Nad Brzegami Czasu - Compilation vol.1
autor: kaReL
www.inflames.of.pl

Kompilacja popularnego portalu Nad Brzegami Czasu (obecnie Nocturnal Battle of Chariots) wywarła na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie, a to głównie z tego powodu, że mogłem posłuchać 16 utworów nieźle zapowiadających się polskich kapel. Owa 'szesnastka' jest bardzo zróżnicowana stylistycznie: od folku, poprzez gotyk aż po brutalny death i majestatyczny black. Zespoły są raczej znane tylko tym, którzy interesują się polskim podziemiem - niektóre dopiero zaczynają wydając dema, a niektórzy wykonawcy mogą poszczycić się już pierwszymi sukcesami.

Pierwszy kawałek i jakże cudowne uczucie - to Valinor - "In the Mist... part1". Czegoś takiego dawno nie słyszałem - niezwykle ciężka do sklasyfikowania muza. Bo jak nazwać to, na co składają się wpływy takich kapel jak Borknagar (te czyste wokale), King Diamond (wysoki głos) czy Therion, który objawia się chóralnymi przyśpiewkami. Bardzo ambitna muzyka, która najbardziej odnalazłaby się chyba w stylistyce symfonicznego blacku - ale to i tak wielkie uproszczenie... Wypada dodać, że Valinor posiada najlepsze, przestrzenne brzmienie z wszystkich obecnych tutaj zespołów.

This Tangled Web - "Recycle" - niby to black, niby death metal. Całkiem przyzwoicie - dużo zmian tempa: od niemal akustycznych momentów do prawdziwej sieczki. Muzyce towarzyszy solidny, nieco tajemniczy wokal, który również zasługuje na pochwałę.

Trzeci utwór na składance "Materia of Depression" autorstwa Strommoussheld to kolejny przykład na to jak głęboka może być muzyka. Numer bardzo rozbudowany - klawisze, dziwne odgłosy, wszędzie panuje mrok. Jest także nieco industrialnie, a wszystko to zawarte w dziesięciu minutach, dodajmy minutach magicznych.

Nagła zmiana stylu to zasługa Diseased i ich utworu "The Game", który mnie osobiście kojarzy się z Death - ani starym, ani nowym, po prostu gdzieś po środku. Wiele połamanych riffów, karkołomna solówka, dynamiczna perkusja - jest ostro, ale nie brakuje również progresywnych elementów.

"In The Night" Devilish Dance - nie zabrakło także miejsca dla... no właśnie kolejny twardy orzech do zgryzienia - z początku trash metal, później nieco spokojnie, i znowu nagły wybuch energii. Wokalista wyraźnie pod wpływem Toma ze Slayer, choć w niektórych spokojnych fragmentach zupełnie go nie przypomina. Powiedziałbym, że to taki trash z elementami melancholii - nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Nie mogło zabraknąć także dobrego hard rocka w stylu Black Sabbath, a mowa tu o Spiritus Mortis - "Sleeping Beneath the Lawn". W pamięć wrzynają się dosyć proste, toporne, a jednak ciekawe riffy. Wokalista z typową chrypką wokalisty rockowego stanowi chyba najsłabszy punkt kompozycji, no i muzyka jakaś taka jednolita - myślę, że króciutka solówka z pewnością urozmaiciłaby ten kawałek.

Bardzo nastrojowymi i mrocznymi dźwiękami syntezatora wita nas pozycja numer siedem, czyli Sith Of Throne w utworze "The Garden". Przez długi czas słychać wyłącznie klawisze, lecz w dalszej części pojawiają się już brakujące instrumenty, którym towarzyszy przyjemny głos wokalistki. Klimatem kojarzy mi się z Darzamat, z tym tylko wyjątkiem, że nie ma tutaj męskich wokaliz.

No i kolejna porcja ostrych dźwięków dociera do moich uszu - tym razem to Callahan - "Modern Thoughts". Zespół reprezentuje melodyjny black metal, grają ambitnie, a smaczku dodaje miła dla ucha solówka. "Tylko" poprawny utwór, ale to dlatego, że gdzieś już to słyszałem...

Eternal Tear ze swoim "Nad Grobem" to spora dawka specyficznego black metalu, której nie obce są zaporzyczenia z takich stylów jak gotyk czy folk. Generalnie kompozycja jest ciekawa, denerwuje trochę niewyraźny wokal, a szkoda, bo w końcu pojawiło się coś w naszym ojczystym języku.

Niepomylę się za bardzo, jeżeli stwierdzę, że utwór "Beyond" Disloyal to najcięższa i najbrutalniejsza porcja muzyki na tym wydawnictwie. Techniczny death/black metal w wykonaniu tej kapeli jest po prostu zabójczy. W końcu to najbardziej popularna odmiana metalu grana w Polsce, więc nie ma się czemu dziwić. Trzy minuty wystarczą abym mógł wiązać nadzieję z tym bandem. Bardzo dobre brzmienie, choć do tego z najnowszych płyt Behemoth dużo jeszcze brakuje.

Krakowski Tromsnar to kapela dobrze znana w polskim podziemiu. Na kompilacji pojawił się utwór pt. "Scars Of Metamorphosis". Muzyka jest bardzo techniczna, niekiedy ociera się o death, a niekiedy znowu o black metal. Jednak zdecydowanie ciężko wychwycić tę różnicę, zwłaszcza, że granie wychodzi tej kapeli wspaniale. Nagranie prezentuje wysoki poziom jeno brzmienie mogłoby być nieco klarowniejsze.

Futurystyczny początkek "Calling Your Imagination" - Motorbreath nie zwiastuje tego, co możemy dalej usłyszeć. Drażni przede wszystkim syntetyczne brzmienie, a muzyka nie jest za bardzo urozmaicona. Wokal na średnim poziomie, który zyskuje na ocenie podczas refrenu zaśpiewanego z odrobiną melodii. Wspomnieć muszę także o solówce (a raczej solówkach), którymi zostałem mile zaskoczony w końcówce utworu - brawa za technikę!

To, co wyróżnia utwór Elenium - "Ephemeral Delirium" to cudowne pasaże klawiszy, które jednym razem tworzą nastrojowy podkład, a kiedy indziej wysuwają się na pierwszy plan. Poza tym mamy doczynienia z kolejnym zespołem parającym się symfonicznym black metalem, któremu wychodzi to jednak nadzwyczaj dobrze.

Kolejny raz następuje zmiana stylu, bowiem do naszych uszu docierają nieco stonowane, wręcz rockowe dźwięki. A stało się to udziałem Corruption i ich "Wasted". Nie do końca jest to typowy rock, bo panowie potrafią przyłoić mocniejszymi riffami, ale dobrze wiedzieć, że są jeszcze zespoły uprawiające ten gatunek i tworzący muzykę w bardzo dojrzały sposób. Wszyscy miłośnicy "lżejszego" grania niech zawołają hucznie: Rock is not dead!

Mówiłem, że Disloyal jest najcięższy? Skoro tak, to dodajcie do tego ciężaru szybkość a otrzymacie coś na wzór Tenebrosus - "Wybrany przez Bogów". Tytuł polski, jednak nie jestem pewien, co do liryków (gardłowy zapieprza tak, że nic nie można zrozumieć). Wokale przypominają to, co na pierwszych płytach Kredek wyczyniał Dani. Oczywiście nie są aż tak zróżnicowane, lecz poniekąd kojarzą się z jego manierą.

Płytę zamyka "Forgiveness for Myself" bielskiego NeWBReeD. I nie za bardzo wiem jak go ocenić. Muzyka tak jak i w kilku wcześniejszych przypadkach wymyka się wszelkiemu szufladkowaniu, bo jest tu i trochę bluesa!, trashu i death metalu. Całość została opatrzona fatalnym brzmieniem, co stanowi dosyć poważny mankament. Muzyka jest naprawdę interesująca, budząca wiele uczuć, lecz cóż z tego skoro trzeba się dobrze wsłuchać, żeby wyłowić te wszystkie dźwięki, że o wokalu nie wspomnę.

Polecam tą płytę wszystkim tym, którzy chcą wspierać ojczystą scenę metalową. Dla pozostałych niech wystarczającą zachętą będzie fakt, że w Polsce wbrew informacji o stagnacji panującej na rynku muzycznym, podziemie obfituje w coraz to nowsze, oryginalne kapele, które w wielu przypadkach nie ustępują pomysłami i umiejętnościami znanym już gwiazdom światowego formatu.