Roland Topor - "Portret Suzanne"

Książkę Topora polecił mi kolega, więc poszłam do biblioteki w poszukiwaniu podobno jego najlepszej książki - "4 róże dla Lucienne". Niestety nie było.... Za to bibliotekarka znalazła inną książkę Topora- "Portret Suzanne"
Na początku książka ta wydawała mi się strasznie dziwna, bowiem przywykłam do A.Christie, A.MacLeana i innych autorów tego typu książek. :)
Książka ta opowiada o pewnym grubasie, o tym jak potrzebuje on miłości...
Jest to niesamowita, pełna uczuć książka o potrzebie uczucia, wiecie jakiego...
Choć jest to króciutka książeczka można się z niej wiele nauczyć...
Już wiem - książka to kojarzy mi się z "Małym księciem".
Serdecznie polecam.

A oto, co było napisane na końcu książki:
W "Portrecie Suzanne" nie ma już Topora szydercy, obrazoburcy, wariata, któremu wolno pluć na wszystko. Tu z każdej strony bije krzyk "Nikt mnie nie kocha". Krzyk tak głośny, ze zagłusza wszystko inne. Tu jest smutno. Strasznie smutno".
Epitety o autorze pozwalają się domyślać, ze inne jego książki są jeszcze lepsze...
Zachęcam do lektury.

Jeśli Wy chcecie mi cos polecić to oto mój mail:

Lena
tytto@go2.pl