Hate - Awakening of the Liar

     

   Pewien jestem, że większość z was, jeśli osobiście nie zetknęła się z „Trash Em All”, to przynajmniej o tym piśmie słyszała. W czasach, kiedy w „Metal Hammer” można znaleźć wywiady z jakże metalowymi zespołami pokroju Crazy Town czy Linkin Park, a „Mystic Art.” ukazuje się z paromiesięcznym poślizgiem „TEA” wydaje się być jedynym pismem poświęconym muzyce ekstremalnej wartym uwagi. Można by się spierać czy osądy wydawane przez pana Kmiołka i spółkę są zawsze trafne, stwierdzić jednak trzeba, że „TEA” naprawdę trzyma poziom. Od jakiegoś też czasu wykształcił się zwyczaj dołączania do każdego numeru dwóch pełnych albumów. I przyznać trzeba, że zawsze jest przynajmniej jedna płyta z dobrą muzyką. W ostatnim numerze (kwiecień/maj) dołączone zostały – „Awekening of the Liar” warszawskiego zespołu Hate oraz „Possessed by Reality” powracającego po latach Mutilation. I o ile album Mutilation nie podszedł mi zbytnio, to Hate zaprezentował nam naprawdę ciekawe wydawnictwo i właśnie tym albumem się tutaj zajmę. Hate jest zespołem, który przez lata wyrobił sobie już pozycje w metalowym podziemiu. Najnowszy ich krążek zatytułowany jak już wspominałem „Awekening of the Liar” był bardzo oczekiwany przez fanów death metalu. Czy album spełnił oczekiwania i zaspokoił w pełni gusta? Wydaje mi się, że tak, aczkolwiek nie sądzę, żeby to był album jakiś szczególnie wybitny czy przełomowy. Normalne death metalowej granie na wysokim poziomie, jednakże bez jakiś szczególnych aspiracji do bycia wielkim krokiem naprzód w muzyce death metalowej. Czy jednak jest to wada? Można by polemizować. Album został nagrany w Hertz studio, więc jeżeli słyszeliście ostatnie wydawnictwa np. Decapitated czy Azarath to wiecie już mniej więcej jak się tego słucha. Bracia Wiesławscy powoli stają się monopolistami, jeśli chodzi o realizowanie albumów metalowych zespołów:) Brzmienie jest naprawdę dobre i nie ma się zbytnio czego czepiać. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną to możemy posłuchać 10 nowych kompozycji, trwających łącznie niespełna 32 minuty. Czas, uważam bardzo dobrze dobrany, jako że pozwala się „zrelaksować”:) i nie znudzić się za bardzo, jakby nie było muzyką jednak trudną w odbiorze. Kompozycje trzeba przyznać są ciekawe, perkusja bardzo szybka, podoba mi się też growl Adama. Zupełnym nieporozumieniem dla mnie jest jednak umieszczenie na płycie death metalowej utworu typu „Grail to the Flesh”. Skoro mam płytkę death metalową to chcę porządnego kopa w ryj i mięsa, a nie jakiegoś unplugged in Warszawa! Gdyby wyrzucić ten numer z płyty moja ocena byłaby o oczko wyższa. Jeśli chodzi o resztę piosenek to większych zastrzeżeń nie mam. Najlepsze są moim zdaniem otwierający album „Flagelation”, „Anti God Exterminty” czy „Serve God, Rely on Me”, ale reszta także trzyma równy, wysoki poziom. Oprawa graficzna płyty też jest niczego sobie, aczkolwiek można by postawić zarzut o kopiowanie prac H.R. Gigera, ale chyba nikogo to na tyle nie obchodzi, żebym się musiał rozpisywać:) Nadmienię tylko, że okładkę wykonał Jacek Wiśniewski, nadworny grafik zespołów ze stajni Empire. Człowiek ten zrobił m.in. okładki do ostatniego Vadera („Revelations”) oraz do najnowszego albumu Malevolent Creation (to już mu niestety gorzej wyszło). Wspomnieć jeszcze muszę o jednej rzeczy, która mnie bardzo irytuje. Otóż Hate prezentuje ideologie wybitnie antychrześcijańska. Ok. nie mam nic przeciwko, przez lata słuchania black metalu widziało się już to i owo:) Jednakże do szału doprowadza mnie natrętna indoktrynacja prowadzona przez wokalistę Adama, niemniejsza od tej, jaką prowadzą chrześcijańscy księża tak bardzo przez niego znienawidzeni. Na każdym kroku, w każdym wywiadzie czy utworze podkreśla, jaki to on nie jest wielki satan i jak bardzo nie lubi religii chrześcijańskiej. Oczywiście 16 latkom może to imponuje, ja jednak wyrosłem już z fascynacji pseudosatanistycznymi wybrykami typu podpalanie kościołów czy coś w tym stylu. I sądzę, że z czasem każdemu inteligentnemu człowiekowi takie „satanowanie” na każdym kroku wyda się farsą. Ale to tylko taka mała dygresja. Polecam wam ten album, choć jak już mówiłem nie jest to żaden kamień milowy w historii muzyki death metalowej. Nie jest to też płyta pozbawiona zupełnie wad, ale kto dziś nagrywa płyty bez wad? Chyba tylko Cradle of Filth i London After Midnight, ale to już zupełnie inna bajka. Tak czy siak zapoznajcie się z „Awakening of the Liar”. Na pewno nie będzie to czas stracony.

 

 

                                                                                                               Shagrath

                                                                                                         shagrath@go2.pl
                                                                                                    http://cof.rockmetal.art.pl
                                                                                                            GG: 1854873