Album otwiera cosik takie dziwne "coś", a by przejść pięknie na świetny rockowy utwór "Tie Your Mother Down", bardzo imprezowy. Kolejny to wspaniała kompozycja Freddie'go - przyjemna, smutna ballada grana w całości na pianinie (genialny motyw). Dalej mamy taki zwykły utwór, ni w pięć ni w dziewięć. Ale w sumie przyjemnie się słucha, rockowo-poprawny. Następny to najlepszy utwór z płyty - świetny walczyk, który jest genialnie prowadzony przez akompaniament Freddie'go po prawdziwe rockowe granie. Kolejny utwór to bardzo wesoła kompozycja Deacon'a, świetnie się słucha. Utwór przypomina mi zeszłe wakacje. Później mamy hicior "Somebody To Love", hard rockową "czkawkę" po "The Phrophet's Song" i świetny, typowy utwór o pewnym staroświeckim chłopaku. Uwagę należy zwrócić na utór dziewiąty, bardzo dobrze można się przy nim zrelaksować. W tle przygrywa świetny, taki zjazdowy motyw May'a. Ostatnim utworem jest "Teo Torriate", z refrenem śpiewanym po japońsku. Jak dla mnie zbyt komercyjne i oczywiste, ale ładne rockowe granie.
A więc "łot mor ken Aj sej", płyta jest cholernie zróżnicowana i nierówna, każdy utwór jest inny, przy czym raczej zgrabnie łączy się to w jedną całość. Ze względu na ilość hitów stawiam 8.
PIOSENKI: