J.R.R Tolkien - "Rudy Dżil i jego pies & Kowal z Podlesia Większego"

Nie wszystkim wiadomo, że sympatyczny dziadziuś Tolkien zaczynał od układania i pisania opowiadań dla swoich 4 dziatków, co swoją drogą zaowocowało w przyszłości talentem pisarskim 3 syna Christophera (dokończył i wydał "The Silmarillion"). Tolkien kochał bajki. Nieraz mówił, że nie ma dla niego piękniejszego widoku od uśmiechniętych buzi dzieci słuchających jak czyta swoje opowiadanka. Ze słodkiego wujcia Tolkienka przerodził się w najsławniejszego pisarza fantasy, którego dzieła rozchodzą się od ręki, a wydawcy biją się o prawa do jego powieści..

Dziś Drogi Czytelniku chciałbym przedstawić jedną z pierwszych jego powieści, choć wydaną po Hobbicie, a mianowicie "Rudy Dżil i jego pies & Kowal z Podlesia Większego".

"Rudy Dżil.." to dość przyjemna i sympatyczna powieść, gdyż od razu widać, że jest przeznaczona dla najmłodszych. Moim skromnym zdaniem to doskonały wstęp do świata fantasy dla wczesnej podstawówki, bo mamy tu, hyh, czego tu nie mamy? :) Jest gadający smok, gadający pies, zły olbrzym, potężny artefakt, niedobry król, dzielny (typooowo brytyjski) bohater o skromnym imieniu Dżil i oczywiście wielka przygoda po skarb i glorię. Wyżej wymienione składniki to oczywiście przepis na legendę i równie ciekawą opowieść. Jeżeli mam być szczery to "Rudy Dżil.." mi się spodobał i to nawet bardzo :)) Tak, tak wieem, dziecko ze mnie, ale uważam, że Tolkien napisał jedną ze swych sympatyczniejszych i ciekawszych bajek, które bawią i uczą. Czyż nie tak powinno być? Sporo humoru, jak ciekawe teksty psa Garma, czy bardzo inteligentne kwestie smoka Chrysophylaxa sprawią, że delikatny uśmieszek rzadko zejdzie z naszej naznaczonej przez przeciwności losu twarzy. O :) . Tak, dzieci musiały mieć radochę i teraz Ty Czytelniku też skosztuj jej odrobinę, to naprawdę przyjemne. Ja Rudego Dżila i oczywiście jego dzielnego psa Garma polecam wszystkim, a co do drugiego dzieła w tejże cieniutkiej książeczce lekko się przyczepie. Więc nie odchodźcie od monitorów, za chwilę dalszy ciąg programu.

"Kowal z Podlesia Większego" nie jest już śmieszny. Nie jest nawet zabawny. Odnoszę wrażenie, że to był ten jeden z nielicznych dni Mistrza bez weny i machnął właśnie takie opowiadanko. O ile przygody Dżila były sympatyczne i wciągające to na "Kowalu.." się zawiodłem. Jest w nim mowa o Kuchmistrzu z pewnej wioski, który obiera sobie pomocnika by na wielkie przyjęcie zrobić wyszczałowy ;) tort, o którym snułyby się legendy. Nowy pomocnik pewnego kuchmistrza przynosi gwiazdę którą zapakowali jako suprajs do tortu, i jak się dobrze domyślacie zjadło ją pewne dziecko. Ten który gwiazdę przyniósł zwał się Alf (nie, nie jadł kotów;) i jak się później okażę(achh, zdradzę wam tę misterną chwilę) jest królem pewnej Krainy Czarów, jakich w średniowiecznej Anglii jak wszyscy wiemy było wiele. I to mniej więcej cały sens tej opowiastki. Prawda, że ciekaaaaaweee (o, przepraszam). Nawet raz zasnąłem przy tym opowiadanku (autentyk;)

Mistrza Tolkiena reklamować, ni polecać nie trzeba. Swoimi dziełami sam robi to doskonale. Także, Drogi Czytelniku, mimo to, że czasy zachwycania się gadającymi smokami i skarbami w co drugiej jaskini masz już z pewnością troszkę za sobą, to gorąco polecam "Rudego Dżila i jego psa". Jeżeli cierpisz na bezsenność i chciałbyś się deczko wyciszyć to polecam i drugie opowiadanko. A więc bywajcie. Hayre!

spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl