News Of The World
by Chrapek
HEJ! Przyszło mi, więc (po krótkiej przerwie) recenzować kolejną płytę naszej Wspaniałej, Ulubionej Grupy:)! Kolejnym Wspaniały, Niepowtarzalnym, i Niedościgłym albumem jest.... News Of The World!
Zastanawialiście się skąd ta nazwa? Pewnie nie. Otóż członkowie Queen wpadli na pomysł, gdy czytali kolejny nowy numer pewnej angielskiej gazety o nazwie..."News Of The World"!, czyli po prostu "Nowości Świata". Właściwie to nic nie wiem o kulisach powstawania "Nowości Świata". Wiemy jednak jedno. Są tam prawdziwe przeboje, jest "We Are The Champions", jest "We Will Rock You", jest kolejna złota płyta. Adam Małysz jest mistrzem w ciągnięciu, a Queen w tworzeniu przebojów jak by to powiedział sam Włodek Szaranowicz. No, ale czas przejeść do sedna:
Utwór otwiera jedna z najbardziej znanych utworów na świecie. Chyba najbardziej ze wszystkich utworów Queen. Nawet jak byście spytali menela spod budki z piwem będzie go znał. Mowa oczywiście o "We Will Rock You". Właściwie mógłbym go nie opisywać, ale zrobię to z mojego redaktorskiego obowiązku:). Głównym sednem utworu jest perkusja. Rytmicznie uderzająca na dwie ósemki i ćwierćnutę. Czyli dwie krótsze, jedna dłuższa:). Potem wchodzi Freddie, z wokalem (zauważcie, że w piosence jest całkiem fajny tekst- zapraszam do działu tłumaczenia, który przeszedł pod skrzydełka Mumina - jeśli takowy ma skrzydełka:)) i oczywiście śpiewa. Melodia jest bardzo prosta, właściwie są to połączone ze sobą sekundy (sekunda - dwa dźwięki, dwa półtony). Pasuje to jednak do piosenki. Podczas refrenu wszyscy śpiewają go w chórku, słyszy się tam tyle osób, że mam nieodparte wrażenie, że musieli miksować, i nakładać ścieżki. Na koniec mamy świetne zakończenie gitarą, typowo rockowe, choć może mniej Queenowe :). Ale ogólnie cały utwór jest mało Queenowy - fajny ale jakiś taki... uproszczony. Taki dla szarego widza, pochłaniacza telewizji, który nie chce słuchać lepszej muzyki, prócz disco polo. Czyżby to było uderzenie w ówczesny odpowiednik tamtego rynku ? Chyba się już nie dowiemy. Jak dla mnie to nie to. To nie Queen. (To może być dla niektórych szok). To będzie 8/10.
Następny tytuł jest chyba mniej znany szerokiej publiczności (trudniej jest go im powtórzyć), ale co tu dużo mówić - również bardzo rozpowszechniony. Tutaj chciałbym żebyście zwrócili uwagę na tekst. Tu nie ma żadnej mowy o zwycięstwie, a już broń Boże o piłce nożnej, czy koszu. Dla kiboli ważny jest refren z "We are the champions, of the world". Dla nas ważny jest cały tekst. Ja odebrałem to w ten sposób - facet opowiada swoją historię, po czym refren brzmi raczej jak "Ja wam jeszcze pokaże!', niż jako deklaracja. Trochę zmienia to druga zwrotka, ale nie mogłem zatrzeć wrażenia. Przyjrzyjcie się najpierw wersji angielskiej, potem sięgnijcie po tłumaczenie (ja tu musiałem tłumaczyć pod karną ręką starszego brata (jak inne piosenki Queen :) - niepowodzenie kończyło się siniakiem :). Sposób może brutalny ale skuteczny - całkiem dobrze umiem mówić po angielsku i jeszcze przy okazji znam na pamięć kilka piosenek Queen :). Nie ma to jak braterska miłość :) Pozdrowionka dla brata. (Oklaski, oklaski :)). Wracając do piosenki - jest bardziej skomplikowana od "We Will Rock You". Posiada zmiany napięcia, zmienia się tempo, muzyka też często zmienia tonację. Przez długi czas Fred śpiewa sam, grając sobie na fortepianie, sekwencje akordowe. Potem, dopiero w refrenie dochodzi i chór, i inne instrumenty. Cóż powiedzieć. Przebój, Queenowy, ambitny, ale nic w porównaniu z "Boh Rhap" czy "Prophet Song". Jak dla mnie 9, no może 9+.
Następny utwór, budzi u mnie wiele kontrowersji. "Sheer Heart Attack" przez wiele czasu mnie odstraszało. Było dla mnie hałasem kakofonią niepotrzebnych dźwięków, i idiotycznego śpiewu. Na szczęście jadąc na wycieczkę pomyliłem kasety i zamiast "Innuendo" wziąłem właśnie "News Of The World". Z początku byłem w szoku, ale jak się jedzie 3 godziny, to się zaciska zęby i włącza PLAY na magnetofonie. No i zasłuchałem i poczułem, że ten utwór wcale nie jest taki zły. Wręcz przeciwnie zaczął mi się podobać. "Sheer Heart Attack" jest swoistym ukłonem w stronę dwóch pierwszych albumów. Można w nim odkryć wiele podobieństw, do chociażby "Son & Doughter". Ale jest zupełnie inny. To jest ewolucja dwóch pierwszych albumów. Gdy się go słucha ma się wrażenie, że jest to piosenka metalowa. Fred śpiewa, a towarzyszy mu ciężki rock. Tym razem ciężka gitara, i ciągłe walenie w perkusję. Gdy się w to wsłuchamy, poczujemy rytm, który naprawdę może się spodobać. Fajne jest, że głos Freddiego wydaje się dużo młodszy niż w innych piosenkach z tych czasów. I do tego jeszcze lekki efekt wgłębienia i echa. Mniut:)! Jak dla mnie 9/10.
"All Dead, All Dead" - to tym razem typowa, Queenowa balladka, w której dla odmiany śpiewa Brian. Chłopięcy głos Briana, i towarzyszący fortepian, powodują, że mam nieodparte wrażenie, takiego przedszkola z dawnych czasów, gdzie dzieciak śpiewał, a starsza pani grała na fortepianie. Tym razem nie starszej pani, a całkiem młody facet. Pewne ubytki wokalne w piosence są wypełniane przez Freddiego śpiewającego "oooooooh". Sporadycznie odzywa się perkusja. W jednym momencie wchodzi także gitara elektryczna (tym razem jeden z tych lekkich modeli, w brzmieniu przypominających trochę bzyczenie komara :)). Ogólnie, więc utwór dosyć fajny, ale może trochę zbyt statyczny jak na tą płytę (?). Jak dla mnie 8+/10
Teraz piosenka która przez dłuższy czas była moim numero uno :). "Spread Your Wings"! "Rozłóż Swe Skrzydła"! Queen często dosyć stosowali to zawołanie w swych piosenkach. Zaczyna się niepozornie od dwóch powtarzanych dźwięków na pianinie (fortepianie ?) .Przez krótki czas Fred śpiewa sam, potem dochodzi reszta instrumentów. W pewnym momencie piosenka ma bardzo dziwny melodramatyczny, i taki filmowy charakter. Szczerze mówiąc to jest doskonały podkład pod film. Jak zamknę oczy widzę już to o czym śpiewa Fred. A swoją drogą znowu zachęcam Was żebyście spojrzeli w tekst. Bo jest śmiesznawy. (...) - wyciąłem bo postanowiłem nie ujawniać. Miejcie też trochę zabawy i zaskoczenia, przy czytaniu pokręconych tekstów Fredka. Mam do tej piosenki sentyment, poza tym jest naprawdę fajna więc 9+/10 ' and spread your little wings :)!
Piosenka kolejna "Fight From The Inside", jest chyba jedną z najlepszych na albumie. "Fight From The Iside", prezentuje więcej niż tamte przeboje. Piosenka jest mocno rockowa, cały czas towarzyszy jej kilka gitar elektrycznych, oraz perkusja, której Roger wcale nie oszczędza. Słychać też ciężko pracującego Johna, na swej gitarze basowej. Szkoda trochę, że śpiewa Roger a nie Freddie, ale stanął na wysokości i zaśpiewał całkiem dobrze - utwór nabrał trochę innego, ostrzejszego klimatu. Jak dla mnie - fajna odmiana i warto posłuchać. 9/10!
Następny utwór zaczyna się fajnie i niespotykanie - od gitary basowej, grającej kilka dźwięków, potem jest gwizd gitary elektrycznej, perkusja - kilka uderzeń i wchodzi Fred. Piosenka jest bardzo fajna, lecz wygląda tak jak by była improwizowana. Przez pierwsze kilka sekund. Potem wchodzi gitara, a zresztą wchodzi cały ten śmietnik:). Po czym wszystko znowu cichnie, i słychać pianino. I Freda. Oraz chórek -"Get down....... Make Love.....Get down...."Chórek złożony jest naturalnie z Freddiego. Ciekawa piosenka - lekki powrót w stronie kombinowania, pojawiają się różniaste komputerowe przetworzenia dźwięku, echa, nakładki, czy kompletne zmiany. Nie znam po prostu nazw. Jednak ta dziwność nie wpływa do końca na plus piosenki. Żeby przez cały czas był ten śmietnik :), ocena byłaby wyższa. A tak - 8+/10.
Teraz czas na......."Sleeping On The Sidewalk". Wspaniała lekko jazzowa piosenka. Zaczyna się właśnie od takiej jazzowej zagrywki na gitarze elektrycznej, a potem śpiewa Brian z podkładem. Z wyraźnym basem, i perkusją jak przystało na jazz. Tekst jest po prostu świetny, po prostu najlepszy na tej płycie. Jest trochę śmieszny trochę poważny, ale każdy odkryje w niej swój morał. I niekoniecznie będzie to ckliwy morał. Brian doskonale radzi sobie w roli wokalisty, słychać doskonale Johna, który jeździ tam gamkami w górę i w dół, i tak w kółko. Perkusja, ciągle rytmicznie wybija rytm, i na końcu wszyscy kończą w charakterystyczny jazzowy sposób na półtonie. To trzeba usłyszeć. Niniejszym po raz pierwszy i ostatni nadaje jedynemu utworowi na płycie ocenę 10/10! Więcej nie będzie.
Kolejna świetna piosenka - "Who Needs You". Ma dziwny taki hawajski charakter - Freddiemu towarzyszą marakasy, na których zresztą on sam gra, John i Brian, grają na gitarach akustycznych, co nadaje piosence prawdziwy egzotyczny charakter. Podoba mi się kawałek w którym Freddie, nagle ni z tego ni z owego wcina się w wstawkę gitary akustycznej mówiąc :"I like it, i like it !" No jasne! Mnie też się podoba:)! Tradycyjnie, zwracam waszą uwagę na tekst. Też jest całkiem fajny. Piosenka bardzo dobra 9+/10. (Do 10 troszkę zabrakło).
"It's Late". Najbardziej typowy Queenowy utwór, jaki można sobie wyobrazić - mówił Brian. I trzeba się z nim zgodzić. Jest prawdziwie Queenowy i trzyma poziom. Zaczyna się od wstępu gitary elektrycznej, potem przez całą zwrotkę śpiewa Fred z gitarą elektryczną, dopiero w refrenie wchodzą wszyscy oraz chórek śpiewający "It's Late!". Wszystko jest bardzo przekonywujące, i wygląda jak kolejny pastisz kolejnej z oper. Ogólnie mało jest piosenek, w których chór "rozmawia" z wokalistą. "It's Late" jest jedną z tych "innych". Jest oryginalna mimo wszystko. Ja jej z czystym sumieniem wystawiam 9/10
I ostatnia. "My Melancholy Blues" to chyba niestety najsłabsza pozycja na płycie, co jednak jej wcale nie skreśla, wręcz przeciwnie warto jej poświęcić kilka chwil. Śpiewa Fred i akompaniuje sobie fortepianem. Cicho towarzyszy mu Roger wybijając rytm na talerzach. Piosenka ma typowo bluesowy charakter, może, dlatego mi nie przypadła do gustu. Ale jeśli ktoś jest otwarty na ten kierunek - spodoba mu się! Bo jest dobra, nie mówiłem, że zła. Mówiłem, że nie ma takiej iskry, jak chociażby dwie poprzednie. Nie słychać tu Queenowania, lecz ładne, i przyjemne granie. Taka muzyka relaksacyjna, ale nie rockowa. No cóż 8/10.
Ogólnie jak widzicie stałem się trochę surowszy. Nie szastam 10 żeby się nie zdewaluowały, nie wbijam zbyt niskich 7, i 6.
Album jest bardzo dobry jednak, dostał ode mnie tylko jedną 10. Może staję się zbyt wymagający - z chęcią poczytam Wasze opinię.
A teraz czas podsumować:
We Will Rock You - 8/10
We Are The Champions - 9+/10
Sheer Heart Attack - 9/10
All Dead, All Dead - 8+/10
Spread Your Wings - 9+/10
Fight From The Inside - 9/10
Get Down, Make Love - 8+/10
Sleeping On The Sidewalk - 10/10
Who Needs You - 9+/10
It's Late - 9/10
My Melancholy Blues - 8/10
PODSUMOWUJĄC: Kolejny świetny album, z wieloma znanymi do dziś przebojami - kawał dobrej muzyki.
GOD SAVE THE QUEEN Q:)
CHRAPEK
P.S. Po namyśle - chyba byłem jednak zbyt surowy - (jeśli tego nie lubicie) do każdej piosenki możecie sobie dopisać +.
P.S. Termin Queenowanie zapożyczyłem od niejakiego Darklich'a którego recki ukażemy w następnych odsłonach. [albo już teraz :) - Mumin]