PHILIP K. DICK - "Czas poza czasem"
Zdarzyło wam się kiedyś, że z nowo kupionej koszuli wystawała mała nitka? A kiedy chcieliście ją szybko wyszarpnąć, ta okazała się długa, gdyż łączyła np. rękaw z całą resztą i przez właśnie przez taki przypadek, przez mały szczegół odkryliście że nowe, drogie ubranie jest niczym innym jak zwykłą podróbką? A co, gdyby tak samo było z rzeczywistością - pozornie doskonałą, spójną, z której wystaje dręczący szew? Pociągnęlibyście go z ciekawości, jednak ryzykując utratę wszystkiego, co macie? Przed takim dylematem stanął bohater powieści Dicka, mistrz szarad i łamigłówek (i pretendent do miana najgłupiej nazwanego książkowego bohatera) - Ragle Gumm. Khm, tego... Gdyby mnie tak rodzice nazwali, to chyba bym wolał zostać sierotą. {ciekawe... Czyżby pan DICK miał jakiś kompleks na tle głupich nazwisk? ;P - Phnom Penh}
Fabularnie książka jest doskonała - lecz nie omówię szerzej tego aspektu. Zaskoczenie gra tu bowiem dużą rolę, a gdybym ot tak, po prostu wam zdradził kilka szczegółów, to byłoby tak jakbym publicznie powiedział jakie będą pytania na tegorocznej maturze. {Powiedz! Powiedz! ;) - PP} Nie wolno, po prostu nie wolno... Przejdźmy zatem do tematów mniej tajemnych.
Najbardziej w "Czasie..." zadziwił mnie bohater. On po prostu jest... inny. Przeważnie u Dicka herosi byli w jacyś sposób upośledzeni, niedostosowani. Ragle tymczasem w sporej mierze jest normalny. Czyżby Filip nie zażył odpowiedniej dawki amfetaminy przed pisaniem (bo tak w ogóle to on się nieźle szprycował, co wyjaśnia niektóre z pomysłów)? Stało się z tej przyczyny, co następuje: z początku mamy do czynienia z typowym, sensacyjnym thrillerem, a nie z rasowym sajens fikszyn. Wprawdzie to się zmienia, ale lwia część powieści to, że się tak wyrażę, dochodzenie - jakiego nie powstydziłby się Chandler czy Agata Christie, a w porywach i nasza rodaczka, pani Chmielewska. Chciałem jeszcze dodać, że...
Nie, chwilka.
Muszę co nieco wtrącić; naszły mnie trochę głupawe przemyślenia (może to po lekturze opisywanej powieści...?). Kiedy wy to czytacie, jest już pewnie czerwiec, lato, piękna pogoda, w telewizji powtórki "Klanu" a Phnom cieszy się z pozdawanej na piątki matury. A ja siedzę i piszę te słowa dokładnie pierwszego maja, o godzinie 10:37. Ciekawe, co ty robisz w tym czasie? Nie zdajesz sobie sprawy, że właśnie powstaje ta recka, którą teraz czytasz; która może ci się podoba, może nie - ale wywołuje jakieś uczucia (choćby i nudę). Ostatnio zadziwia mnie cały świat. Pomyślcie tylko - jest ogromny, a w jednej sekundzie kilka miliardów ludzi wykonuje różne czynności. Każdy myśli o czymś innym, co innego odczuwa, ma własny światek, przeważnie nie wykraczający poza jego miasto, dzielnicę czy nawet dom, i prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy jak ograniczone ma horyzonty...
Stop! Kończę tą dygresję, nie będę zanudzał was głupotami - od takich tekstów jest główna pula tekstów. Wracając do recenzji - książka na pewno jest godna polecenia. Zakończenie może zawieść, ale jeśli będziecie znać pewien fakt, to nie powinno ono przeszkadzać. Otóż, "Czas poza czasem" jest dziełem dla Dicka przełomowym. Stanowi granicę pomiędzy dwoma etapami jego życia - tym, kiedy masowo pisał pod publikę, dając swe powieści do kastracji wydawcy (który ciął je niemiłosiernie, czego przykładem niech będzie jeden z tytułów - pierwotnie "Kosmiczne marionetki" [przyznacie, że to dość naiwna nazwa] zwały się "A glass of darkness", co znakomicie pasowało do opowieści, jednak nie sprzedałoby się wśród maniaków sf z połowy lat 50-tych), a erą realizacji swych zamierzeń, czyli okresem tworzenia i wypuszczania na rynek ksiąg w pierwotnej postaci, bogatszych o wartości intelektualne. Logiczne więc, że w "Czasie..." są cechy powieści "nowej ery", jak i tej starej (w tym przypadku zakończenie). Dla wielbicieli pisarza jest to nie lada gratka, gdyż można go troszkę bliżej poznać - z tym, do czego dążył i przez co musiał przejść aby to osiągnąć.
"Czas poza czasem" to powieść napisana znakomicie, trzymająca w napięciu i niepewności, skłaniająca do refleksji ze średnim jedynie zakończeniem. Zawiera także cząstkę jej twórcy, co jest niewątpliwie dużą zaletą. Nic, tylko czytać.