| Relacja z koncertu Paula DiAnno - 9 kwiecień 2003 | |
The LasT Child |
Pierwszy wokalista legendarnej grupy Iron Maiden
zjawił się w kwietniu w Polsce na dwóch koncertach. Pierwszy miał
miejsce 9 kwietnia w warszawskiej Proximie, a drugiego dnia zjawił się w
sali TVP w Krakowie. Ja miałem przyjemność być na pierwszym z tych
występów. Na miejsce koncertu zjawiłem się około godziny 17.20. Przed
drzwiami wejściowymi była już mała grupa fanów heavy metalu. Godzinę
później możnabyło już wejść do środka. Klub Proxima okazał się
nie za dużym lokalem. Bałem się, że podczas występu może być dosyć
ciasno i duszno. Przed Paul'em na scenę wyszedł polski zespoł
Corruption. Sandomierzanie zagrali kilka utworów, zarówno ze starych płyt
jak i z następcy Pussyworld. Występ ich nie zrobił na publice dużego
wrażenia. Jedynie aplauz można było dostrzec gdy wokalista Darth Pusser
zdjął bluzę pod którą miał koszulke z logo Iron Maiden. Ja to
zachowanie odbrałem bardziej jako pójście pod publiczkę, niż oddanie
hołdu (wiekszość fanów ze mną nie zgadzała, tak jak w późniejszych
wymianach opini wokalista Corruption). Drugim momentem było zagranie
metalowego klasyku - Paranoid z repertuaru Black Sabbath. Następnie zepsół
udał się do garderoby i rozpoczeło się oczekiwanie. Wreszcie w pewnym momencie zgasły światła, z taśmy
poleciało intro z płyty Nomad, a za chwilę wyszedł nowrweski zespół
Paul'a. Muzycy zaczeli od Transylvanii. Już wtedy czuło się w powietrzu
cudowną atmosferę. Potem na scenie pojawił się Paul DiAnno i zaraz
mogliśmy usłyszeć pierwszą piosenkę legendę - Wrathchild. Szczerze mówiąc
miałem problemy na początku z rozpoznaniem tego utworu, gdyż akustyka w
Proximie pozostawiała sporo do życzenia. Takiego początku nie spodziewał
sę chyba nikt! Publika szalała, Paul też. W powietrzu unosił się
cudowny feeling. Chwilę potem zespoł zagrał dwie piosenki z solowych
zespołów DiAnno. Jednak nie zmieniło to atmosfery panującej w klubie
jak z jednym z późniejszych wywiadów przyznał Paul. Utwory mijały
bardo szybko zabawa była bardzo dobra. Między utworami Paul rzucał
trochę mięsem na Steve'a Harrisa i Iron Maiden, ale to już świadczy o
nim samym. W końcu usłyszeliśmy Phantom Of The Opera i zespoł zszedł
ze sceny. Za chwilę jednak wrócili norwegowie, którzy zagrali Genghis
Khana, a później poleciał Running Free. Chyba nie trudno sobie wyobrazić
co wtedy się działo na koncercie. Momentami publika zagłuszała zespół!
Niestety po tym utworze wydawało się, że panowie pożegnali się z nami
na stałe. Jednak nadzieje dał techniczny zespołu, który pokazał, żeby
jeszcze trochę pokrzyczeć i zaraz na drugim bisie (niezaplanowanym!!!)
pojawił się zespół. Sanctuary, bo tą piosenkę wybrał zespół został
ciepło przyjęty (zakładam, że każda piosenkę Ironów spotkał by
taki los). I potym utworze nastąpił definitywny koniec. Grupa zeszła ze
sceny. Niektórzy jeszcze coś pokrzykiwali. |