Graham Masterton - "Zaraza"

Zauważyłem, że często na łamach "Książek" ukazują się recenzje książek wyżej wymienionego autora, więc i ja postanowiłem dorzucić swe trzy grosze na temat jego twórczości. Postaram się napisać kilka słów na temat "Zarazy", w której Masterton urzekł mnie przede wszystkim bardzo dobrą fabułą.

Dobrze prosperujący lekarz Leonard Petrie z przedmieść Miami, którego głównym zajęciem było leczenie pań w podeszłym wieku z wyimaginowanych przez nie chorób, staje w obliczu problemu, który niejednego by przerósł. Otóż pewnego dnia zostaje wezwany do chłopca, który zachorował na jakąś chorobę, lecz wstępnie ciężko stwierdzić co to za przypadłość i - co się z tym wiąże - jak go z niej wyleczyć. Chłopak umiera, jednak problem urasta do miana kataklizmu, gdyż za czasem owe choróbsko wywołuję epidemię na niewyobrażalną skalę. Zarazę wywołały poddane mutacji pałeczki Pasteurella pestis, czyli po naszemu dżumy ;). Jak zapewne Wam wiadomo organizm zarażony tą chorobą umiera powoli, w ogromnych męczarniach, wierzcie mi - opisy zgonów są naprawdę okropne (radzę nie jeść przed lekturą ;). Nikt nie wie jak sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, rząd (jak to rząd) by nie wywołać ogólnokrajowej paniki udaje, że wszystko jest pod kontrolą i niedługo problem zostanie zażegnany, jednak z każdym dniem epidemia na coraz większą skalę chłonie nowe ofiary.

Śledzimy losy doktora Petrie'a, który wraz ze swoją bodajże sześcioletnią córeczką Prickles postanawia uciec przed zarazą, jednak jest to bardzo trudne ze względu na nieoficjalne poczynania amerykańskiego rządu, który postanawia spalić i zrównać z ziemią cały stan, nie licząc się z ludźmi, którzy w nim pozostali (oczywiście zostały wszędzie postawione policyjne i wojskowe barykady, którym nie wolno nikogo przepuszczać, w obawie przed rozprzestrzenianiem się choroby).

Zacytuję może fragment z okładki:

"ZARAZA jest opowieścią o ginącej Ameryce. To wstrząsający obraz zachowań w chwilach, gdy ludźmi rządzi instynkt. Apokaliptyczna wizja końca uporządkowanego świata. Obraz ludzkich tragedii i dramatów."

Ameryka w tarapatach? Temat jakby to powiedzieć całkiem "aktualny"...

Trudno sobie wyobrazić na co stać ludzi postawionych w tejże sytuacji, w obliczu nadciągającej śmierci - zapanowuje totalna anarchia, policja nie ma wystarczających możliwości do zapanowania nad społeczeństwem. Często jesteśmy świadkami życiowych wyborów, wyborów pomiędzy wartościami, na których budowaliśmy swój dotychczasowy światopogląd, a możliwością przeżycia, choćby kosztem innych ludzkich istnień i ich cierpienia...

Fabuła, jak dla mnie, jest wyśmienita - przez kilka pozornie nieistotnych spraw, które się na siebie nałożyły, supermocarstwo, jakim niewątpliwie są Stany dostaje potężnego prztyczka w nos i przez nieudolne powzięte kroki działania nie potrafi się z tego otrząsnąć.

Książkę czyta się całkiem przyjemnie, jednak dużym jej mankamentem jest to, że akcja toczy się tu "zrywami". Często nie jest ona zbyt wartka (można to porównać do słów mojego ojca, który tuż po przeczytaniu Władcy stwierdził lakonicznie - "nic ciekawego, idą, idą i idą do tej dziury przez wszystkie trzy tomy" - ale nie ma co się dziwić, on z natury jest wybredny, "ten typ tak ma" ;) ).

Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że w "Zarazie" mało się dzieje, ale nie czarujmy się zbytnio - pan Masterton czasami przynudza, że aż strach... Według mnie przypomina on stylem narracji swojego znanego kolegę z branży - S. Kinga - niby straszno, niby coś się dzieje ciekawego, jednak całość zostaje tak rozwleczona, że szkoda gadać... Swoją drogą ciekaw jestem, czy ktoś podziela moje zdanie na ten temat?

Bardzo podała mi się końcówka, w której wszystkie poprzednie wątki poboczne łączą się w jedną sensowną całość, bardzo dobre i sprytne posunięcie. Jeśli już wspomniałem o moim ojcu to pozwolę sobie przytoczyć jego kolejny cytat (tym razem o książkach S. Kinga i D. Koontz'a) - "powinno się czytać samą końcówkę, wtedy przynajmniej coś się dzieje". Jednak jeszcze raz podkreślę, że końcowe kartki przyprawią nas o dreszcze i z pewnością poczujemy dreszczyk emocji przechodzący po plecach.

Reasumując: lepszy cyc, niż nic, tfu, chciałem napisać, że przynajmniej dla mnie książka jest dobra, ale niestety tylko dobra, gdyż zapowiadała się naprawdę znakomicie. Mimo wszystko polecam ją nie tylko wszystkim fanom horroru, ale także ludziom, których ciekawi do czego zdolny jest rodzaj ludzki w obliczu nadchodzącej nieuchronnie śmierci. Powinno się spodobać.

elpresidente
elpresidente@pf.pl