PRZEGLAD KILKU KSIAZEK
"Five Magics"





Jak sugeruje podtytuł tego wydania Przeglądu Kilku Książek, dzisiaj recki pięciu książek. Przyczyną tej sytuacji jest numerek 19 PKK, gdzie była tylko, a zarazem , trójka. (Swoją drogą: osoba, która kojarzy powyższy podtytuł może się już zaliczać do grona moich kumpli.)
Na początek serwuję dwie powieści Dicka - jedną słabszą, za to druga jest niezwykle dobra - następnie małe co nieco od Tolkiena, potem zbiór opowiadań niespecjalnie znanego autora, choć to się ostatnio poważnie zmienia - niektóre osoby zaczynają go już ubóstwiać, pod tytułem "Piaseczniki" i na samiutki koniec coś dla fanów Gwiezdnych Wojen, czyli "Nadchodząca burza" Alana Deana Fostera. Cała piątka prezentuje się w miarę pozytywnie i pewnie jest nawet warta przeczytania, ale ten wybór pozostawiam już tylko Tobie.
Ze swojej strony mogę jedynie tymczasowo pożegnać się i liczyć na to, że za jakieś dwa miesiące (albo i wcześniej - nigdy nie wiadomo, czy mi coś nie odbije) też tutaj zajrzysz i poczytasz o tym co ja wcześniej czytałem. :)
Do zobaczenia!

Prolog



Philip K. Dick "Oko na niebie"


Książkę rozpoczyna krótka notatka, mówiąca o dość znacznym wypadku, który miał miejsce w Belmont, a dotyczył awarii deflektora wiązki protonowej bewatronu. W wyniku upadku z dużej wysokości ucierpiało osiem osób, w tym przewodnik grupy.
Tymczasem autor przenosi nas do siedziby głównej California Maintenance Laboratory, produkującej kierowane pociski rakietowe. Do inżyniera Hamiltona przyjechała właśnie jego żona - Marsha. Wspólnie mają się udać obejrzeć deflektor bewatronu w pierwszym dniu jego pracy. Nie mogą się tam jednak udać od razu, ponieważ Hamilton dostał wezwanie od pułkownika T.E. Edwardsa do natychmiastowego stawienia się w jego biurze.
Na miejscu sprawdzają się jego przykre przypuszczenia co do tego, że sekcja bezpieczeństwa firmy, w której pracował, uznała jego żonę za potencjalną komunistkę, a więc i domniemanego szpiega sowietów. Maintenance Laboratory, jako korporacja współpracująca z rządem, nie może sobie pozwolić na taką ewentualność, że plany produkowanych przez nich rakiet mogą się przedostać na wschód, do największego z wszystkich wrogów - ZSRR. To pociąga za sobą odsunięcie Hamiltona od wszystkich poufnych materiałów do czasu wyjaśnienia sytuacji, co w sumie wiąże się z zakończeniem jego dziesięcioletniej pracy w Maintenance Laboratory.

Ta książka jest co najmniej dziwna. Czyta się ją jakoś tak niezwykle łatwo, jednak czerpana z tego przyjemność jest raczej nikła. Nie wspomnę o tym jak bardzo pokręcona jest rzeczywistość, w której znajdują się bohaterowie. Ogólnie nie można powiedzieć, żeby "Oko na niebie" przypadło mi jakoś szczególnie do gustu. Raczej słaby, w moim mniemaniu, tytuł. Jeśli chcecie, to czytajcie - może znajdziecie w nim to, czego ja nie potrafiłem odnaleźć. Być może też nie.



Philip K. Dick - Oko na niebie
Ocena: Słaba z +



Philip K. Dick "Teraz czekaj na zeszły rok"


Wszystko zaczyna się - jakby się mogło wydawać - kolejnego, zwyczajnego dnia w życiu Erica Sweetscenta Okazuje się jednak, że na sam początek żona zgotowała mu małą niespodziankę, a mianowicie spotkanie z robantem w celu zapłacenia rachunku za paczkę zielonych Lucky Strike'ów z lat 30-stych ubiegłego stulecia. Do tego jego "rozmówca" upiera się, że zakupiła ją w celach prywatnych.
Po chwili, lżejszy o pewną sumkę zielonych, znajduje się już w swoim biurze, gdzie wkrótce odwiedza go właśnie Kathy - jego małżonka. Wywiązuje się między nimi mała kłótnia, na szczęście nie okupiona ofiarami, ponieważ Eric zostaje wezwany przez swojego szefa, czyli samego Virgila Ackermana, który przysłał po niego jednego z członków swej licznej familii - Jonasa Ackermana. Okazuje się, że ma on lecieć z Virgilem i jeszcze kilku osobami na Marsa do Wasz35, czyli wciąż odwzorowywanej przez Kathy postaci Waszyngtonu z 1935 roku. Podobno ma tam na nich czekać jakiś gość, co samo w sobie jest wielkim zaskoczeniem dla Erica - w końcu Virgil nigdy nikogo z poza pracy tam nie zapraszał...

Ta książka, nawet jak na Dicka, jest niezwykła. Jest świetna, ale tytuł udało mi się zapamiętać dopiero po jej przeczytaniu. Czy to nie dziwne, że tak słabo zapadająca w pamięć nazwa, kryje tak wspaniałą zawartość? Choć z drugiej strony, tytuł jest jak najbardziej w Jego stylu - intrygujący i zarazem jakiś taki niecodzienny... Podziwiam tego człowieka... Co zaś do treści "Teraz czekaj na zeszły rok", to mogę się wyrażać jedynie w samych superlatywach. Powieść jest momentami zapętlona, ale to tylko dodaje jej smaczku, no i jeszcze ten niezwykły klimat... Jak na razie stawiam ją na drugim miejscu po "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" ex aequo z "Możemy cię zbudować" (co wcale nie znaczy, że nie może się to w przyszłości zmienić - w końcu dopiero wkraczam w świat urojeń Dicka). Innymi słowy: godne polecenia.



Philip K. Dick - Teraz czekaj na zeszły rok
Ocena: Bardzo dobra z wielkim +



J.R.R. Tolkien "Zaginione Opowieści" - Tom I


Książka ta jest zbiorem opowiadań, opisujących początki Ei, w których skład wchodzą kolejno: "Dworek Utraconych Zabaw", "Muzyka Ainurów", "Nadejście Valarów i budowa Valinoru", "Uwięzienie Melka", "Nadejście elfów i budowa miasta Kôr", "Złodziejski czyn Melka i mrok nad Valinorem", "Ucieczka Noldolich", "Opowieść o Słońcu i Księżycu", "Ukrycie Valinoru" i "Opowieść Gilfanona: Ciężki los Noldolich i nadejście rodu człowieczego", które to prawie w ogóle nie istnieje i zamiast niego są jedynie strzępki tego, co miało dopiero powstać. Na samym końcu jest zaś Dodatek, w którym zawarta jest część wczesnych słowników elfich języków (rym niezamierzony ;)). Są w nim wytłumaczone etymologiczne korzenie imion bohaterów i miejsc opisanych w "Zaginionych Opowieściach". Tak właściwie to nawet go całego nie przeczytałem, bo nie interesują mnie takie rzeczy, ale na pewno znajdzie się pośród czytelników AM kilka osób, które ten Dodatek wielce zaciekawi.

Jeżeli miałbym określić do kogo skierowane są "Zaginione Opowieści", to jednoznacznie wskazałbym na zapalonych fan(atyk)ów twórczości Tolkiena, którzy historię opisaną w "Silmarillionie" znają na pamięć. Innym nieco ciężko byłoby się połapać we wszystkich przypisach i komentarzach, którymi wzbogacił tę książkę syn Mistrza, Christopher Tolkien. Można by próbować podejść do tego zbioru, jak do zwykłej powieści - co zresztą byłoby całkiem logiczne, gdyż wszystkie opowiadania łączą się ze sobą - jednak magię "Władcy Pierścieni" da się odnaleźć jedynie w "Dworku Utraconych Zabaw"; w reszcie gdzieś uleciał ten niesamowity nastrój, cechujący Trylogię. A szkoda, bo w ten sposób mamy coś pokrewnego "Silamrillionowi", który nie do wszystkich trafia ze względu na swoją "suchą" formę i złożoność. Dlatego też oceny nie będzie, bo jednym mogłoby się spodobać, innym zaś nie. Dla mnie natomiast jest to całkiem interesująca ciekawostka, ale nic poza tym.



J.R.R. Tolkien - Zaginione Opowieści - Tom I
Ocena: wedle uznania



George R.R. Martin "Piaseczniki"


Książka ta jest zbiorem opowiadań science-fiction (czasami zahaczających o horror), z których dwa zostały uhonorowane nagrodami Hugo i Nebula: "Droga krzyża i smoka", "wyróżnione w 1980 roku nagrodą Hugo w kategorii krótkie opowiadanie" oraz tytułowe "Piaseczniki", "wyróżnione w 1979 roku nagrodą Nebula w kategorii długie opowiadanie oraz w tej samej kategorii w 1980 roku nagrodą Hugo". O ile nie dziwię się tym przy drugim opowiadaniu, o tyle zastanawia mnie nagroda dla tego pierwszego, które, według mnie, wcale nie jest takie dobre, żeby zdobyć tak prestiżowe wyróżnienie. Może jurorom spodobał się silny kontekst religijny tegoż, sam nie wiem. Raczej przeciętne, jak na rozpoczęcie tego zbioru. Drugi tytuł jaki możemy przeczytać, to "Mroźne kwiaty", które mnie jednoznacznie kojarzą się z kolorem białym i niebieskim. Następnie mamy jedno z najlepszych opowiadań w tej książce, które to właśnie, moim zdaniem, powinno zebrać kilka dobrych nagród, a jest nim tekst "W Domu Robaka". Niezwykły, pełny mroku i zgnilizny klimat, ale nieco inny niż u Lovecrafta. Coś świetnego. Dalej są już trzy opowiadania "bardziej" science-fiction, niż wszystkie poprzednie, a to za sprawą tego, że s-f kojarzy się z kosmosem i statkami kosmicznymi, a tych tu dostatek. Są to kolejno: "Szybki pomocnik", "Kamienne miasto" (cholernie intrygujące; do tego drugi przejaw zamiłowań autora do podziemi) i "Gwiezdna Pani" - wszystkie bardzo dobre, stojące na równym poziomie. Na sam koniec zaś mamy "Piaseczniki", o których wspominałem powyżej. Rzeczywiście zasłużyło na nagrody Nebula i Hugo, ale dziwi mnie opinia zamieszczona z tyłu okładki, mówiąca o tym, że "jest jedną z najbardziej mrożących krew w żyłach opowieści, jaką kiedykolwiek czytałem". Najwyraźniej ten pan mało czytał, bo "Piaseczniki" wcale nie są takie straszne, znalazłem za to w nich kilka innych, interesujących rzeczy.
Ogólnie o tym zbiorze opowiadań można powiedzieć, że jest bardzo dobry i warto go przeczytać. Polecam!



George R.R. Martin - Piaseczniki
Ocena: Bardzo dobra



Alan Dean Foster "Nadchodząca burza"


W Republice coraz częściej słyszy się o korupcji w senacie, mnóstwie niewygodnych przepisów, które zjadają ogony same sobie i coraz większym niezadowoleniu z takiego obrotu spraw na co poniektórych planetach.
Jedną z nich jest Ansion, mało znaczący - wydawałoby się - świat, jednak nie dla osób, którym zależy na rozpadzie Republiki oraz, jak się można później przekonać, dla tych, którzy starają się utrzymać to wszystko w przysłowiowej kupie. Powodem tak dużego zainteresowania tą planetą jest fakt, iż leży ona dokładnie pośrodku Republiki, a jej secesja pociągnęłaby za sobą katastrofalne skutki dla tejże, w postaci odejścia z niej również innych układów, związanych z Ansionem długoletnimi sojuszami. Innymi słowy: Republika rozpadłaby się, a na to Rada Jedi pozwolić nie może, dlatego wysyła na ten świat aż dwójkę Jedi wraz z ich padawanami. Do tego szlachetnego grona zaliczają się znani nam już Obi-Wan Kenobi i Anakin Skywalker oraz "rycerka" Luminara i jej uczennica Barissa. Oczywiście pewne "złe siły" starają się im w ich misji przeszkodzić, co pociąga za sobą lawinę mniej lub bardziej interesujących zdarzeń...

Książka ta reklamowana jest poprzez napis na okładce, głoszący, że jest to "Wstęp do Części II. ATAK KLONÓW", choć mnie ten slogan bynajmniej nie zachęcił. Zrobiło to nazwisko autora, którego "Imperium kontratakuje" było spośród wszystkich książkowych wydań oryginalnej trylogii najlepsze oraz wiedza o tym, że powieści z cyklu Star Wars są od nowych filmów Lucasa mniej więcej pięć razy lepsze. Tak jak się spodziewałem, książka spełniła moje oczekiwania w stopniu conajmniej zadowalającym. Zawiera w sobie wszystko to, co powinna zawierać w sobie powieść z Gwiezdnych Wojen, ale nie wybija się z szerokiego grona swych poprzedniczek. Raczej dla fanów, ale inne osoby też nie powinny być rozczarowane.



Alan Dean Foster - Nadchodząca burza
Ocena: Dobra z +




Epilog

Megadeth - Hook In Mouth (fragmenty)

F, is for fighting, R, is for red,
Ancestors' blood in battles they've shed.
E, we elect them, E, we eject them,
In the land of the free, and the home of the brave.
D, for your dying, O, your overture,
M, they will cover your grave with manure.
This spells out freedom, it means nothing to me,
As long as there's a P.M.R.C.

F, is for fighting, R, is for red,
Ancestors' blood in battles they've shed.
E, we elect them, E, we eject them,
In the land of the free, and the home of the brave.
D, for your dying, O, your overture,
M, is for money, you know what that cures.
This spells out freedom, it means nothing to me,
As long as there's a P.M.R.C.

Put your hand right up my shirt,
Pull the strings that make me work,
Jaws will part, words fall out,
like a fish with hook in mouth.

Rewrites every story, every poem that ever was.
Eliminates incompetence, and those who break the laws.
Follow the instructions of the New Ways' Evil Book of Rules.
Replecing rights with wrongs, the files and records in the schools.

I'm not a fish
I'm a man
Hook in Mouth!




© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl