, George'a Harrisona i Ringo Starr'a po śmierci Johna Lennona, choć, rzecz jasna, muzycznie oba te utwory nie mają ze sobą wiele wspólnego. Oba natomiast są hołdami oddanymi zmarłym przyjaciołom. I oba nawiązują do najlepszych lat w dziejach zespołów. "No One But You" ma bowiem wszystko, co miały piosenki Queen. Charakterystyczny fortepian, ognista gitara, patos, melodię i coś, co ktoś nazwał queenowaniem, a co chyba jasno wyraża to o co mi chodzi. Brakuje chyba tylko jakiegoś mrugnięcia okiem i odrobiny szaleństwa, ale chyba w takim utworze te typowe przecież elementy stylu Queen mogły by się nie sprawdzić. No i jeszcze tekst, o którym ciężko pisać, który trzeba po prostu usłyszeć, przeczytać i zrozumieć. I pomyśleć. Po prostu majstersztyk. Chyba idealne zakończenie historii pt "Queen". Choć dla wielu to wciąż historia niedopowiedziana...
Darklich