Mnie na przykład gnębi taka rzecz, że Amerykanie śpiewają w kościołach "halleluyah" zamiast "alleluja". Albo inna - zasadniczo sygnalizacja świetlna powstała w celu zapobieżenia ewentualnemu wypadkowi, a tymczasem słyszy się że "Marian X. zginął potrącony przez samochód podczas przekraczania ulicy na czerwonym świetle", albo "kierowca nie zwrócił uwagi na palące się czerwone światło" (światło może się palić?). Czy ludzie nie potrafią przestrzegać najprostszych nawet zasad? Oczywiście, doskonale rozumiem chęć dresiarzy do zaprezentowania walorów eleganckiego, pasiastego "malucha" z czterema głośnikami, ale nie można tak tłumaczyć wszystkich kraks! Ech, co ja będę sobie manikir niszczył przy pisaniu o takich głupotach... Zajmijmy się choć raz czymś poważniejszym - sztuką! A tak, tu i teraz przytoczę przełomowy wiersz wspaniałego artysty, jakim był Bruno Jasieński. Tenże działacz dwudziestolecia międzywojennego na stałe zapisał się w historii - tworząc dzieła takie, jak poniższe:
Bruno Jasieński
"Moskwa"
tu-m czy-m ta-m?
tum - tum TAM -
TU-M- -
tam-tam TAM tam-tam-tam TAM
TU-M TU-M
czy-m tam-tam? tam-tam? czy-m tam?
Kończę to cytowanie. Dalej już nie mogę, przynajmniej na trzeźwo. Pomyśleć, że łatwiej o takim "geniuszu" znaleźć notkę w encyklopedii, niż o choćby Mahatmie Gandhim...
Może i wstęp był przydługi, może i nie miał nic wspólnego z opisywaną powieścią... Czyżbym nie wspomniał, która książka jest tematem tejże recenzji? Oh, pardon, już mówię.
ANDRZEJ PILIPIUK - "Weźmisz czarno kure"
Teraz, kiedy wszyscy są poinformowani i tym samym zabezpieczeni, przejdę z łaski mojej do rzeczy.
Jakub Wędrowycz, menel - egzorcysta, jest bohaterem kilkunastu opowiadań pana Andrzeja zgromadzonych w księdze o jakże enigmatycznym tytule. Kuba W. swój pędzi swój żywot (i nie tylko to) we wsi, co się Wojsławice zowie. Pomiędzy kolejnymi popijawami zwalcza duchy, demony i inne tałatajstwo, takie jak Lenin-zombie, talibowie, "łowcy skór", drzewa chcące opanować świat i masa innych...
Trzeba uczciwie przyznać - pomysły Pilipiuka zwalają z nóg. Prezentują typ humoru, jaki lubię najbardziej - prześmiewczy, niedorzeczny, absurdalny. Dosłownie sturlałem się z kanapy, czytając o radzieckim systemie kodowania i innych "cudach techniki". Wyobraźnię autor ma doprawdy nieziemską. Oczywiście - nie jest tak, że mamy do czynienia jeno z bezmyślnym parodiowaniem wszystkiego, co aktualnie jest popularne. Kilka utworów prezentuje czystą odmianę horroru (choć, po prawdzie, wiele ich nie ma). Z drugiej strony - stężenie absurdu w paru opowiastkach jest zbyt duże nawet jak na moje gusta... Lecz ogólnie rzecz biorąc - "Weźmisz..." urzekła mnie właśnie dowcipem.
Strzeżcie się jednak językowi puryści przed zakupem owej książki! Styl autora stoi bowiem na niezbyt wysokim poziomie, a czasami osiąga dno. Metafor czy porównań tu nie uświadczysz. Również fabuła może się wydać dziecinna, głupia, wręcz idiotyczna - ale tym właśnie wyróżniają się przygody Jakuba Wędrowycza spośród ton innych opowiadań. Twórczość Pilipiuka jest "inna". Trzeba się doń przyzwyczaić, aby ją polubić. Jeśli więc nie masz cierpliwości do błędów interpunkcyjnych i bardzo nieskomplikowanych zdań - nie podchodź bliżej!
Z tyłu okładki widnieje fragment recenzji jakiegoś bardzo znanego krytyka, który wychwala pod niebiosa styl pana Pilipiuka, a samą powieść porównuje do "Łowcy androidów" Dicka. O, nie, to już jest przesada. Wprawdzie podczas lektury ubawiłem się setnie, ale nie oznacza to że książka posiada "drugie dno". Wręcz przeciwnie - napisano ją tylko i wyłącznie dla rozrywki (takie przynajmniej odnoszę wrażenie)! Tak też należy ją traktować - jako porcję zabawy, przerwę w śmiertelnie poważnym trybie życia. Wtedy na pewno na "Weźmisz czarno kure..." się nie zawiedziesz!