Philip K.Dick - "Słoneczna Loteria"

Jak niesamowitym pisarzem jest Philip K.Dick ,chyba każdy kto czyta SF i w ogóle czyta, wie. Podczas swej twórczości miał różne odchyły, był trochę chory psychicznie, co chyba pozytywnie wpłynęło na jego dzieła. Dziś drogi czytelniku, chciałem Ci przedstawić debiut książkowy Dicka pt. "Loteria Słoneczna" (org. ang. "Solar Lottery") wydana w 1955r.

Książka przedstawia nie za różową wizję naszej przyszłości... Akcja dzieje się w roku 2203. Światem rządzi loteria, wszystko jest dziełem przypadku. Krajem rządzi Lotermistrz, człowiek, który został wylosowany poprzez obrót butelką. Tak, tak, każdy kto jest zarejestrowany i posiada kartę "W" może zostać głową państwa i decydować o wszystkim. Mówicie, że fajnie? Hmm, polemizowałbym tutaj, więc czytajcie dalej :) System jest bardzo prosty. Lotermistrz, który zostaje wybrany, posiada własną Gwardię w której skład wchodzą telepaci. Tak zdaniem autora będzie w przyszłości. Najciekawszym prawem jest moim zdaniem to które mówi o Konwencji Łowów. Otóż obalony Lotermistrz wysyła mordercę aby zabił nowego władcę, a kiedy mu się to uda wraca na stanowisko. Proste? Niezupełnie :) Już wyjaśniam. Nie zapominajmy, że Lotermistrz ma przy sobie Gwardię telepatów którzy natychmiastowo przechwytują myśli mordercy, lokalizują go i unicestwiają, zanim ten w ogóle zdąży się zbliżyć do celu. Nie do przejścia? Otóż... do czasu :)Bardzo długo rządzący Reese Verrick, zostawszy obalonym, opracował pewien misterny plan... Została opracowana powłoka, w której osobowość, podpięci do maszyn ludzie mogą wchodzić tak, że telepaci będą bezradni i nie będą mieli jak przechwycić, co on tam zamierza , gdyż losowo będą zmieniać się operatorzy podstawionego ciała... A jak to się zakończy? Noo to już polecam sprawdzić samemu :) Gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni :)) (pełna satysfakcja albo zwrot maila:)

Pominąłem postać głównego bohatera, naszego dzielnego biochemika, Teda Benteleya, który zmienia pracodawców jak rękawiczki :) Bardzo chciał złożyć hołd lenny Verrickowi, ale zrobili go w......Q'nia ;), gdyż hołd przyjęli, a Verrick od paru minut wstecz nie był już Lotermistrzem. I tym oto sposobem Ted Benteley, chcąc nie chcąc musi wziąć udział w akcji przeciw obecnemu Lotermistrzowi stając się jednym z operatorów ciała mordercy....za dużo już zdradziłem, ach taki już jestem:))

Książka nie może się nudzić! Trzyma w napięciu, wartka akcja (szczególnie akcja "odbicia" posady Lotermistrza) ciekawe dialogi... Parę razy zdarzyło mi się powiedzieć: "O szzzzlag", gdyż nagłe decyzje i zwroty akcji nie dadzą nam siedzieć cicho ;) IMHO wizja przyszłości Dicka jest bardzo ciekawa... Pamiętajmy, że kiedy napisał książkę (1955) księżyc był jeszcze nie zdobyty! Natomiast toczył się wyścig pomiędzy ZSRR a USA rokujący na podbój całego kosmosu w najbliższym stuleciu, stąd w książce wszystkie planety układu słonecznego były już skolonizowane przez ludzi, a na księżycu były już nawet sanatoria i ośrodki wypoczynkowe :)

Nie ma dwóch zdań... Do biblioteki marsz! (W księgarniach będzie bardzo trudno to dostać;) i czytać.. Nieee, Lotermistrz by ze mnie był żaden ;)))))

P.S Opinie bardzo mile widziane :) Nie bijcie, bo to mój debiut w "Książkach" ;)))

spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl