Absurd życia Codziennego 
by DreamWalker

Polski Idol

    Druga edycja programu Idol zakoñczona. Tytułowy Idol wybrany. Około 9 tys. osób odpadło już we wstępnych castingach. Każdy odcinek przyciągał ok. 3 mln widzów w całej Polsce. 64% Polaków obejrzało choć jeden odcinek Idola. Polsat zarobił 19 mln zł na emisji reklam w czasie programu. To dane z jakiejś gazety telewizyjnej. Czy ten cały zabieg był polskiemu rynkowi potrzebny? Czy faktycznie, jak zapowiadał Robert Leszczyński, ten program zrewolucjonizował go (rynek, nie Leszczyńskiego) i podniósł jego poziom? 

    To, że polski rynek muzyczny jest w stanie opłakanym, to chyba nie tajemnica. Być może niektórzy z Was myślą inaczej, jednak ja uważam, że mamy do czynienia z napływem kiczu i to w ilościach zastraszających. Polskie Basie, Kasie, Urszule, Zosie i Bóg jeden jeszcze wie co niestety torpedują nasze gusta i uszy akustyczną zawiesiną bez ustanku. Ze wszystkich tych panienek wylansowanych na polską Britnej Śpirs najbardziej przeźroczysta wydaje mi się Kasia Kowalska - zwyczajnie ma na imię, na nazwisko też, wygląda przeciętnie i tak samo śpiewa, a na dodatek piszą jej przeciętne piosenki o przeciętnej melodii i o przeciętnych, pseudo poetyckich słowach opowiadających raczej przeciętne rzeczy (miłość, lato...). Jest tak przeźroczysta, że aż się niedobrze robi. W ostateczności można jej oraz jej zgrzytu posłuchać, jednakże nie dłużej niż 3 minuty, gdyż coś niezdrowego może stać się z centralnym układem nerwowym. Powracając jednak do głównego tematu: Czy sens programu Idol nie jest przypadkiem chybiony? Z góry bowiem zakłada, że jakiś naród musi wybrać jednego, słusznego człowieka, który stanie się absolutnym i niepodważalnym bożyszczem. Nie jestem pewien, czy nie mamy do czynienia z jakimś niezdrowym kultem jednostki. Jeśli jednak już w kraju wszyscy będą jednomyślni, to jak taki Idol wyglądać powinien? Co powinno się liczyć? Jego głos, wygląd, piosenki? W czasach, gdy niesamowitą popularnością cieszy się Michał Wiśniewski, który to niestety śpiewać nie potrafi, co najwyżej charczeć, takie wartości jak czyjś głos i talent zostały dosunięte na plan dalszy. Jak się okazuje - na szczyty kariery można również wspiąć się używając innych taktyk niż promocja własnego głosu i talentu. Nikt oczywiście nie powiedział, że to źle - można i tak, choć z pewnością lepiej, gdy ktoś, kto śpiewa, śpiewać faktycznie umie. Ewolucję tego zjawiska, choć nie tylko tego, można zaobserwować na przykładzie Idola właśnie. 

    Idol to program dość nietypowy. Niektórzy sądzą, że to kolejny, bezwartościowy reality - show, jednak ja sądzę inaczej. Ten program bazuje na czymś innym, niż np. Big Brother (czyli nie na najniższych, zwierzęcych instynktach ludzi), bo na czyichś zdolnościach, talentach itd. Choć pewnie wielu na wstępnych castingach ucierpiało, a w szczególności ich samoocena (a to za sparwą wiadomo kogo - Kuby Rozpruwacza :), jednak dzięki Idolowi zostało wypromowanych kilka osób, które na to w pełni zasługiwały. Idol wypełnił pewną lukę w naszym kraju, mianowicie tzw. promocję talentów, której to brakuje. W innych krajach, np. w USA, przyznawanie stypendiów osobom utalentowanym (nawet zza granicy) to rzecz całkiem normalna. U nas, w Polsce, jak zwykle głównym wytłumaczeniem na brak czegoś, nawet stypendiów, jest proste zdanie: "Nie ma pieniędzy". Dlatego rolę państwa pełni telewizja - tworząc Idola. W sumie bardzo dobrze. Podobnie jak Brytyjczycy, gdzie Idol był przed nami, tak i Polacy pokochali ten program. Jednak czy wyłonił on prawdziwego Idola, czy tylko nową medialną marionetkę, do której trzeba wrzucić monetę, by zaczęła śpiewać i tańczyć? Popatrzmy...

KRZYSZTOF ZALEWSKI - w sumie nie rozumiem dlaczego wygrał - ani nie ma jakiegoś nadzwyczajnego głosu (sam zresztą przyznał, że nie śpiewa, tylko ryczy), ani aparycji. Może dlatego przypadł do gustu widowni, bo nie tylko miał strawny charakter (skromny, o zdaje się dość niskiej samoocenie), ale również kierował się pewną ideologią - metal dla wszystkich (choć metalu nie lubię i nie słucham tym samym, to jednak potrafię zrozumieć, że lubiany jest człowiek - alternatywa dla kiczowatego popu a la Reniffer Lopez :). Jeśli chodzi o mój gust - może być, ale taki wizerunek już się chyba zużył.

MARIUSZ TOTOSZKO - mym skromnym zdaniem, Mariusz dostał się do finałowej trójki, gdyż miał (i ma pewnie nadal) doskonały głos. I tylko dlatego, niestety. Fakt - potrafi nim manipulować tak, że momentami naprawdę robi to wrażenie, jednak ma pewną poważną wadę - jest przeźroczysty. Obawiam się, że niebawem dołączy do rzeszy nijakich klonów w stylu Kasi Kowalskiej, gdyż nie ma na siebie recepty. Nie potrafi stworzyć swojego image, co jest niezwykle istotne. Szkoda, wielka szkoda, bo Totoszko to dobry materiał - taki nieoszlifowany diament. 

BARTEK HOM - śpiewać to on nie umie. To drugi Wiśniewski, tyle, że z większymi ambicjami. Zachowuje się oryginalnie, ubiera się oryginalnie (patrz: jego koszulki) oraz jego aranżacje też są oryginalne. Słowem - jest niezwykle charakterystyczny. Na dodatek charakterystycznie wygląda, co sprawiło, że trudno się go zapomina. Niektórzy złośliwi twierdzą, że dostał się do finału, bo np. "ładnie machał tyłeczkiem" (opinia jakiejś dziewuchy z forum na Onecie), jednak nikt nie powiedział, że to źle. Moim zdaniem pokazał nową strategię zdobywania sukcesu a la Michał M (i chwała mu za to). Pikantną przyprawą jest jego nieskromna osobowość - na pytanie "Dlaczego miałbyś zostać Idolem?" odparł "Jeśli nie ja, to kto?". W internetowej ankiecie na oficjalnej stronie Idola został wybrany najsympatyczniejszym uczestnikiem Idola. 

ALA JANOSZ - to BY£ dobry materiał na kogoś, jednak niestety - Ala dołączyła do setek Kasi, Basi itp. Niczym specjalnym się nie wyróżnia, choć przyznać trzeba, że ma głos. Mała, urocza :) i stosująca w praktyce amerykańską zasadę "keep smiling", ale niestety - nie ma na siebie recepty - jak Totoszko. Mimo to ludzie ją wybrali, nie ma nad czym polemizować, no - może nad gustem Polaków. W końcu jej płyta rozeszła się w ilości 35 tys. już w pierwszym tygodniu sprzedaży. Moim zdaniem niebawem się znudzi i wszyscy o niej zapomną. Trudno się mówi - taki jest showbussines. 

EWELINA FLINTA - moja ulubiona kandydatka na Idola - stylizowana na hipiskę (flower power) o anielskim, charakterystycznym głosie. Absolutnie najlepsza. Nie wygrała oczywiście, bo Polski gust narodowy jest jak dziwka - oddaje się za bardzo niską cenę. Jednak moim zdaniem Flinta jest najlepsza i jeszcze wystrzeli tak głośno, że wszyscy ją usłyszą. W jej głosie jest coś, co czasem daje znać o sobie i co śmiało można nazwać orgazmem dźwięku. To skarb narodowy, który należy otoczyć ochroną. 

SZYMON WYDRA - sam nie wiem, co o nim myśleć - niby głos ma, niby jest charakterystyczny, ale coś jest w nim nie tak. Może to, że wraz ze swoim zespołem zaczyna płodzić piosnki - choć wpadające w ucho - raczej przeciętne. "To się wytnie" - jak to się często mawia na oddziale onkologii. Swoich fanów ma, a rynek muzyczny jest duży, więc i dla niego miejsce się znajdzie. Choć niestety - w jego przypadku o żadnym orgazmie mowy być nie może. Mimo tych braków został wybrany przez ludzi "utelefonowanych" najsympatyczniejszym finalistą Idola.

    Zatem jaki powinien być Idol? Podsumowując - człowiek o wyglądzie dość "cool" i ciekawych pomysłach (jak Bartek Hom - mimo, że ma wory pod oczami i małego zeza, który swoją drogą ponoć dodaje mu uroku...), kierujący się jakąś ideą (jak K. Zalewski), mający bardzo dobry głos (a la Mariusz Totoszko), stylizujący się na jakąś minioną epokę i mający "orgazm" w głosie (Ewelina Flinta), jednak nie wychylający się zbytnio z ustalonych schematów (Ala Janosz). Dodać można, iż powinien być charyzmatyczny, odważny, wytrwały i odporny na krytykę. Niestety - taki ktoś jeszcze się chyba nie narodził. Może z trzecią edycją Idola Polsat powinien poczekać kilka lat? 

    Na chwilę przed rozstaniem się w Wami, powrócę jeszcze do postawionego na początku pytania: Czy Idol zrewolucjonizował polski rynek muzyczny? Wydaje mi się, że nie. Mimo to jest cień szansy, że taka rewolucja nadejdzie - jak wystrzeli Flinta, może jeszcze zabłyśnie Bartek Hom (jego płyta ma być ponoć czymś niezwykłym). Poza tym - nie widzę żadnych ciekawych rzeczy/ ludzi, choć przyznać muszę, że Idol wykreował galerię ciekawych postaci z Kubą Wojewódzkim na czele.

DreamWalker
dreamwalker@poczta.fm