Czy ja zdziadziałem?

     

   Czy ja zdziadziałem? Takie oto przewrotne pytanie zadaje sobie co miesiąc po przeczytaniu KM i staje się ono powoli moją malutką obsesją. Czy jestem już na tyle stary, że nie bawią mnie bezsensowne wojenki między zwolennikami jednego gatunku muzycznego a zwolennikami innego? Bezsensowne wojenki o wyższości jednego zespołu nad innym? Wreszcie bezsensowne, wtórne, nie wiem już po raz  który poruszane tematy rzekomej komercyjności co poniektórych kapel metalowych? Nie bójcie się jednak – nie zamierzam powtarzać w kółko tych samych schematów i poruszać kolejny oklepany temat. Postaram się jednak wrzucić swoje marne 3 grosze do worka pełnego spraw, które mnie osobiście bardzo denerwują i sprawiają, że zaczynam wierzyć, iż w każdym stereotypie, podobnie jak bajce, jest ziarnko prawdy.

     Największym moim zdaniem problemem KM jest wtórność. Bardzo mało jest artykułów poruszających jakiś naprawdę ciekawy temat, artykułów prawdziwie nowatorskich. Czy Wy również jak ja macie dość ciągłego czytania o tym, że Korn, Linkin Park itp. to komercja? Non stop ten temat przewija się na łamach i prawdę mówiąc nie widzę sensu publikacji takich artów. Przykład? Choćby tekst z KM 30 o Kornie, który popełniła jakaś niewiasta. Ani to ciekawe, ani to nowatorskie, ani to porządnie napisane. Komu chce się czytać po raz setny to samo? Choć to może ostre słowa to na przykładzie KM możemy doświadczyć tej sławnej pauperyzacji społeczeństwa, o której się ostatnio tak dużo mówi. Pauperyzacji dla mnie przede wszystkim mentalnej, nie zaś materialnej. Trudno doprawdy wyrobić sobie jakieś pozytywne zdanie o ludziach słuchających niekomercyjnej i ambitnej muzyki opierając się li tylko na artykułach zamieszczonych w KM. Bo co my tu mamy? Ciągłe obrzucanie się błotem i nietolerancje. Pisanie o rzeczach, o których nie ma się zielonego pojęcia. Chęć narzucenia wszystkim swojej woli i gustu. Bardzo rozbawił mnie art. w którym osobnik pewien z odczuwalną wyższością pisał o człowieku, który na plecaku nosi naszywki zarówno Vadera jak i Slipknot. Właśnie ów fakt słuchania tak odmiennych muzycznie kapel wzbudził śmiech. A ja się pytam w tym momencie – co jest złego w słuchaniu i Vadera i Slipknota? Co jest złego w słuchaniu i Vadera i The 69 Eyes? Czy ktoś ci dał prawo to oceniać? Czy to, że człowiek pozostaje otwarty na inne gatunki i że nieustannie poszerza swoje horyzonty to coś złego? Nie od dziś wiadomo, że im człowiek bardziej prymitywny i mało inteligentny tym mniej tolerancyjny. Każdy psycholog i socjolog Wam to powie. Widać to wszystko w KM, który pełen jest domorosłych dyktatorów gotowych wszystkim narzucać „jedyną słuszną drogę”. Tutaj swoistym faux – pas jest przyznanie się do tego, że słucha się różnych gatunków muzycznych. U mnie na roku na przykład, kiedy rozmawiam z przyjaciółmi o muzie, faux – pas jest raczej zmieszanie kogoś z błotem za to, jakiej muzyki słucha, niezależnie czy jest to metal, hip hop czy jazz. Widać jak na dłoni różnice poziomów intelektualnych. Środowisko intelektualne, jakim niewątpliwie jest uczelnia kontrastuje tutaj z ludźmi, którzy nie mogą znieść, że ktoś ma odmienny gust.

  Temat komercji, choć wydawać się może ciekawym i „pojemnym” tak naprawdę jest gadaniem o niczym. Zacząć trzeba od stwierdzenia, co to jest komercja. We wszystkich praktycznie artach w KM komercja mylona jest z popularnością, a stwierdzić trzeba głośno i wyraźnie, że są to dwie, zupełnie inne rzeczy. Komercja to robienie czegoś ( w naszym wypadku granie muzyki) podyktowane li tylko potrzebami rynku. To nie tworzenie czegoś, a produkowanie. Produkowanie na masową skalę, by zadowolić masowego odbiorcę. Komercja to robienie czegoś wbrew własnym przekonaniom, po to tylko, aby osiągnąć korzyści materialne, a nie duchowe. Dlatego śmiać mi się chcę zawsze, kiedy czytam o komercji takich zespołów jak Vader, Behemoth, Cradle of Filth czy Dimmu Borgir. Nazywanie ich komercyjnymi jest po prostu czystą bzdurą i przejawem ignorancji sięgającej samego dna. Problem nie dotyczy niestety tylko zespołów, które wymieniłem. Ostatnio bardzo modne stało się obrzucanie błotem wszystkich możliwych kapel. Logicznie rzecz biorąc i używając swojego mózgu można dojść do oczywistego wniosku – nie ma w takim gadaniu ani krzty prawdy. Weźmy na przykład Behemoth czy Cradle of filth – oba te zespoły są ucieleśnieniem maksymy per aspera ad astra. Przez lata ciężko harowały na swoją obecną popularność, żeby teraz być zbluzganymi przez domorosłych, siedemnastoletnich krytyków znających się oczywiście najlepiej na muzyce. Media różnego rodzaju jak zapewne wiecie zupełnie odwróciły się od muzyki metalowej. Powstaje, zatem chora sytuacja, – jeśli jakiś zespół odniesie sukces, sprzeda dużą jak na ten gatunek muzyki ilość płyt to zaraz odsądzany jest od czci i wiary i wmawia mu się komercjalizacje. Mogę się tylko złapać za głowę i zastanawiać jak ludzie mogą być tak głupi? Czy Behemoth lub Vader zmieniło swój styl muzyczny pod wpływem rynku? Czy Cradle of Filth lub Dimmu Borgir zmieniło swój styl muzyczny pod wpływem rynku? Nie, nie i jeszcze raz nie! Oni po prostu grają nieprzerwanie od lat swoją muzykę, a rzesze siedemnastoletnich specjalistów zarzuca im komercyjność. Czy Vader gości na okładce Bravo? Czy Cradle of Filth leci w godzinach porannych na MTV? Czy wywiady z Nergalem zamieszcza „Pani Domu”? Odpowiedz na te pytania jest oczywista. Sarah Jezebel Deva doskonale skomentowała ową sytuacje – „Nie uważam, by CoF był komercyjny. Nie widzisz ich przecież w dziecinnych stacjach TV a ich muzyki nie usłyszysz w popowych radiach! Nie mogłabym powiedzieć tak o wielu zespołach. Komercja jest terminem używanym przez dzieci, które myślą, że są zbyt cool i zbyt złe aby słuchać zespołu, który sprzedał więcej niż tysiąc płyt.” Choć wypowiedź ta dotyczy tylko CoF sądzę, że można ją odnieść i do innych zespołów. Czy CoF lub Vader zakłada organizacje pseudosatanistyczną i podpala kościoły? Czy ktoś z Vader morduje kolegę z zespołu nożem? Czy na skutek tych wydarzeń w każdej gazecie i programie telewizyjnym zaczyna się mówić o tym i w związku z tym kolosalnie wzrasta sprzedaż płyty zatytułowanej np. „De Mysteriis Dom Sathanas” Oczywiście, że nie! Aluzja oczywiście jak najbardziej zamierzona, choć przyznać muszę, że sam lubię Mayhem. Tylko, że Mayhem wydaje ostatnio płyty z jakąś techniawą i tytułuje ja „Grand Declaration of War”…Zaiste dziwne to zachowanie zważywszy na to, że elektronika jest teraz bardzo popularna…A taki zaśliniony nekro grim pagan true pseudosatanista z wielkim podnieceniem czyta potem grafomańskie teksty owego zespołu, albo szczytuje dowiadując się ile to kościołów nie zostało spalonych. Swoją drogą takie podpalanie kościołów ma tyle wspólnego z prawdziwym satanizmem, co Sienkiewicz z fantastyką, ale niejeden raz się przekonałem, że bardzo dużo ludzi słuchających metalu to niestety ludzie bardzo prymitywni i ubodzy intelektualnie, którym imponuje takie zachowanie. Pozostaje tylko zacytować Horacego – „Odi profanum vulgos et arceo”…

   Będąc kiedyś na jednym z czatów prowadziłem rozmowę z człowiekiem, który tytułował się właśnie wielkim satanistą. Zapytał mnie w pewnym momencie, czego teraz słucham. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że leci teraz u mnie Myrkskog, a kiedy skończy się płyta, zapodam sobie najnowszy album Nasum. I właśnie w tym momencie dowiedziałem się, że oba te zespoły to komercja…Nie pozostało mi nic innego jak przerwać rozmowę wobec tak wielkiej głupoty mojego rozmówcy. Nasum to komercja? Ludzie, gdzie tu logika pytam się?? Jak grindowy zespół może być komercyjny???? Komercyjny zespół to Sweet Noise, który ewidentnie sprzedał się nagrywając taką płytę jak „Czas ludzi cienia”. Glaca w wywiadzie podkreślił, że „było to takie być albo nie być dla zespołu, podyktowane li tylko potrzebami rynku”. I to jest właśnie komercja!!! Nie Dimmu Borgir, nie Vader, nie Cradle of Filth i nie Nasum!!!!! Problem tych zespołów polega na tym, że to nie one wkroczyły w mainstream, tylko mainstream znalazł ich. Tak samo było ze Stephenem Kingiem, że użyje takiego literackiego przykładu. Robił swoje przez lata i dopiero po jakimś czasie został zauważony przez ludzi. Czy to coś złego, że zespół gra taka samą muzykę przez lata i, że ta muzyka zaczyna się podobać ludziom? Oczywiście, że nie!

    Środowisko metalowe jest jednak bardzo hermetyczne. Każdy, kto nie wyznaje podobnych poglądów jak cała reszta (i nie ma znaczenia czy są debilne czy nie), okrzyknięty zostanie zaraz pozerem. Mało jest niestety jednostek, które potrafią się wyłamać z tego błędnego koła i które potrafią zachować własną twarz wyznając własne poglądy. Przymus środowiska to rzeczywiście diabelna rzecz. Tylko trzeba zadać sobie pytanie – czy stracić resztki indywidualizmu w imię przynależności do jakiejś subkultury? Czy to, że ktoś słucha metalu musi automatycznie oznaczać, że jest satanistą ( to wszak umowna nazwa, bo naprawdę mało znam prawdziwych satanistów, a w KM nie zauważyłem ŻADNEGO, oczywiście poza dziećmi, którym imponują wyczyny Euronymousa właściwe raczej występom jarmarcznego trefnisia niźli prawdziwemu satanizmowi, ale to już zupełnie inna bajka). Czy to, że studiuje prawo musi oznaczać, że automatycznie czytam książki Grishama (pozdrowienia przy okazji dla wydziału prawa UMK w Toruniu)? Po stokroć nie! Choć książki Grishama rzeczywiście lubię:) Już w przeszłości chciano zrobić z nas szarą masę, w której każdy myślałby tak samo i pewnie większość z was wie jak to się skończyło. Dlatego pełen jestem szacunku do ludzi, którzy nie zamykają się li tylko w jednym gatunku muzycznym, ale poszukują. Ludzi, którzy właśnie noszą na plecaku naszywkę i Vader i The 69 Eyes narażając się tym samym na ataki niedorozwiniętych dzieci, które myślą, że są naprawdę wielkimi nekro grim pagan i czym tam jeszcze chcecie. Ja w ogóle nie liczę się ze zdaniem takich żałosnych, malutkich ludzików i mam nadzieje, że każdy inteligentny człowiek myśli tak samo. Muzykę powinno dzielić się na dobrą i złą, a wszelkie inne podziały są zupełnie niepotrzebne. Muzyki trzeba przede wszystkim słuchać, a nie o niej pisać i dumać czy jakiś zespół stał się komercyjny czy nie (podkreślam jeszcze raz różnice między popularnością, a komercją), bo można zupełnie zatracić się w tym paradoksie i oczekiwać od muzyki zupełnie innego zadania niż jest jej przypisane. Szkoda tylko, że moje słowa rzucam praktycznie na wiatr. Żyjemy przecież kraju, w którym istnieją zespoły o tak żenującym poziomie muzycznym i intelektualnym jak Graveland czy Thunderbolt, a Vader czy Cradle of Filth są posądzane o komercje, więc nie sądzę, aby to moje gadanie odniosło jakiś skutek. Ale praktycznie w ogóle mnie to nie obchodzi. Uważam mimo wszystko, że każdy ma prawo do własnego zdania. Oczywiście głupotę trzeba tępić, ale mamy konstytucyjnie zagwarantowane prawo do wolności słowa i każdy może mówić, co chce, niezależnie czy jest to mądre czy nie. Dlatego też uważam, że coś takiego jak polemika jest rzeczą zupełnie niepotrzebną. Nie będę, zatem odpowiadał na żadne polemiki dotyczące tego tekstu. Ja tylko wyraziłem swoje zdanie, nie miałem zamiaru prowadzić indoktrynacji i przekonywać kogoś na siłę do mojego zdania i tego też oczekuje od innych. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to proszę bardzo – niech napisze tekst jak on to widzi, ale nie wytyka mi rzekome błędy. Poza tym rozmowa z kimkolwiek z szacownego grona grim nekro true pagan satanów jest walką z wiatrakami, bo tak jak z chama nie zrobisz pana, tak z debila i ograniczonego dziecka nie zrobisz istoty myślącej.

   Zdaję sobie oczywiście sprawę, że zaraz również zostanę okrzyknięty pozerem i „nieprawdziwkiem” przez wszystkich ultra brutal true pagan grim nekro satanów. Może już nawet nie za poglądy, (które notabene mogą pozostać niezrozumiałe dla tych „tytanów intelektu”), ale choćby za muzykę, której słuchałem podczas pisania tego artykułu. Dla przekory wymienię garść zespołów, które mi przygrywały: Myrkskog, Nasum, Luna ad Noctum, The Cure, Sex Pistols oraz ścieżka dźwiękowa z filmu „Mulholland Drive” (swoją drogą polecam filmy Lyncha). Pauperyzacja mentalna społeczeństwa, podobnie jak materialna stała się faktem. Szkoda tylko, że dotknęła także i to wręcz w olbrzymim stopniu subkulturę metalową złożoną z ludzi, którzy jak mogłoby się wydawać mają trochę oleju w głowie. Okazało się jednak, że jest ich coraz mniej…Sądzę, że po głębszym zastanowieniu pytanie, które postawiłem na początku tekstu powinno brzmieć raczej: Czy ja dojrzałem? Odpowiedź – Tak. Czego i wam moje kochanie siedemnastoletnie mądrale życzę.

 

                                                                                                               Shagrath

                                                                                                         shagrath@go2.pl
                                                                                                    http://cof.rockmetal.art.pl
                                                                                                            GG: 1854873