Theatre of Tragedy - Aegis
autor: kaReL
www.inflames.of.pl

Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego niż "Aegis" norweskiego Theatre of Tragedy. Zespół na drodze rozwoju złagodził swoje brzmienie, a muzyka, choć zdecydowanie różni się od poprzednich dokonań Teatru, nadal chwyta za serce. Charakterystyczne są tytuły utworów, które przedstawiają imiona kobiece, zresztą bardzo rzadkie i niezwykłe, tak jak i niezwykła jest sama muzyka. Całość jest raczej stonowana, bez wyraźnych zmian tempa, maniera wokalna Raymonda nie przypomina już tego jak śpiewał chociażby na "Velvet Darkness They Fear" - głównie operuje czystym wokalem, choć w niektórych momentach zdarza się mu wrócić do poprzedniego stylu. Co do wokalu Liv Kristine, to muszę stwierdzić, że na tym albumie osiągnęła chyba apogeum swoich możliwości (choć może jej nie doceniam?). Wręcz anielskie dźwięki opuszczają jej gardło i nie rzadko wiemy czy to jawa czy sen. Muzyka sączy się z głośników dosyć leniwie raz po raz racząc nas mocniejszym uderzeniem jak na przykład w "Aoede" czy "Samantha", ale to i tak nie zmienia faktu, że płyta w dużej mierzestawia na nastrój i klimat.

Najbardziej do gustu przypadła mi "Poppaea" z boskim refrenem i śpiewem na dwa głosy, gdzie męski wokal jest genialnym tłem dla bajecznego śpiewu Liv. Podobnie mógłbym napisać w przypadku "Siren", który początkowo jest naprawdę przytłaczjący, a towarzyszące refrenowi ostre gitary i świetne melorecytacje Raymonda idealnie pasują do całości. "Venus" to, jak sama nazwa wskazuje, piękny utwór - tu po raz pierwszy wokalista śpiewa potężniejszym głosem, a Liv Kristine Espenaes udowadnia swoją klasę wszystkim tym, którzy jeszcze nie uwierzyli w jej talent (choć na tym etapie nikomu to nie powinno przyjść na myśl). Pod nieobecność gitar, a raczej ich sporadycznym pojawianiu się, perkusja nabiera wyrazistości i jest dobrze słyszalna w każdym kawałku i wg. mnie jest to najlepiej brzmiący instrument na tym albumie. Gitary najlepiej "widoczne" są w "Bacchante" i wspomnianym wcześniej "Venus", gdzie ujawnia się ich prawdziwa moc i ciężar.

Tym albumem pionierzy gatunku, za jakich bez dwu zdań można uznać Theatre of Tragedy, wkroczyli na odmienną ścieżkę. Pomimo radykalnej zmiany stylu nadal najważniejszymi elementami muzyki pozostały uczucia i to na nich opierają swoją muzykę Norwegowie.


Ocena: 8/10