Andrzej Sapkowski - "SAGA O WIEDŹMINIE"

A czemu z dużej? Z dwóch powodów... 1. To nie tytuł książki jeno saga, 2. Za duży szacunek żywię do niniejszego dzieła by pisać z małych...

Jak trudnego zadania się podejmuję, to chyba wszyscy wiedzą. Niemal każdy czytał sagę o wiedźminie, niemal każdego urzekła, niemal każdy mi kłaki ze łba wyrwie jak coś sknocę ;). Więc postaram się tego uniknąć...

Któż nie czytał tej sagi??? Ano próżno szukać... Nie myślę tu wszak o ludziach którzy na słowo "książka" uciekają w popłochu na kresy wschodnie (lub do pubu ;), jeno o tych, którzy książki, a zwłaszcza fantastykę, kochają i żyją nią (tak, ja też jestem taki upośledzony ;). Saga składa się z pięciu ksiąg, których tytułów raczej nie ma konieczności wymieniać... Są to, jedna po drugiej, dzieła sztuki przez duże "S". Co następna - to lepsza, każda trzyma bardziej w napięciu od poprzedniczki. Ileż nocy zarwałem dla tego pięcioksięgu... Ale nic to, któżby liczył ;). Fabuła traktuje o wiedźminie (nie wyjeżdżać mi, że nie wiecie kto to są wiedźmini, bo poubijam;) o zacnym imieniu Geralt i przydomku brzmiącym równie szlachetnie - z Rivii... Jest to powieść o wielkiej miłości, o poświęceniu... O tym czym jest dla nas przeznaczenie i czy możemy je zmienić... Dziecko przeznaczenia Geralta, Cirilla jest szkolona w wiedźmińskiej górskiej twierdzy na wiedźminkę, co w przyszłości jej się naaawet przyda (to była ironia ;), twierdzę odwiedza czarodziejka Triss Merigold i bada Ciri, czy może nie jest ona źródłem (czy nie ma zdolności magicznych)... Ciri ma sny, widzi wzgórze Sodden, płonące miasta i rycerza w czarnej zbroi, który chce ją pochwycić... W ten sposób zaczyna się dzieło mistrza polskiej fantasy Andrzeja Sapkowskiego, które nie dość, że w Polsce zrobiło oszałamiającą karierę, to wystartowało również na zachodzie, gdzie zbiera bardzo pochlebne opinie (tak ma być! ;). Bo któż mógłby nie dostrzec talentu pisarskiego ASa? Tego prostego, przyjemnego języka? Tych błyskotliwych, zabawnych dialogów? Wszędobylskiego humoru i sytuacji przesiąkniętych ironią? Po przeczytaniu sagi, wszystkie następne powieści fantasy zdają mi się tylko niedoścignioną kopią twórczości "Sapka", choć wiem, że nie powinny...

Nie wiem czy to Mistrz Tolkien wymyślił rasy elfów i krasnoludów, ale wiem, że pan Andrzej doskonale rozwinął ich charakterystykę... Idealnie odwzorował prostość i rubaszność krasnoludów, i bezwzględność elfów... Jedyne co mi się nie podoba, to ogólny wizerunek elfów. Są za bardzo beztroskie i miejscami zbyt głupio się zachowują... Wolę te od Tolkiena (z całym szacunkiem dla ASa), gdzie elfy były dumne i szlachetne, ale to już moje prywatne zdanie:).

Mimo, że saga ma ok. 2000str. czyta się ją bardzo szybko i bardzo przyjemnie... Ta powieść to odskocznia od codziennych problemów, można zapomnieć... Można przenieść się wyobraźnią do odległego "wiedźminlandu ;)"... Wziąć udział w bitwie pod Sodden, przejść się na jarmark w Kovirze, odwiedzić dom publiczny w Verden... Naprawdę można... Nie potrafię powiedzieć, co czułem czytając napis "KONIEC" wieńczący powieść wszechczasów (dla mnie obok "The Lord Of The Rings"..) W sercu miałem totalny mątlik. Od złości i bezsilności po ukojenie i wzruszenie..

Wąż Uroboros zatopił zęby we własnym ogonie... Coś się kończy, coś się zaczyna....

spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl