"Hobbit - Precz z łapami!"

Po przeczytaniu arta mości Buroka postanowiłem, że tej sprawy dłużej odwlekać mi nie przystoi i muszę wybiec na arenę pełną "zatwardziałych" i "wiernych" fanów "Władcy Pierścieni", którzy podniecają się ślicznym filmowym Aragornem i zbłaźnionym Gimlim. Czas ten nadszedł. Rozedrę koszulę na mej piersi i będę krzyczał otwarcie: "Precz z łapami od Hobbita!"

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że książka Mistrza J.R.R Tolkiena zatytułowana jakże prosto, bo "Hobbit" podbiła moje serce, jak żadna inna. To była moja pierwsza powieść Mistrza J.R.R.T jaką miałem przyjemność czytać i już wtedy wiedziałem, że Śródziemie to jest miejsce do którego dążę, kraina z którą się utożsamiam. W zacofanej podstawówce nikt o mości Tolkienie nie słyszał, a moja tłusta polonistka na jego nazwisko pewnie wraz by chwyciła krzyż i poczęła się modlić o odpędzenie złych, okropnych duchów, mącących nasz ojczysty język. Ech, te wspomnienia:) Jako że "Hobbita" czytałem w 1 klasie gimnazjum nie mogłem już pastwić się nad polonistką z podstawówki, czegom niezmiernie żałował. Powieść ta wydała mi się wspaniała, głęboka i wielce niezgłębiona. Stała się moim bóstwem. W nocy obmyślałem treści nowych zagadek dla Golluma, kiedy indziej przymierzałem nową złotą zbroję Thorina. "Hobbit" skłonił mnie ku wielu refleksjom, także zaczęły mnie nachodzić różne filozoficzne pytania typu: Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Myślę, że Drogi Czytelniku jesteś w stanie wyobrazić sobie moją konsternację, gdy nie aż tak znów dawno ujrzałem Hobbita na liście lektur dla podstawówki. Szok i zamęt. Moja biblia! Moje kochane dzieło! Mojego nikomu niemal nieznanego (ba, wtedy!) Mistrza Tolkiena! Dla smarkaczy?!? Cóż oni z tego zrozumieją?!? Że krasnoludki są cacy, a smoki są be? Ochłonąwszy wziąłem się za "Władcę Pierścieni". Nie muszę dodawać, że stała się ta książka moją drugą religią. W szkole dumałem nad losami bohaterów Trzeciej Ery i żyłem według tego co wydumałem. To były MOJE przeżycia, MOJE przygody i tylko moje.

Nie aż tak znowu dawno na nasze rodzime ekrany kin wstąpiła "Drużyna Pierścienia" według P.Jacksona (film mi się podobał, ale nie to chce przekazać). Wszyscy zaczęli chwalić się, że to jest genialne, sprowadzać piraty z filmem i podniecać się wszystkimi bohaterami po kolei. Paru osobników doskakiwało do mnie z tekstami - "co ja o tym wiem? Ja stara dupa jestem" co mnie doprowadzało już powoli do szału. Punkt kulminacyjny miał miejsce, kiedy ta cała jeno filmowa hołota zaczęła mi prawić, że "Hobbit" jest dla malutkich dzieciątek! Że nie są tyle głupi by to czytać! Od tego czasu jestem uczulony na punkcie tym jak ktoś wyzywa "mojego" "Hobbita". Rozumiem, że Tolkien tę powieść napisał wyłącznie początkowo dla swych dzieci, że elfy są ukazane w niej jako deczko głupie stworzenia, bez grosza powagi i dumy. Ale kocham tę powieść i uważam ją jako doskonały wstęp do świata Śródziemia. Kto się ze mną nie zgadza niech sczeźnie w ogniach Orodruiny i nie zawraca głowy Tolkieno-maniakom swoimi bzdurami z opowieści kolegów i z ekranów kin jeno. Kiedy wyczytałem u Buroka, że "Hobbit" jest lekturą w 3 (!) klasie podstawówki, szala goryczy przelała się ostatecznie i musiałem napisać co czuję i do Phnoma, i do was. Być może za bardzo się przed wami otworzyłem, może będziecie się ze mnie śmiać. Chciałem napisać co czuje i zrobiłem to. Dziękuję...

P.S Pozdrowienia dla każdego kto "Hobbita" zapamiętał jako przyjemną i wspaniałą książkę. Zdrowie UnionJacka i innych nieznanych mi maniaków Mistrza Tolkiena. Bywajcie!

spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl