PHILIP K. DICK - ...

Tytułu nie podałem. W zasadzie nie wiem, co napisać! Nasarkałem się już trochę na rozmaitych tłumaczy, ale dzisiejszy przypadek przechodzi wszelkie pojęcie! Biorę książkę do ręki, otwieram na czwartej stronie - i co widzę? Tytuł oryginalny: "Do Androids Dream of Electric Sheep?". Zamykam, patrzę na okładkę, a tam interpretacja powyższych słów w wykonaniu pana Sławomira Kędzierskiego: "Blade Runner". A niżej (na samym dole strony) podtytuł: "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?". Trzeba być idiotą totalnym żeby ANGIELSKI tytuł przełożyć PO POLSKU na ANGIELSKI. W dodatku nie mający najmniejszego związku z tym właściwym. Wiem, że zabieg ten miał na celu przywołać skojarzenia z filmem Ridleya Scotta, ale, na Boga, kiedy w telewizji wyświetlano "Przygody pana Michała", nagle powieść Sienkiewicza nie zmieniła tytułu na "Przygody pana Michała: Pan Wołodyjowski"!
Ale wrażenia, uff, a to dopiero okładka. Aż muszę odsapnąć.

[trochę zielonej herbatki na uspokojenie]

Przyszłość. Brudna, szara, zapluta. Cała Ziemia jest pokryta radioaktywnym pyłem, który powoduje zmiany w kodzie genetycznym, prowadzące do zniekształceń budowy ciała, chorób psychicznych, a jeśli masz szczęście - jedynie do utraty paru punktów inteligencji. Jest na to rada - wyemigrować na jedną z dwóch skolonizowanych planet. Jeśli to zrobisz, otrzymasz bezpłatnie androida, który pomoże Ci właściwe we wszystkim! Będzie twoim służącym, podnóżkiem, przypomni ci o wspaniałych czasach sprzed wojny secesyjnej! Wykonamy model specjalnie na twoje zamówienie. Będzie do złudzenia przypominał człowieka, zapewniając Ci towarzystwo!
Będzie jak człowiek...
Aż nazbyt człowieczy.
Ucieknie. Zabije cię i przyleci na Ziemię. Wielu tak robiło, ale o tym się nie mówi otwarcie. Spadłby popyt. Łowcy straciliby zajęcie. Rick Deckard przede wszystkim.
"Blade Runner" może się wydawać zwykłą powieścią s-f, lecz nią nie jest. Historia zbuntowanych robotów służy jako pretekst do zadania pytań: czy ludzie są jeszcze ludzcy? Co odróżnia ich od zwierząt, od maszyn? Kto jest lepszy - człowiek czy android?
Na te pytania jest w książce odpowiedź, ukryta wśród charakterystycznych dla Dicka, dziwnych sytuacji, pokręconych urządzeń służących jako tło dla działań bohaterów, niecodziennych (choć posiadających cechy osób z poprzednich powieści Philipa - np. główny bohater równie dobrze mógłby być Joe'm Chipem z "Ubika" po zmianie zawodu) postaci i ponurej wizji przyszłości. Nie wiem, co takiego jest w jego powieściach, ale one są inne. Czytając "Łowcę androidów" poczujesz się... dziwnie. Zatopiony w groteskowym świecie, w zniekształconym odbiciu rzeczywistości. W miejscu, gdzie ludzie łączą się mentalnie, aby dowartościować siebie; by mieć jakiś cel w życiu; by uwierzyć, że ono do czegoś prowadzi. Nawet, kiedy ich idee legną w gruzach. Kiedy wyjdą na jaw fakty burzące rzeczywistość. Kiedy wszystko, w co wierzyłeś, zawali się i zostaniesz wystawiony na próbę. Wygrasz, czy nie? Będziesz człowiekiem czy maszyną? Zatrą się różnice między wami...?
Philip K. Dick był chory psychicznie. Jeśli jednak próbował odpowiedzieć na pytania, na które większość z nas nie zwraca uwagi, czy nie był najzdrowszym człowiekiem pod słońcem? Obchodzili go ludzie, ich los, to, dokąd zmierzają. I tylko to. Dlatego nie uświadczysz bogatych, szczegółowych opisów. Deckard to Deckard, hover to hover. To nie przedmioty są ważne; istotni są natomiast ludzie. Jeśli jeszcze nimi są...
"Blade Runner" jest rewelacyjny. Zmusza do przemyśleń, motywuje do interpretacji. Dlatego też nie spodoba się każdemu. Gwarantuję jednak, że jeśli lubisz powieści Dicka, jego styl, będziesz w siódmym niebie. "Łowca..." jest równie dobry, co "Ubik", jeśli nie lepszy, a przy tym bardzo różni się od filmu (którego nie można krytykować za to, że jest inny; on jest oparty jeno na motywach, nie na podstawie powieści). Polecam. Nawet mimo tłumaczenia tytułu.

military