Gary Moore - Back on the Streets


    Gary Moore. Na dźwięk tego imienia większość z naszych rodziców wpada w ekstazę. I nic w tym dziwnego, mistrz Blues-owej i Rock-owej gitary, którego gitarowe umiejętności mogę porównać do umiejętności Stevea Harrisa ( dla nie kumatych, tego z Iron Maiden*). Jego płyta Back on the Streets z 1993 roku uznawana jest za jedną z najlepszych płyt Rock-owych w historii. Chciałbym nadmienić, że owa płyta była pierwszą, która zagościła w moim domu, więc mam do niej sentyment. Płytę rozpoczyna spokojna, instrumentalna ballada "Parisienne Walkways" w wersji live. Zapomniałem nadmienić, że płyta jest swego rodzaju koncertówką, na której jednak znajdują się również utwory studyjne. Wracając do recenzji, ludzie uważają ten utwór za kwintesencje muzyki, ja zaś mam o nim nienajlepsze zdanie, jest jakiś taki dziwny. Następnym utworem jest piękny "Don' Let Me Be Misunderstood". Nie no to jest genialne, wspaniałe, nieziemski, mistyczne, gary daje ze swojego gardła wszystko a efekt końcowy jest piorunujący. Dobra. Po "Nieporozumieniu" czas na "Because of  Your Love". Trudno wystawić ocenę takiemu utworowi, z jednej strony fajny, szybki z drugiej zaś dołujący. Nie radzę go słuchać ludzią zaraz po zerwaniu... Po miłosnym akcęcie przyszła pora na "White Knukles/Rockin' & Rollin" czyli zlepek dwóch utworów. Skoro jest to zlepek to podzielmy ocenę na dwa. "White Knuckles" jest instrumentalem z pięknymi solówkami a Rockin' & Rollin' jest szybkim kawałkiem z zbyt dużą ilościom wokalu. Po zlepku na płycie znajduje się "Hiroshima". Piękny utwór, choć nie w takim znaczeniu jak "Don' Let Me Be Misunderstood", tylko pod względem treści. Opowiada o tym co przeżywali ludzie w Hiroshimie zaraz po spuszczeniu w tamtej okolicy bomby. Słuchając tego utworu przychodzą mi na myśl dwa inne, a mianowicie "The Wicker Man" Ironów ( ze względu na oprawę muzyczną) i "One" Metallicy (ze względu na przekaz), czyli doborowe towarzystwo. 6 kawałkiem na tym albumie jest "Dallas Warhead" w wersji live. Najdłuższy, bo dziesięcio minutowy instrumental w zamiarze miał być wielki a został tylko średni. Po głowicy bojowej czas na  "Run to Your Mama", (również w wersji live). Brak mi słów, najlepszy utwór na płycie jest perfekcyjny w każdym calu a wrażenia w czasie słuchania refrenu są po porostu nieziemskie. To chyba było zamierzone żeby na tej płycie świetne utwory przeplatać z takimi sobie, bo choć  kawałek "Dancin'" nie jest zły, jest o klasę, a nawet dwie gorszy od poprzednika i choć jest szybki, czyli tak jak lubię(Pizza Hut rulez :)), odpycha mnie od siebi. Moja hipoteza na temat złych i dobrych utworów znajduje potwierdzenie w następnym utworze, którym jest "Rest in Peace" czyli piękna, rock-owa ballada, której nie powstydził by się  KAT albo MetallicA. Wspomniałem o Metallice  powodu, że ten utwór przypomina mi "Nothing Else Matters" a to już wiele znaczy. "The Woman's Love" czyli następny utwór jest fatalny, kiczowaty i wogule do kitu. Nie warto się przy nim długo zatrzymywać, ponieważ następny, ostatni i tytółowy utwór, czyli "Back on the Steats" jest świetny w całym tego słowa znaczeniu. Znakomity wykonawca, znakomita płyta, znakomity utwór i wreszcie znakomita gitara powodują, że utwór ten chodzi za człowiekiem przez pare dni po ostatnim przesłuchaniu.     

    Podsumowując. Płyta Back on the Steats jest świetna i choć jest na niej parę słabszych kawałków polecam ją każdemu człekowi którego ulubionymi wykonawcami są Iron Maiden, MetallicA, KAT.

*Mam nadzieje, że wszyscy wybieracie się na koncert Iron Maiden, który odbędzie się  3 VI 2006 w Katowickim Spodku(który widzę z okna mojej "gwiazdy":))).  

Spis Utworów:

  1. Parisienne Walkways

  2. Don' Let Me Be Misunderstood

  3. Because of  Your Love

  4. White Knukles/Rockin' & Rollin

  5. Hiroshima

  6. Dallas Warhead

  7. Run to Your Mama

  8. Dancin'

  9. Rest in Peace

  10. The Woman's Love

  11. Back on the Steats

 


Ocena:9/10                                                                                                                                            Henio