*** Linkin Park - "Hybrid Theory" ***
Zdaję sobie sprawę, że opisując płytę niekoronowanych królów nu metalu narażam się na śmieszność w oczach Szanownych Panów Hardcorowych Metali, ale cóż - raz się żyje. No, chyba, że zamierzam kompletnie zjechać Linkinów... Ale bez obawy nie zrobię tego.
Na początek wyjaśnię jeszcze czemu nazywam kapelę królami nu metalu. Tylko z tego powodu, że do tego gatunku nie zaliczam, jak niektórzy mistrzowie Korna i System of a Down, czyli dwóch zespołów o niebo lepszych od Linkinów. A tak w nawiasie słyszałem, że niektórzy nu metalem nazywają nawet Rage Against The Machine i Red Hot Chilli Peppers... No comments. Mówiąc po polsku dla mnie nu metal (wyjątkowo idiotyczna nazwa) to takie formacje jak Slipknot, Limp Bizkit, P.O.D., czy właśnie Linkin Park. Ale te podziały głupie...
Ale nic to, zaczynam pisać do rzeczy Linkin Park to sprytne połączenie gitarowego Rocka z elementami hip - hopu. Nie mogę pomimo szczerych chęci napisać, że płyta i tym samym kapela jest prawdziwa, bo już na pierwszy rzut oka widać, że Linkin Park jest produktem wytwórni płytowej podobnym w założeniu do modnych boysbandów. Z tą subtelną różnicą, że w przeciwieństwie do wyżej wymienionych jest bardzo dobrym produktem!
Zespół posiada dwóch wokalistów z których jeden to raper, a drugi zwyczajnie śpiewa, i to śpiewa dobrze. Moim zdaniem jest tak dlatego, aby Linkinów słuchali i fani rocka i miłośnicy Hip Hopu. Cóż, ja lubujący się w cięższych brzmieniach, spokojnie podarowałbym sobie tego pierwszego oraz DJ, ale to tylko moje odczucie.
Największym plusem płyty jest moim zdaniem wokal Chestera Benningtona, który potrafi wiele czadu ze swojego gardła wycisnąć. Poza tym ma przyjemny tembr głosu. W ich piosenkach królują refreny ze wspaniałym krzykiem Chestera, oraz jego przejścia z cichego, smutnego pomrukiwania w prawdziwy, drapieżny ryk. Mówię wam w tych momentach aż ciary po plecach chodzą. Utworami doskonale oddającymi to co napisałem są np. Crawling, With You oraz A Place For My Head.
Moim zdaniem najlepszym utworem na krążku jest drugi One Step Closer, z, oczywiście wspaniałym krzykiem Chestera i fajną gitarową melodią. Przede wszystkim chodzi jednak o czadowy wokal. Ach, i nie ma tu za wiele hip hopu (poza skreczami). Po najlepszym kawałku, chcąc zachować równowagę napiszę o Cure For The Itch kawałku wykonanym chyba w całości przez DJ-a. Moim zdaniem to kompletna porażka, która w dodatku wcale nie pasuje do reszty płyty.
W tym miejscu oświadczam sfrustrowanym miłośnikom Hip Hopu: nie jestem uprzedzony do waszej muzyki, a Kalibra 44 wręcz uwielbiam. Po prostu nie podobają mi się te elementy na Hybrid Theory. Rozumiecie?
Kończąc, daję tej płycie uczciwą siódemkę z maleńkim minusem (7-), bo uważam, że wydawnictwo warte jest posłuchania.
Tak na marginesie chciałbym napisać jeszcze dwa zdania o fatalnym krążku Re-animations, tej samej grupy. Mianowicie jest to straszliwy chłam i nie polecam tego nawet największemu wrogowi. DJ, bo jego to robota, po prostu zmasakrował dobre kawałki. Maksymalna ocena może wynosić 2. W najlepszym wypadku! Naprawdę żałuję, że miałem nieprzyjemność jej słuchać.
Oczywiście zachęcam do korespondencji.