*** Krzysztof Zalewski - That's It! ***
Zapowiada się przewrót rynku muzycznego!


  Już jakiś czas temu skończyła się druga edycja programu "Idol". Jak wiemy, program miał na celu wyłonienie nowej gwiazdy, któa przewróci cały rynek muzyczny do góry nogami. W poprzedniej edycji tę rolę miała pełnić Alicja Janosz, lecz niezbyt jej wyszło (a mnie bokiem wychodzą piosenki o jajecznicy), po prostu zaśpiewała kilka zwykłych, szarych, nudnych piosenek. Drugą edycję postanowiłem oglądać już całkowicie i regularnie(na pierwszą patrzyłem rzadko), żeby nie przegapić momentu, w kórym ktoś wejdzie do sali castingowej, a ja będę wiedział że to właśnie ta osoba. Nie wiem czemu, ale mam takie przeczucia. Natomiast druga edycja od początku wywołałą u mnie pozytywne emocje...

  Jak zwykle nie obyło się bez kilku "śpiewających inaczej", którzy nie potrafili spojrzeć na siebie krytycznie, a co dopiero pogodzić się z porażką! No nic - pomyślałem - głupich nie sieją, sami się rodzą. I nagle zobaczyłem jakiegoś kolesia w długich włosach. NIby nic, w końcu było ich dużo na castingach. Pierwsza myśl - metal. Stosowne ubranie, glany... wyszedł, zaśpiewał... niby nic, bo mówił, że przyszedł tylko dać płytę jurorom. Była to płyta jakiegoś Loch Ness. Ale w regulaminie było, że musi śpiewać i zaspiewał. Upłynęły kolejne dni, cały czas miałem przed oczami tego gościa. Jak on się nazywa? Chyba "Zakrzewski"...

  Po raz kolejny pustka, nic, nuda... W teatrze zaprezentował bardziej swój głos. Byłem mocno zaskoczony jego barwą. Chyba wiem już jak się nazywa - Zalewski. Ciekawe... przecież widziałem tylu wokalistów, któzy mieli równie dobry głos... czemu tak się nim zainteresowałem???

  Aż wreszcie nadszedł ten dzień... po eliminacjach, po teatrze, nadeszła próba wokalu w prawdziwym klubie, z muzyką i przed kamerami. Pierwszy koncert - jak zwykle sześciu ludzi. I nagle dostrzegam jego - w koszulce Iron Maiden. Wychodzi, śpiewa, a ja... oniemiałem! Zaśpiewał kawałek, którego co prawda nie znam, ale jego głos był po prostu wyrąbany!!! Chwyciłem za domową komórkę i od razu wysłałem na niego z 5 sms-ów. Udało się! Gościu przeszedł. Od tej pory, aż do ostatniego koncertu byłem jego fanem. Facet spiewa genialnie, był lepszy od tej całej bandy, która wyraźnie mu nie dorównywała. Głos - super. Styl - heavy metalowiec. Ludzie!!! Jeśli to ma być nasz idol to ja się zgadzam!!! Nareszcie ktoś, kto wyprze z piedestału jakieś Alicje Janosz, śpiewające o jajecznicach. Ja po prostu wiedziałem że musi wygrać ten program.

  ... i wygrał. W dniu finału znowu wysyłałem SMS-y(oj, 5 zł pooszło...). Najbardziej zaskoczył mnie wykonaniem piosenki Pearl Jamu "Jeremy". Choć żałuję, że nie wziął którejś piosenki Ironów. Po tym wszystkim byłem przekonany - on już nie musi wygrywać - on już to wygrał! Moja reakcja po ogłoszeniu wyników - radość, szczęście, puszczenie utworu "Powerslave" Ironów na max(bo tylko taki miałem) i rozkoszowanie się browarkiem(Warka Strong RULEZ!!!). Jego zwycięstwo dało mi nie tylko kupę radości... Przecież niedługo po finale kupiłem sobie kasetę Iron Maiden "Brave New World" i się zakochałem! Dla tych, którzy "Idola" nie oglądali - kilka informacji.

  Zalewski spiewał w programie piosenki z różnych nurtów muzycznych, ale przerabiał je (w miarę możliwości) na cięższe. Mówcie co chcecie - punkrockowa wersja Beatelsów była świetna! Podobnie jak "Let's Rock" Presleya, podczas którego Krzychu zdjął marynarkę, rozpuścił włosy, ukazał koszulkę z napisem HEAVY METAL i do końca utworu było ostro. Najbardziej żałuję że na koncercie spod znaku hard rocka i rocka Zalewskiemu zamarł trochę głos. Ale i tak było świetnie.

  Podsumowując - Krzysztof Zalewski będzie z pewnością wielką postacią na polskim rynku. Co więcej, ja wierzę, że on go przewróci i zdeklasuje do góry nogami. Wydaje mi się, że my, miłośnicy mocnego grania, potrzebujemy właśnie takiego idola. Na pewno zrobi więcej niż ta cała Alicja Janosz, która tylko powieliła standardy. Tu potrzebne jest coś więcej... coś co poruszy ludzi i coś, czego będą chcieli słuchać. Kilka wypowiedzi Zalewskiego poniżej:

"Ja wolę wydać płytę, na której będzie to co JA chcę i to, co JA czuję, choćby miała trafić tylko do 1000 ludzi. Na pewno lepiej to, niż zrobić coś, czego się nie trawi a trafia to do milionów. Ja naprawdę chcę robić to po swojemu" - Oby...

Jeśli tyle ludzi zagłosowało na mnie, to znaczy, że, do ciężkiej cholery, ludzie chcą słuchać ciężkiego rocka! Może wreszcie się w tych pojebanych radiach coś zmieni!!!" - hmmm, ciekawe. Ja bym chyba z krzesła spadł gdybym usłyszał Ironów w radiu, a potem bym szefów rozgłośni po łapach całował.

Ja jestem dumny z tego, że jestem katolikiem i nie uprawiam seksu przedmałżeńskiego. - wypowiedź, której wszyscy jurorzy się czepiali.

Kończę już ten artykuł. Kończę go oficjalnym ochrzanem dla Wojewódzkiego, który powidział: "Ja Iron Maiden nie kupuję. To jest dla mnie wiocha totalna i chała" - POTĘPION BĘDZIESZ NA WIEKI!!! Ale i tak gościa lubię.


© Obywatel siX (obywatelsix@go2.pl)