RODION RASKOLNIKOV, bohater "Zbrodni i kary" Fiodora Dostoyewskiego

Nie trzeba być Matką Teresą by stać się bohaterem książki.

Jak się okazuje dróg ku temu jest wiele. Można być spokojnym hobbitem uwikłanym w konflikt o charakterze kontynentalnym. Można być królową corocznej imprezy u Pana Szatana. Można wreszcie zarzynać gumowe, leśne czerwy pustyni i odjeżdżać w stronę zachodzącego słońca.
No, można też ewentualnie kogoś zabić siekierą. Albo lepiej od razu dwie osoby - wtedy książka pewniejsza.
Rodion Raskolnikov był, prawda, studentem. Jak się uczył, to niestety nie jest mi wiadome, ufam, że nie najgorzej. Jego edukacja jednak uległa bezterminowemu zawieszeniu z przyczyn, jak to się zwykło określać finansowych. Przytłoczony prez otaczającą go nędzę zaczyna - powoli, bo powoli - coraz bardziej odgradzać się od świata, przybliżając się jednocześnie na krawędź maligny i innych zaburzeń umysłu.
Znaczy, nie jest z nim dobrze.
Z drugiej jednak strony Rodia nadal kochający jest: mamę kocha, siostrę kocha. Przyjaciela ma od serca, w dziewczętach się miłuje. W ogóle wrażliwy jest i ideowy. Cud, że wierszy nie pisze.
I można by właściwie uznać Rodiona za bohatera ze wszech miar pozytywnego, godnego naśladowania i natychmiastowej beatyfikacji. Jest jednak pewna przeszkoda.
Zamordował dwie kobiety.
Nie jest to jednak taki zwykły zbrodniarz, co on zabije, a potem wróci do domu i zje śledzika. Rodion to jest morderca o skomplikowanej psychice. Bo niby wrażliwy i humanista - a światopogląd ma podły. Bo niby plugawy morderca - a i prostytutką się zaopiekuje, i wspomoże przechodnia w potrzebie. Ciężki przypadek z niego, nieomal kliniczny.
Raskolnikow to człowiek trudny, człowiek o bardzo złożonej psychice. I przyznać muszę, że odkrywać ją, to przyjemność dość dużego kalibru. Raskolnikow bowiem to postać, koło której obojętnie przejść nie można. Można go kochać, można nienawidzić, ale ignorować - zwyczajnie nie sposób.

Postać tak barwna, że aż się prosi o niej książkę napisać.

UnionJack