W telewizorze powiedzieli mi właśnie, że w USA, najwspanialszym kraju świata, procesuje się policjant z jakimś kelnerem. O co poszło? Ano - sprawa jest bardzo poważna. Gliniarz przyprowadził psa do jakiejś restauracji i czworonóg zaczął szczekać na barmana. Co zrobił tenże? Rzucił się z nożem na bezbronne zwierzątko? Uderzył mundurowego? Nieeee... Coś znacznie straszniejszego. SZCZEKNĄŁ (jak sam twierdzi - po przyjacielsku!). Donatożerca uznał to za obrazę psa. I wiecie, co grozi oskarżonemu? Rok paki. Tylko dlatego, że jakiś tłuścioch (w Ameryce nie ma chudych policjantów - obejrzyjcie jakiś program dokumentalny o tamtejszej policji...) z wrednym psiskiem (co tu kryć - psy są wredne, a najgorzej z jajnikami... ups, jamnikami. Małe to to, długie jak parówa i obszczekuje wszystko w zasięgu wzroku) wlazł do knajpy po donaty. Po co o tym piszę? A tak - bo ciekawymi informacjami należy się dzielić.
Przejdźmy do tematu, jakim są dziś
BOHATEROWIE (męscy) POWIEŚCI DICKA, PHILIPA K.
Czytaliście "Ubika"? A "Galaktycznego druciarza"? A "Blade Runnera"? A choćby "Naszych przyjaciół z Frolixa 8"? "Kosmiczne marionetki"? "Tytańscy gracze"? "Czas poza czasem"? Cokolwiek tego autora? Jeśli tak, zapewne zauważyliście że główny bohater - zawsze mężczyzna - jest przede wszystkim osobą słabą zarówno psychicznie, jak i fizycznie, od czegoś uzależnioną... Nieważne, czy to Joe Chip, Rick Deckard, Joe Fernwright czy Nick Appleton - pewne cechy są zawsze obecne, tak jakby wszyscy oni byli wcieleniem jednej osoby. Phnom próbował co prawda insynuować, że świadczy to o słabym warsztacie autora, ale nie dajmy się zwieść imperialnym kapitalistom! Wszyscy bohaterowie są bowiem doskonale opisani. Znaczy - ich psychika jest opisana, bo już nie wygląd. Deckard może być murzynem czy nawet złotym karłem, ale to nieważne. Istotne jest natomiast, że ma słabości, upodobania, małe manie i słabostki. Że jest człowiekiem ze wszystkimi jego wadami. Żaden nieśmiertelny Rambo ganiający kosmitów i androidy, ale ktoś taki jak ty czy ja, z takim a nie innym zawodem.
Weźmy na tapetę Joe'go Chipa, herosa z "Ubika". Przez ogrom powieści nie wie, co się dookoła niego dzieje. Do swej pracy nie jest nastawiony zbyt entuzjastycznie - zarabia mało (nawet drzwi odmawiają mu przez to posłuszeństwa), nie ma przyjaciół... A Louis Rosen z "Możemy Cię zbudować"? Toż to ofiara losu - traci zmysły kiedy pętla mu się na szyi zaciska, pociąga go chora psychicznie kobieta a jego firma nie przynosi krociowych zysków. Dalej - Deckard, mój ulubieniec - przyszłościowy Blade Runner, mający zahamowania przed wykonywaniem swej pracy, muszący się doń motywować przez używanie kontrolera nastrojów - lokalny odpowiednik narkotyków czy alkoholu. Ma kłopoty z żoną i - dużo większe - z pieniędzmi. Nie radzi sobie z presją podłej rzeczywistości. Wspomnijmy również Fernwrighta, jednego z ostatnich druciarzy na Ziemi. Z racji, że nikt już glinianych garnków w jego świecie nie posiada - a zatem nie może ich niszczyć - nie znajduje nigdzie zatrudnienia. Przytłacza go totalitarny kraj, nie wie, co z sobą zrobić. Ale...
Właśnie - "ale". Wszyscy oni zyskują ostatnią szansę. Rickowi trafia się szóstka zbuntowanych robotów naraz, Rosen konstruuje androida mającego przynieść mu krociowe zyski, Fernwright zostaje wezwany do konserwacji tajemniczej katedry... Mają szansę podnieść się z dna. Czy ją wykorzystują? Cóż... bywa różnie, choć przeważnie niespecjalnie się starają... Mają jednak ku temu powody. Każdy własne - nie będę ich opisywał, jeśli chcecie je poznać - przeczytajcie odpowiednie książki. Jednak większość z nich, jeśli nie wszyscy, wplątuje się w spore kłopoty. Z jakiego powodu? Oczywiście - kobieta.
Płeć piękna to temat na osobny artykuł, lecz wspomnę o niej i tu. Wybranki bohaterów zawsze są z gatunku "femme fatale". Jeszcze bardziej nieprzystosowane, zbuntowane i zdegenerowane niż ci, co je pokochali. Bywają chore psychicznie... Zawsze są jednak katalizatorem, powodującym iż na jaw wychodzą skryte cechy ich wybranków - czy to odwaga, samozaparcie, czy też te gorsze, jak łatwowierność lub ogólna, ogarniająca w ciężkich chwilach niemoc.
Nieważne jednak. Istotą rzeczy są dziś mężczyźni. A oni, choć, delikatnie mówiąc, nieporadni, mają swój charakter. Taki, z którym można się bez problemu identyfikować - gdyż, mimo że książki z ich przygodami należą do gatunku sf, stanowią doskonałą analizę psychiki człowieka. Mają "drugie dno", które nie zawsze jest widoczne na początku - ale po przeczytaniu paru kilogramów dickowych książek można być pewnym, że takowe się znajdzie. Trzeba jedynie głębiej "wdepnąć" - i utożsamić się z jednym z Deckardów. Przychodzi to nadspodziewanie łatwo...