S@motność w Sieci

Janusz L. Wiśniewski

Newsweek Polska okrzyknął tę książkę mianem kultowej. Kiedy po kilku dniach po przeczytaniu artykułu, gdzie te słowa się znalazły, trafiłem do księgarni i nie miałem już żadnych kłopotów z wyborem czegoś dla siebie.

Umiejscowienie miłości, uczucia przelewającego się gęsto i często w tysiącach książek, w naprawdę współczesnym świecie, wśród najnowocześniejszych zdobyczy techniki, czyni książkę naprawdę oryginalną historią. Witold Werner w swym artykule w jednym numerów Esensji przypisuje powyższą cechę, za poważną wadę, kwalifikującą "S@amotność ... ", jako nieprawdopodobną, naszpikowaną na siłę udziwnieniami niezrozumiałymi przeciętnemu zjadaczowi chleba (czy aby na pewno? Tyle się teraz mówi o genetyce...) prozę dla ubogich (jakich ubogich!? 29 zeta toto kosztuje!).

Ja nie postrzegam inteligentnych monologów Wiśniewskiego o genetyce, chemii itp. jako defektu. Cała książka jest spójna, a wplatane smaczki stanowią łakomy kąsek dla uważnych czytelników. Książka wydaje mi się nieco smutna. Smutna jest samotność Jakuba (głównego bohatera), smutny jest nieudany związek Jennifer z jej mężem - pracoholikiem. A jeszcze smutniejsze nad to wszystko są losy Jakuba z lat wcześniejszych, jego związek z niemą i niesłyszącą  Natalią. Właśnie ten fragment, gdzie Jakub opisuje w mailu do Jennifer swe przeżycia, trudne studia, śmierć ukochanej i wtrąca w to wszystko tak świetną, jak i niewiarygodną opowieść o miłości pewnego księdza do zakonnicy, jest jednym z najlepszych w całej książce.

 Jakub jest chodzącym ideałem. Taki współczesny Da Vinci, studiował filozofię i matematykę, jest słynnym genetykiem, z wprawą stenografuje, mówi w kilku językach, dla rozrywki postanawia uczyć się angielskich idiomów. Będąc na stażu w USA zbierał (i uzbierał, za co zresztą został nagrodzony) pieniądze na operację chorej na białaczkę córki swego kolegi. Załatwił też operację ucha mającą przywrócić słuch i głos jego ukochanej Natalii. Poza tym Jakub to znający się na wszystkim dorosły mężczyzna, naukowiec i wykładowca, prawiący morały i mądrości inteligent. I to właśnie jest tym, co tak podnieca ową Jennifer, która uparła się, by mieć kogoś w Sieci. Tak bez żadnych zobowiązań, a jeśli coś pójdzie źle - należy przejść w tryb offline. Bez żadnych męczących wyjaśnień. Cały ten związek zachodzi jednak za daleko. Rozmowy na ICQ, codzienne maile Jakuba - oboje zakochują się w sobie, choć sobie tego nie mówią. Mąż Jennifer zszedł na dalszy plan, stał się dla niej sprzętem gospodarstwa domowego, a nie "tym jedynym".

Wybijającą się cechą książki jest bardzo ładny język. Wiśniewski nie bawi się niepotrzebnie słowami, konsekwentnie buduje swój melancholijny świat, którego symbolem jest komputer. Nie brak jednak pewnych smaczków, jak słynne już zdanie "ejakulował w niej z myślą o pewnej bakterii powodującej tyfus".

Czasem Wiśniewski zostawia na moment fabułę i skupia się na anegdotach. Ciekawscy będą zadowoleni, kiedy znajdą coś o Salvadorze Dalim, Kennedy'm...  

Całą książkę oceniam bardzo wysoko. Jest dobra, ciekawa, różniąca się od innych. Wspomniany gdzieś wyżej Witold Werner zjechał ją od podstaw właśnie za to, że jest inna. Inna, nie znaczy gorsza. Takie jest też m.in. przesłanie tej książki. Zdaniem Wiśniewskiego miłość w Sieci jest jak najbardziej możliwa i jest tak samo cudowna jak ta w "rzeczywistości". Nie każdy musi się z tym zgadzać, ale w niczym nie umniejsza to wartości "S@motności w Sieci".  

8/10

Kalwar
22 kwietnia 2003