| Rock gotycki - odsłona pierwsza |
Czytając niektóre recenzje czy też artykuły zamieszczone w KM gęba ma uśmiecha się od ucha do ucha. I nie oznacza to bynajmniej, że teksty są dowcipne i błyskotliwe, dostarczające wyrafinowanej rozrywki intelektualnej. Niestety jest zupełnie inaczej. Ubolewam jednocześnie nad żenująco niskim poziomem merytorycznym niektórych prac, a także braku samokrytyki i podstawowych zasad dobrego wychowania. Niektórzy ludzie nie potrafią zrozumieć, że pisanie nie jest dla nich, bo po pierwsze brakuje im umiejętności, a po drugie - jak się okazuje - nie mają zupełnie pojęcia o poruszanym temacie. Chęć pokazania się, dowartościowania, owocuje masą tekstów, które mogą zapewnić koszmary senne nawet najbardziej liberalnemu poloniście. I dzięki takim „zacnym” recenzentom możemy czytać tak cudowne „recenzje” (pisze w cudzysłowiu, bo nie można moim zdaniem określić jako recenzje tego, co zaraz zacytuję) jak na przykład tekst popełniony przez niejakiego Imperatora. Przygotujcie się na doświadczenie „solidnej sztuki dziennikarskiej”:
„Muzykę na tej płycie nazwałbym pop-metalem. Czemu? Bo to jest taka komercyjna papka przeznaczona dla nastolatek, które nie mają się, przy czym masturbować, więc wieszają se plakat Alexiego i robią wiadomo, co”
Zaiste widać w tym wprawną rękę recenzenta, który stosuje nad wyraz wyszukane przenośnie i metafory, ukazując w ten sposób swoje negatywne zdanie nt. płyty... Oczywiście poziom intelektualny pracy dorównuje poziomowi merytorycznemu, o czym świadczą takie sformułowania jak choćby „se”. Autor podał logiczne argumenty, dlaczego mu się owa płyta nie podoba i zadziwił wszystkich swoją elokwencją oraz znajomością fundamentalnych zasad języka ojczystego, nauczanych już w podstawówce. Stawiam, że ów Imperator to człowiek najwyżej 14 letni, gdyż tekst ten jest właśnie na poziomie 14 latka, który w dodatku nader często nie uważał na lekcjach języka polskiego i który nie chciał wcale sporządzić rzetelnej recenzji, ale niczym mała Zosia, która tupie nóżką, kiedy nie dostanie cukierka, po prostu zwrócić na siebie uwagę i zamanifestować swoje emocje. Jeśli się mylę i jest to osoba starsza to mamy naoczny przykład tego jak doskonała jest polska edukacja i tylko wstydzić się, że Polska z takimi ludźmi chce wejść do Europy. Przeczytajcie sobie jeszcze "recenzje" Imperatora dotycząca płyty Napalm Death "An Enemy of the Music Buisness" - równie żałosna jak ta, która wyżej cytowałem. Nigdy więcej "dzieł" Imperatora! Możemy się także z numeru 30 KM dowiedzieć, że Slipknot to hardcore. Ową sensacyjną wieść przekazał nam Geralt z Rivii w swoim arcie zatytułowanym "Hardcoru budowanie na ekranie". Drogi Graltcie hardcore to tak na chłopski rozum szybszy punk, a grają go takie zespoły jak np. Sick of it all, Agnostic Front czy Suicidal Tendencies, a nie Slipknot! Litości!!!!! Kto pisze takie głupoty!!!??
Inny przykład natomiast to świadectwo olbrzymiej wiedzy autora (pozwólcie, że w paru miejscach tego tekstu będę wybitnie ironiczny). Jest to fragment tekstu „erudyty” o ksywie Athyad:
„Natomiast lordami głupoty, braku mózgu i percepcji wykazują ludzie w skórzanych płaszczach, 8kg butach, włosach do pasa słuchający takiego pobrzdękiwania Theriona, Nightwisha czy Tiamatu... GOTYK POWINNO SIĘ ZNISZCZYĆ DOSZCZĘTNIE!!! TAKI RODZAJ MUZYKI NIE MA PRAWA ISTNIEĆ!!!”
Tu również możemy ujrzeć tekst, który wzbudzać może jedynie odruchy wymiotne, raniąc poczucie dobrego smaku, które jednak (jak sądzę) w paru jednostkach na tym świecie się wykształciło. I właśnie to zdanie, które przed chwilą przytoczyłem, świadczące o zupełnej nieznajomości tematu jest powodem mojej obecności tutaj. Bo jak można twierdzić, że muzyka Therion, Nightwish lub Tiamat to gotyk? O ile ostatnie dzieła Tiamat można jeszcze na siłę podciągnąć pod muzykę gotycką, to z płytami Therion czy Nightwish nijak się tego nie da zrobić!!! Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury!!! Dlatego tez uknułem sobie z naczelnym intrygę – przez 5 kolejnych numerów KM przybliżał wam będę muzykę gotycką. Szczerze mówiąc moje serce bije w rytm bardziej ekstremalnych dźwięków, sądzę jednak, że muzyka gotycka, prawdziwa muzyka gotycka, także ma do zaoferowania bardzo wiele. Będę się starał was o tym przekonać. Artykuł, który właśnie czytacie jest pierwszym na ten temat, a zarazem najbardziej ogólnym. Oprócz wyjaśnień, co ja tu właściwie robię znajdziecie w nim troszkę ogólnych wiadomości o gotyku oraz moje spojrzenie na współczesną scenę gotycką. Następne cztery teksty będą już bardziej konkretne, gdyż w każdym z nich przedstawię jeden zespól. I tak będziecie mogli poznać cztery moim zdaniem najlepsze zespoły gotyckie. Nie zdradzę jednak jeszcze, o kim będę pisał, powiem tylko, że zacznę od tych mniej znanych, a potem przejdę do tych, które być może części z was są znane, choć patrząc na stwierdzenia, że Therion to gotyk, a Slipknot to hardcore nie wydaje mi się, aby osób wiedzących, o czym pisze było wiele. Moja rola właśnie w tym, żeby to zmienić. Skończmy jednak te utyskiwania i zajmijmy się już konkretnie tematem.
Na początek oczywiście trzeba rzucić trochę historycznych faktów. Gotyk nie powstał ot tak sobie, z dnia na dzień. Podobnie jak np. grunge, rock gotycki jest dzieckiem punk rocka, powstałego jak wiemy na początku lat 70, kiedy swą nienawiść do systemu i wszystkiego, co „ułożone” wykrzykiwały takie zespoły jak Sex Pistols, The Clash, Ramones czy Dead Kennedys. Pierwsze zespoły gotyckie czerpały jeszcze z punk rocka, z czasem jednak drogi obu gatunków wyraźnie się rozeszły. Do dziś trwają spory, który zespół uznać można za prekursora sceny gotyckiej. Większość jest jednak zgodna, że był nim brytyjski Bauhaus. „Bela Lugosi’s Dead” – tak oto nazywał się pierwszy singiel Bauhausu wydany w 1979 roku. Utwór ten zarysował ramy gatunku, który potem zaczęto nazywać rockiem gotyckim, a mroczna atmosfera, demoniczny wokal oraz wampiryczny tekst (Bela Lugosi to aktor grający swego czasu Dracule) stały się znakiem rozpoznawczym gotyku. Nie można także zapomnieć o dwóch zespołach, które podobnie, jak Bauhaus miały olbrzymi wpływ na kształtowanie się gatunku. Mowa tu o Joy Division oraz o The Cure. Image wokalisty The Cure, niejakiego Roberta Smitha stał się wzorem do naśladowania dla późniejszych muzyków gotyckich i słuchaczy. I choć The Cure nigdy nie był zespołem stricte gotyckim ( razem z Joy Division są uważani raczej za pionierów tzw. zimnej fali – cold wave ) to pewien jestem, że każdy got posiada w swojej płytotece takie albumy jak „Pornography”, „Disintegration” czy „Bloodflowers” nazywane czasem „Biblią samobójców” ze względu na swój mroczny, depresyjny i dekadencki klimat.
Pierwsze formacje gotyckie skupiły się wokół wiodącej wtedy wytwórni 4AD. Wspomniany już przeze mnie Bauhaus nagrał tam dwie pierwsze płyty, nagrywali także: X – Mal Deutschland, Modern English czy Clan of Xymox. Poza 4AD istniały inne grupy, których twórczość wpłynęła na rozwój gatunku: Christian Death, Alien Sex Fiend, Virgin Prunes. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych sytuacja nieco się zmieniła. Na rynku pojawiła się wytwórnia SPV, a prym wśród gotyckich kapel przejęły Fields of The Nephilim czy The Sisters of Mercy, które jednakże w dość szybkim czasie rozpadły się (choć ostatnio odnotowano pewną aktywność muzyczną zarówno w przypadku The Sisters of Mercy, jak i Fields of The Nephilim).
Gotyk w warstwie lirycznej zajął się człowiekiem, jego odczuciami i emocjami. Gęste od metafor, pesymistyczne i mroczne teksty stały się cechą charakterystyczną tego gatunku. Zarówno twórcy jak i słuchacze to ludzie bardzo wrażliwi. Prawdziwy got idąc przez cmentarz zastanowi się nad sensem życia i przemijaniem, a nie jak grim, nekro, true, pagan pseudosatanista (których w KM niestety nie brakuje) zacznie zastanawiać się, który nagrobek rozwalić. Prawdziwy got to człowiek inteligentny, a więc nie grim, nekro, true, pagan pseudosatanista (których to będę gnoił na każdym kroku). Prawdziwy got to człowiek oczytany, znający "Dracule" Brama Stokera, "Frankensteina" Mary Shelley, czytający dekadenckie opowiadania H.P. Lovecrafta, prozę i lirykę E.A. Poego, wiersze Ch. Baudelaire'a. Tak z grubsza przedstawia się historia rocka gotyckiego.
Następne, czym się zajmę i co wymaga wyjaśnienia to to, że w Polsce właściwie nie ma zespołów grających muzykę gotycką. Większość z was sądzi pewnie, że takie zespoły jak Artrosis, Moonlight, Delight, Aion (mimo, że Imperator np. uparcie twierdzi, że Aion to gotyk, dowodząc znowu, że zabiera głos w sprawach na których zupełnie się nie zna, co oczywiście zasługuje na potępienie) itp itd. można przypisać do tego nurtu. Nic bardziej błędnego! Na pierwszych albumach Artrosis dostrzec można jakieś pierwiastki gotyckie, jednak, jeśli miałbym określić jakoś muzykę to, nazwałbym to gotyckim metalem, a nie „czystym” gotykiem. I to gotyckim metalem w najgorszym, plastikowym wydaniu. Trzeba zadać sobie pytanie, do kogo jest skierowana ta „muzyka”? Na pewno nie do wielbicieli mroku i melancholii. Skierowana jest do zakompleksionych szesnastolatek, które słuchając jakże mrocznej i dołującej muzyki Artrosis czy Moonlight, czytając grafomańskie teksty Magdy czy innej Mai, (które to mają w zwyczaju pląsać na scenie jak gdyby dostały ataku padaczki) ubolewają nad losem własnym i świata… Zresztą pierwiastki gotyckie, które od biedy można było zaobserwować w początkowym okresie działalności wspomnianych zespołów ostatnimi czasy ulotniły się w niebyt, zastąpione jakąś durną techniawą, szumnie nazywaną industrialną, czego przykładem jest choćby album „Yaishi” Artrosis. Tym samym mamy dowód, że nie chodzi wcale o muzykę, tylko o pieniądze, jako że w modzie teraz jest nu metal i całe to elektroniczne bezeceństwo. Znamienne, że każdy z zespołów, które zmieniają styl i zaczynają włączać do swej twórczości coraz więcej elektroniki twierdzi jakoby miał to być rozwój…Dziwnym zbiegiem okoliczności jest to jednak rozwój w stronę, która dzisiaj może przynieść największy zysk…Wnioski wyciągnijcie sami. Oczywiście nie twierdzę tutaj, jakoby za pomocą elektroniki nie można było oddać smutku, melancholii czy samotności, co robi na przykład (w doskonały sposób dodać trzeba) brytyjski zespół Paradise Lost (albumy „Believe in Nothing” czy tez ostatni „Symbol of Life”) Wszystko musi reprezentować jednak jakiś poziom i nie być amatorszczyzną i partactwem, a chyba tylko tak można określić „twórczość” Artrosis, Moonlight czy innych Delight. Słowa moje zdaje się potwierdzać kondycja bardzo reklamowanego w Internecie festiwalu muzyki gotyckiej w Bolkowie. O miernym zainteresowaniu owym festiwalem może świadczyć fakt coraz większego poszerzania spektrum kapel tam występujących. Grają tam teraz nie tylko zespoły „gotyckie”, ale zapraszane są zupełnie niezwiązane z tym nurtem muzycznym kapele, takie jak Lux Occulta czy Behemoth! Z jednej strony cieszy mnie to, gdyż świadczy to o tym, iż nie jestem osamotniony w mych osądach o żenującym poziomie polskiego „gotyku” i ludziom przejadł się już plastik spod znaku Artrosis czy Moonlight. Zastanawiam się jednak czy taka reanimacja owej hybrydy zwanej „Castle Party” ma jakiś sens? To temat na osoby artykuł i w związku z tym nie będę się wgłębiał w szczegóły.
Konkluzja mych rozważań jest następująca – nie ma i wydaje mi się, że jeszcze długo nie będzie dobrych kapel gotyckich w tym kraju. To można rzec swoista przeciwwaga dla polskiej supremacji w dziedzinie death metalu na świecie. Moim zadaniem jest przybliżyć wam na łamach KM zespoły z zagranicy, które według mnie są najwybitniejszymi przedstawicielami rocka gotyckiego. Gatunku także bardzo zróżnicowanego muzycznie mimo zbieżności poruszanych tematów (śmierć, samotność, melancholia, mrok, smutek). Każdy z czterech zespołów prezentowanych przeze mnie brzmi inaczej, jednak wszystkie bez wątpienia można sklasyfikować jako zespoły gotyckie. Zapraszam zatem do lektury cyklu moich artykułów. Następne spotkanie za miesiąc, ale nie zdradzę jeszcze, jaką kapelą będę się zajmował. Jednocześnie chce zauważyć, że oczywiście wszystkie poglądy wyrażone w tekście są tylko moją subiektywną oceną. Nie zamierzam prowadzić natrętnej indoktrynacji, nie zamierzam nikogo siłą przekonywać do swoich racji. „De gustibus non disputant” chciałoby się rzec; każdy słucha tego, co lubi. Pisząc nie zamierzałem nikogo obrazić, a jeżeli już to zrobiłem to przepraszam, mea culpa. Nie wliczam tu jednak grim, nekro, true, pagan pseudosatanistów, którzy są dla mnie żałosnymi, malutkimi ludzikami i z którymi nie zamierzam w ogóle rozmawiać. Nie ten poziom po prostu. Od razu także chciałem zaznaczyć, że nie będę odpowiadał na listy typu „Ty dziadu, jestes pozerem, słuchasz gównianej muzyki, chwała szatanowi”. Nie przemawia do mnie taka partyzantka właściwa raczej 16 letnim debilom niźli myślącym ludziom. Nie będę zatem kruszył kopi i prowadził polemiki z osobami typu Athyad czy Imperator, którzy jak mniemam zasypaliby mnie argumentami w których roiłoby się od „se” lub innych podobnych słow. Takim personom mam do przekazania tylko jedną wiadomość – słuchałem synku takiej muzyki, kiedy ty jeszcze robiłeś w pieluchy, więc nie zabieraj głosu w sprawach, na których się kompletnie nie znasz! Tyle, koniec tematu. Konstruktywna, powtarzam - konstruktywna krytyka jak najbardziej mile widziana! Chciałbym także, abyście po przeczytaniu całego cyklu moich tekstów zainteresowali się zespołami, które będę opisywał. Dlatego też pod każdym tekstem dotyczącym konkretnego zespołu będę umieszczał tytuły 4-5 piosenek, które moim zdaniem najlepiej oddają styl i klimat danego bandu. To będzie taka wskazówka dla ludzi, którzy będą chcieli posłuchać, taka tracklista dla początkujących. Jeśli ktoś po przeczytaniu moich tekstów zainteresuje się tą muzyką, ściągnie z netu proponowane przeze mnie kawałki i mu się ta muza spodoba, to będzie to dla mnie nagroda większa niźli najgorętsze pochwały. Mam nadzieje, że choćby w paru przypadkach tak będzie. Do zobaczenia zatem za miesiąc, kiedy to przeniesiemy się za wielką wodę i będziecie mieli okazje poznać amerykański zespół, który mimo miernej popularności w Polsce, na świecie ma już status niemalże kultowego. Żegnam wszystkie „cmentarne duszyczki”; zobaczymy się przy następnej pełni księżyca, (która będzie miała miejsce wraz z nadejściem nowego numeru KM:)
Shagrath
shagrath@go2.pl
http://cof.rockmetal.art.pl
GG: 1854873