"Książki, które znać wypada, które znać należy, i których nie wolno pominąć. Moje rozważania o lekturach człowieka XXI wieku." - temat z matury próbnej 2003r

- Tu masz książki, które znać wypada, tu, które znać należy, a tutaj leżą te, których nie można pominąć. Popatrzyłam na bibliotekarkę z niepewnością. Ta ostatnia widząc moje wahanie uśmiechnęła się szeroko, poprawiła swoje okulary w różowych oprawkach i powiedziała:
- Coś nie tak?
- Nie... Ja tylko zastanawiam się, kiedy zdążę to wszystko przeczytać?!
Zobaczyłam błysk rozbawienia w jej małych, piwnych oczkach.
- Wystarczy tylko trochę samozaparcia i chęci, a wszystko staje się od razu łatwiejsze. Mam radę dla ciebie. Przed przeczytaniem każdej z tych książek zastanów się moje dziecko, czego tak naprawdę oczekujesz od danej lektury. Co powinna mieć, aby sprawiła, że zakochasz się w jej opowieści? Pamiętaj.
Zapamiętałam. Pospiesznie wsunęłam te kilka tomów do plecaka, bąknęłam: " Dziękuję" i skierowałam się ku drzwiom wyjściowym.
- I jeszcze jedno - usłyszałam za sobą cichy głos bibliotekarki - Najważniejsza jest wiara w to, co niemożliwe.

* * *

Ostatnie promienie zachodzącego słońca wpadły do mojego pokoju skacząc wśród porcelanowych figurek, książek i tworząc na suficie niezwykłą grę barw i cieni. Powoli podeszłam do okna i chłonęłam całe piękno, które rozpościerało się przede mną - na wyciągnięcie dłoni. Pobliski las tonął w tajemniczej, bursztynowej poświacie. Słońce zniżało się ku wierzchołkom drzew powoli znikając w otaczającej je kaskadzie różnobarwnych chmur. Moje myśli dalekie były od zwykłości i codzienności, i pragnęły, choć na chwilę znaleźć się w zupełnie innym świecie. A może... Powoli wzięłam do rąk starą księgę, przetarłam dłonią zakurzoną okładkę i przeczytałam tytuł wygrawerowany złotymi literami, teraz już wyblakłymi ze starości. "...Nie można jej pominąć..."

* * *

Powoli otworzyłam oczy. Nade mną wisiało ametystowe niebo usiane miliardem gwiazd. Co jakiś czas jedna z nich przecinała firmament jasną smugą, by już po chwili zniknąć na zawsze? Blady sierp księżyca powoli wyłaniał się zza wierzchołków drzew. Daleko na horyzoncie znajdowało się jakieś miasto. Postanowiłam udać się w tamtą stronę.
Znalazłam się wśród rzędów różnobarwnych straganów. Zewsząd schodziły się tłumy ludzi, aby zaznajomić się z towarami jerozolimskich kupców. Sprzedawcy nawoływali i zachęcali do kupna swoich produktów. Zatrzymałam się przy jednym z takich stoisk. Czego tam nie było; małe figurki zwierząt, wonne kadzidełka i ozdoby. W pewnej chwili usłyszałam ciche głosy tuż za swoimi plecami.
- To ona...
- Ta z czerwoną przepaską na włosach.
- Cudzołożnica! Niech ją piekło pochłonie! Bezwstydnica jedna!
Z ciekawością spojrzałam w stronę niewiasty, którą wyszydzali ludzie. Była to kobieta lat około dwudziestu dwóch. Jej włosy, kruczoczarnej barwy były fantazyjnie spięte na karku.
- Kim jest ta dziewczyna? - spytałam jednego z kupców.
- To jawnogrzesznica, Maria Magdalena.
Mały kamień świsnął mi koło ucha. Ludzie szybko zorientowali się, o co chodzi.
- Ukamienować ją! - krzyknął ktoś z tłumu. - Podług Mojżeszowego Prawa!
- Cudzołożnica!
"Co takiego? Jak można..."
- Nie! Przestańcie! - zaczęłam krzyczeć ile sił w płucach, ale nikt nie zwracał na mnie nawet najmniejszej uwagi.
- Przestańcie! - zawołał jakiś mężczyzna.
- Faryzeusz Aneallasz - rozeszło się pośród motłochu.
- Nie nam jest decydować o jej życiu bądź śmierci - rzekł po chwili uczony w piśmie. - Jednakże grzechy, jakich dopuszcza się ta kobieta są godne najsurowszej kary. Zaprowadźmy ją do Kapłana Ludu. Niech on ją osądzi.
Tak też zrobili. Udałam się w ślad za nimi.

Weszliśmy do dużego pomieszczenia, wzdłuż którego ścian ustawione były stoły z jadłem i napojem. Faryzeusz, który przyprowadził kobietę podszedł z nią do jednego z mężczyzn siedzącego u wezgłowia stołu. A postawiwszy ją na środku, przemówił:
- Nauczycielu. Tę kobietę pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A ty, co mówisz?
Czułam, że coś jest nie w porządku. Ten kapłan nie był szczery. Pragnął ośmieszyć tego, do którego mówił: " Nauczycielu". Bliżej przyjrzałam się temu ostatniemu. Z jego łagodnej twarzy biło opanowanie i spokój. Był niewątpliwie przystojnym mężczyzną. Zastanawiałam się, co odpowie. Przecież nie mógł jej skazać na śmierć. Wszyscy czekali w napięciu. A on nachyliwszy się pisał po ziemi. "A kiedy w dalszym ciągu go pytali, podniósł się i rzekł do nich: >> Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci na nią kamień<< Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich."

Nie wiem ile czasu minęło od tego wydarzenia. Ważne jest to, że nadal jestem w tym mieście - w Jerozolimie. W powietrzu czuć coś niezwykłego. Wszędzie panuje atmosfera oczekiwania i podniecenia. Zastanawia mnie kilka spraw. Przez ostatnie kilkanaście dni widziałam wiele. Byłam świadkiem cudów i proroctw, nauk i objawień. Jezus. Tak- takie jest jego imię. Podobno jest synem Najwyższego. Wielu szemrze przeciwko niemu. Podziwiam go; jego miłość, dobroć i spokój. Wydaje się być naprawdę postacią nie z tego świata...

Obudziłam się tuż przez zachodem słońca. Słyszałam jak Maria sprząta w kuchni. Od trzech dni mieszkam z nią. To naprawdę niezwykła kobieta. Od tego wydarzenia z Jezusem przestała być cudzołożnicą. Obcowanie z nim zmieniło ją. Mnie też.
- Mario...
- Wstawaj Magdaleno, nie ma czasu. Pochwycili Jezusa. Chcą go zabić...
Cichy pomruk grzmotu przetoczył się po niebie. Uczucie niewysłowionego lęku opanowało moje serce. Wiedziona nagłym impulsem wybiegłam na podwórko. W oddali na wzgórzu rysowały się ponure sylwetki ludzi, stojących wokół wysokich pali. ... "Jezus Nazarejczyk. Król Żydowski" ... szept niebios: "Wykonało się."

* * *

Powoli otworzyłam oczy. Czułam, że coś się zmieniło. Tak! Zdałam sobie sprawę, że odnalazłam Ścieżkę... że odnalazłam Pana. Zrozumiałam, czym jest miłosierdzie, sprawiedliwość i ufność. Zrozumiałam, czym jest dobro. ON nas kocha. Wszystko co robi, czyni z myślą o nas. Poświęcił swojego jedynego syna, abyśmy byli szczęśliwi. Nauczył nas prawdy... "Biblia" - tej książki nie można pominąć, bo to właśnie ona jest naszą historią, naszym kodeksem moralnym i źródłem Objawienia.

* * *

Już z daleka zobaczyłam jego przygarbioną sylwetkę na tle szarej ściany drzew, w miejscu gdzie Newa przechodziła przez park, o tej porze roku brudny i brzydki. Podeszłam do niego powoli.
- Przepraszam...
On jakby nie słyszał. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w bystry nurt rzeki.
- Przepraszam - powtórzyłam - Co to za miasto?
Dopiero teraz mnie zauważył. Przyglądał mi się badawczo przez dłuższą chwilę. Przyjrzałam mu się bliżej. Był wysoki i szczupły. Jego oczy koloru wieczornego nieba, patrzyły na mnie zza mgły niepewności i obaw.
- Petersburg - wyszeptał mężczyzna - Miasto morderców i złodziei - zaśmiał się przeciągle. Coś było nie w porządku. Ten człowiek zachowywał się jakby był niespełna rozumu.
- Moralność - mówił dalej - Takie coś nie istnieje, bo nie ma prawa istnieć. Wierzysz w to?
- Ja? - wyjąkałam przestraszona.
- Tak, ty. Co to za miasto?! Co to za pytanie?!
- Ja chciałam...
- Nie ważne. Nic nie jest ważne. Zastanawiałaś się kiedyś nad Istnieniem i Bytem? Narodziny pociągają za sobą wiele konsekwencji. Chociażby życie...
Zaczęłam się obawiać tego mężczyzny. Jakieś szaleństwo tliło się w jego szeroko rozpostartych źrenicach.
- Pomyśl!- nieznajomy mówił dalej - Jak daleko jest stąd do nikąd? Czym się różni śmierć od życia?! Konanie od narodzin?!
- Pan...ty...
- Nieprawda! Ja nikogo nie zabiłem!!!
- Ale ja...
Mężczyzna chwycił mnie za ramiona i potrząsnął gwałtownie.
- Niczego nie rozumiesz!!! - zaczął krzyczeć. - To nie byłem ja! Zapamiętaj to sobie...
- Rodia?
W naszą stronę biegła młoda dziewczyna, ubrana w starą suknię chabrowej barwy. Jej popielate włosy miękko falowały na wietrze.
- Rodia...
Mężczyzna spojrzał w jej stronę. Uderzyła mnie nagła zmiana w jego wyglądzie.
- Sonia!
- Rodia...chodź.
Mężczyzna pokiwał głową na znak zgody.
- Dobrze kochana... idziemy.
- Przepraszam- odezwałam się nieśmiało - Ja... ja chciałabym wiedzieć, czy...
Delikatny uśmiech przyoblekł oblicze Sonii.
- Chodź z nami - wyszeptała.

Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na ziemię, a każda z nich przyprawiała mnie o mimowolny dreszcz. Powiedzieli mi, że mogę tutaj przenocować - w starym domu dziewczyny. Jest tu strasznie nieprzyjemnie. W pokoju prawie nie ma sprzętów.
Obawiam się Rodiona. On jest dziwny. Cały czas mówi do siebie, chodzi roztrzęsiony, nie zwraca na nic uwagi. Czasem tylko budzi się i wtedy jest normalny- spokojny i opanowany.

Cichy szelest za drzwiami.
- Rodia?
Patrzę z wyczekiwaniem to na niego, to na nią.
- Muszę ci coś powiedzieć - mówi mężczyzna. - Coś bardzo ważnego.
Wpatruję się w jego przerażone oczy. Widzę jak jego wargi się poruszają i układają słowa. Blednę w jednej chwili. Jakby z oddali dociera do mnie krzyk Sonii:
- "Cóżeś, cóżeś sobie wyrządził! Nie, na całym świecie nie ma dziś nikogo nieszczęśliwszego niż ty!!!"

Płatki śniegu powoli wirują na wietrze. Siedzę na ganku i wpatruję się w dwie sylwetki młodych ludzi. Ona stoi, on klęczy. Czeka go długa rehabilitacja. Ale uda się! Musi się udać! Oni jeszcze będą razem szczęśliwi! O tym wiedzieć należy...
Żal za grzechy to jedyna droga do uzyskania przebaczenia. Aby otrzymać łaskę należy naprawę żałować swoich postępków. Naprawdę Po każdej zbrodni przychodzi kara. Nie można o tym zapominać.

* * *

Wpatruję się w białe sylwetki mew szybujące nade mną. Spienione fale morskie rozpryskują swe dusze o burty naszego statku. Zastanawiam się, dlaczego zmieniliśmy kurs. Przecież gdybyśmy płynęli wzdłuż lądu najdalej za trzy dni bylibyśmy na miejscu. A tymczasem... To prawda, że wszyscy są zmęczeni. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Ta wojna była okrutna. Wielu naszych zginęło w słusznej sprawie. Jeszcze inni zostali wzięci do niewoli.
- Podnieść żagle! Kierunek południowy-zachód! Prędzej!
To Odys. Nasz przywódca. Jeden z najwspanialszych ludzi, jakich przyszło mi spotkać. Nikt z śmiertelników nie może się z nim równać. Nikt.

- Co to za ląd kapitanie?
- Nie mam pojęcia. Tej wyspy nie mamy na mapie.
- Odyseuszu! Chodź tutaj szybko! Widzisz te rośliny?!
Podchodzi do pięknych kwiatów o różowo-białych płatkach. Ich zapach oszałamia. Niektórzy z naszych zrywają całe naręcza tych wspaniałych roślin i posilają się nimi. Od trzech dni nie mieliśmy nic w ustach. Ja nie jem. Po prostu nie mogę. Ostatnimi czasy tyle różnych rzeczy dzieje się w Grecji, że wolę nie ryzykować.
- Odysie - krzyczę - Nie mamy czasu. Musimy wracać.
Mężczyzna kiwa głową na znak zgody. Jednak prawie nikt się nie kwapi, aby wsiąść na statek.
- Handirze! Mirelu! Taredhelu! Chodźcie?!
- Coś jest nie w porządku...

I znowu jesteśmy na pełnym morzu. Lotosy - czarodziejskie kwiaty. Ich smak wywarł niemały wpływ na niektórych naszych towarzyszy. Dziwne. Po skosztowaniu nektaru tych roślin nie ma się ochoty wracać do ojczyzny...
- Na Zeusa. Tylu dorodnych kóz i krów w życiu nie widziałem!
- Uspokój się Handirze. Nie wiemy do kogo należą te stada.
- A czy to ważne?! Marzy mi się taka dobra pieczeń. Aż ślinka leci na samą myśl...
- Nie będziemy ryzykować.
- Co to za miejsce?
- O ile dobrze się orientuję to jest to kraj cyklopów.
- Na Temidę! Nie do wiary! Na co jeszcze czekamy...

Odyseusz chwilę nad czymś myślał. Po chwili zwołał wszystkich i przemówił:
- Dopłynęliśmy do kraju dzieci Posejdona. Musimy zachować ostrożność. Oddział Taredhela pójdzie ze mną, aby złożyć wizytę przywódcy kiklopów - Polifemowi. Weźcie ze sobą bukłak wybornego wina i trochę zapasów. Niedługo wyruszamy.

"Pieczara, w której mieszkał Polifem była pusta: gospodarza nie było w domu. Weszli tedy i czekali. Przyszedł dopiero pod wieczór. Na jego widok struchlały im serca. Był wielki jak góra. Zapędził trzodę do pieczary, a wejście zamknął głazem.[...] Odyseusz powiedział, że nazywa się Nikt, ale on nie słuchał, tylko porwał dwóch [...] i zjadł."

Gdy potem słuchaliśmy jak Odys opowiadał nam o tym nasze serca truchlały. Zdawać by się mogło nieprawdopodobnym by ktokolwiek stamtąd zdołałby ujść z życiem. A jednak... Jedynym sposobem na wydostanie się z pieczary cyklopa, było jego unieszkodliwienie. Dlatego też Polifem został oślepiony, a Odys przebrany w zwierzęce skóry wyszedł cało z opresji.

Wiele spotkało nas przygód w czasie naszej podróży do Itaki. I tak odwiedziliśmy piękną i przebiegłą czarodziejkę Kirke, naraziliśmy się bogowi mórz - Posejdonowi, przepłynęliśmy obok Scylli i Charybdy, słyszeliśmy psalm syren.

Sierp księżyca zagląda przez okno. Jestem taka senna. Powoli odkładam na półkę dzieło Homera i idę śnić o niezbadanych lądach, greckich bóstwach, szalonych przygodach i niezwykłych stworzeniach... Zagłębię się w cudowny mitologiczny świat, który dał podstawy europejskim kulturom. "Iliada i Odyseja"- te dzieła znać należy.

* * *

- Magdo... Co czytasz?
Szerokie łąki rozciągają się u stóp wzgórz. Złocisty rydwan słońca jest już w połowie drogi przez niebieski firmament. Zboża łagodnie falują w takt muzyki wygrywanej przez maleńkie pasikoniki. Stada różnobarwnych motyli wirują nad makami, słonecznikami i stokrotkami. Zapach świeżo skoszonej trawy łączy się z wonią koniczyny i rumianku.
- Magdo...
- "Widać, że okolica obfita we zboże,
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów..."
- Magdaleno!
- "Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą;
po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych,
pod namiotem obwisłych gałęzi majowych..."
- Ja rozumiem, że to naprawdę piękne - powiedział ze śmiechem Piotrek - Ale...
- "Ale zważaj no[...] moje utrapienie..."
- Co się stało?
- "Pan Tadeusz"
Piotrek powoli wypuścił powietrze.
- No to rzeczywiście... współczucia. Na kiedy?
Uśmiechnęłam się do niego.
- Nie chodzi o to. Mam problem, bo widzisz... Muszę udowodnić, że trzynastozgłoskowiec Mickiewicza to pozycja, której nie można pominąć.
Piotrek położył się na trawie, bawiąc się źdźbłem trawy.
- Dalej nie rozumiem problemu. - powiedział po chwili. Przecież to proste...
- A więc słucham panie uczony - odparłam ze śmiechem, siadając tuż przy nim.
- "Pan Tadeusz"... epopeja narodowa. Nie sposób nie zachwycić się tą książką. Mickiewicz pisał ją w czasach, gdy Polska była pod zaborami. Polacy potrzebowali wtedy jakiegoś bodźca do powstania. Morale w tamtych czasach podupadły, szczególnie po niepowodzeniach Powstania Listopadowego. Nasz wieszcz napisał ją "ku pokrzepieniu serc".
- Jakby cię nie znała pomyślałabym, że naprawdę przeczytałeś...
- Nie wierzysz mi?
- Powiedzmy, że wierzę. - odparłam zadziornie. - Coś jeszcze możesz mi na ten temat powiedzieć?
- Mhm... "Pan Tadeusz" to książka sama w sobie niezwykła. Opowiada o losach szlachty z czasów, gdy nasza ojczyzna żyła sobie, powiedzmy, w jako takiej szczęśliwości. To dawało nadzieję późniejszym pokoleniom.
- Nadzieja... czym byłoby życie bez nadziei. Polacy musieli wierzyć, że uda im się odratować ukochany kraj.
- I wierzyli Magdo. Bo najważniejsza jest wiara w to, co niemożliwe.
- ...
- No a poza tym to epopeja narodowa.
Śmiech.
"Pan Tadeusz" - jedna z najbardziej ciekawych lektur, jaką przyszło mi czytać. Utwór podejmujący tak ważne problemy jak walka o niepodległość, miłość, przyjaźń i tułaczka.
Ten książki nie sposób pominąć.

* * *

Cichy pomruk grzmotu przetoczył się po niebie. Pamiętam dzień bliźniaczo podobny do tego.

Atmosfera podniecenia i zachwytu towarzyszyła mi przez całą dobę. Ludzie nerwowo przemierzali ulice w niewiadomo jakim celu. Niektórzy spieszyli się do domów, inni odwiedzali więźniów. Tylko ja nie mogłam go odwiedzić... Wieczorem umarł. Ten, który Jest... Był?
To właśnie w tamten dzień - kilkanaście lat temu poznałam Szymona Był inny niż wszyscy. Biła od niego taka sama aura dobroci jak od Jezusa.
I dzisiaj znowu go spotkałam.
Nie wiedziałam, że cała Prawda jaką reprezentował ze sobą Boży Syn, może być tak ośmieszana i wystawiana na próby. Rzym - wielkie miasto z tradycjami. Miasto rozpusty i kłamstwa. Tu nie ma miejsca dla Boga. Tu wszyscy go odrzucają?
Nie! Jest jeszcze grupka ludzi, która nie pozwala, aby ofiara Boga była nadaremna. Szymon Piotr. Tak. Widziałam go dzisiaj. Nauczał w kamieniołomach...

- Pokój z wami!
Wszyscy drgnęli. Piotr Apostoł wszedł do pieczary. "Na dźwięk jego słów strach przeszedł w jednej chwili, jak przechodzi strach trzody, między którą zjawił się pasterz." Ludzie popodnosili się z ziemi, bliżsi poczęli garnąć się do jego kolan, jakby szukając pod jego skrzydłami opieki, on zaś wyciągał nad nimi ręce i mówił:
- Dlaczego się obawiacie? Czego się boicie? "Kto z was odgadnie, co go może spotkać, zanim godzina nadejdzie?" Pan pokarał ogniem i dymem Babilon, na Egipt zesłał plagi, ale nad wami, których namaścił chrztem, i dla których na świat zesłał syna swego, będzie łagodny i miłosierny. Pokój z wami! Słów Piotra słuchałam z radością i nadzieją.
Widać było, że i inni czuli to samo. Ludzie ci odnaleźli takiego Chrystusa, jakiego pokochali z opowiadań apostolskich i jakiego znałam ja...
- Nie trwóżcie się. Miłujcie ludzi jak braci swoich, bo tylko miłością służycie Panu swemu. On po to przyszedł na ziemię i po to umarł, abyście widzieli jak wielka jest dobroć Najwyższego.
Słowa Apostoła wlały ufność w dusze chrześcijan. "Koniec świata wydawał się im zawsze bliskim, poczęli jednak wierzyć, że straszliwy sąd nie nastąpi natychmiast...". Pokrzepieni więc w sercach, poczęli rozchodzić się po ukończeniu modlitw z podziemi i wracać na Zatybrze.

Tak jak po latach niepokoju przychodzi czas radości, tak i po wiekach ucisku chrześcijan nadeszła pora na ich wyzwolenie. Nic nie trwa wiecznie prócz tego, który był, który JEST i który nadejdzie w chwale, by odnowić Królestwo Boże na Ziemi. "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię..."
"Quo Vadis, Domine ?"
Wypada znać Drogę...

* * *

styczeń 1648
DO DOWÓDCY KOZACKIEGO - BOHDANA Z. CHMIELNICKIEGO
Potwierdziły się pogłoski znad ukraińsko - polskiej granicy. Przedwczoraj oddział szlachcica D. Czaplińskiego napadł i podpalił jeden z naszych kozackich chutorów w Subotowie. Uważam, że nie powinniśmy pozwalać na takie działania ze strony Korony. Namawiam Cię do wypowiedzenia posłuszeństwa królowi Władysławowi i przystąpienia do powstania, które będzie miało na celu wyzwolenie Ukrainy. Z naszej strony możesz liczyć na pomoc wojskową.
Tuhaj- Bej

Wrzesień 1648
DO DOWÓDCY KOZACKIEGO - BOHDANA Z. CHMIELNICKIEGO
Jutro wojska tatarskie i kozackie wyruszą na wschód w celu zajęcia Lwowa i Zamościa. Po wygranych bitwach pod Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami nastroje wśród ludności ukraińskiej uległy znacznej poprawie i do Bractw Żołnierskich zaciąga się coraz więcej chętnych.
Powstanie ogarnęło cały kraj. Chłopi ukraińscy w zdobytych miejscowościach mordują polską szlachtę, Żydów i księży.
Tuhaj - Bej

1649 Zborów
Po nierozstrzygniętej bitwie zawarliśmy ugodę z wojskami Korony, na mocy której został mi nadany tytuł Hetmana Ukrainy, jako jej przywódcy i obywatela. Poza tym rejestr kozacki zwiększono do czterdziestu tysięcy, a Ziemię Kijowską i Bracławską włączono do Ukrainy. Myślę, że możemy mówić o sukcesie, jakim niewątpliwie jest zdobycie nowych terenów i zagwarantowanie kozakom choć śladowej niezależności.
Bohdan Zenobi Chmielnicki

- Skąd masz te listy?
- Odnaleźliśmy je w ruinach biblioteki.
- Ale... przecież to niemożliwe.
- Tak... Te papiery przetrwały przeszło dwieście trzydzieści pięć lat!
- Mam pewien pomysł. Jeżeli tylko...
- Co planujesz Henryku?
- Powstanie Chmielnickiego... wspaniały temat na powieść...

Powoli odłożyłam na półkę ostatni z tomów. Przez chwilę jeszcze zastanawiałam się nad wszystkim tym co przeczytałam i jakaś taka radość napełniała moje serce. Talent Sienkiewicza i niezwykle plastyczna wyobraźnia, szczególnie wyczulona na urodę świata przyrody i ludzi, pozwoliły powołać do życia postaci, w których realność wręcz wierzyłam.

"Ogniem i Mieczem ", "Potop" i "Pan Wołodyjowski" przemawiają do czytelnika różnorakimi walorami. Są jednymi z najwspanialszych dzieł polskiej literatury. Pozycje, które znać należy ze względu na tematykę, podejmowane problemy i bogactwo środków artystycznych.

* * *

Powoli wchodzę do pokoju, siadam w wygodnym fotelu obitym szmaragdowym materiałem i biorę do ręki książkę. Z głośników sączy się cichy wokal Enyi. Co czuję? Coś na kształt lęku, który nie przeraża lecz zachwyca; radość wypełniającą mą duszę i podniecenie, że staje się, że już za chwilę znowu odwiedzę Gondor i Rohan, stanę do walki ramię w ramię z Gimlim i Aragornem, zachwycę się pięknem Imladris i Lothlorien, usłyszę psalm mew i popłynę na Zachód z moimi braćmi i siostrami. Zamykam oczy... Czuję jak moje ciało unosi się na granicy Czasu i wszelkiej Myśli. Cichy szept wiatru i łopot ptasich skrzydeł na wietrze... Czy zajrzę do Shire? Tak, ale wstąpię tylko na chwilkę. Zobaczę jak się miewa Bilbo... a może... Tak! Chwila skupienia i już po chwili widzę uśmiechnięte twarze dzieci Sama. Elanor pląsa wśród morza kwiatów i ziół, a Samwise z Różyczką siedzą na małych kamieniach i z zachwytem przypatruję się córce... gdzie indziej Arwena i Aragorn wędrują wśród ukwieconych łąk Rivendell... a tu? Tutaj, u ujścia Leśnej Rzeki, w otoczeniu zielonych drzew i łanów zbóż siedzę ja i syn Thranduila...
Czym jest życie bez marzeń? Czym jest istnienie bez tej iskierki nadziei, jaką daje nam zaczarowana rzeczywistość?!
Najważniejsza jest wiara w to, co niemożliwe!
Dlaczego Tolkien? Może dlatego, że jak nikt z pisarzy fantasy J.R.R. Tolkien potrafił przedstawić zaczarowaną rzeczywistość tak, że wierzy się w jej istnienie... A może z tego powodu, że historia ludów Śródziemia tak bardzo odzwierciedla nasze marzenia, lęki, niepokoje, pragnienia i wiarę - nadzieję na to, że nic nie jest zwyczajne, że magia istnieje i ułatwia życie. Tolkien stworzył historię. Takiego opracowania, objaśnienia i skonstruowania nie powstydziłaby się kultura Greków i Rzymian. Wspaniale rozbudowane języki, układ krain geograficznych, portrety psychologiczne bohaterów, niezwykłe ujęcie rzeczy pozornie zwykłych... Można by wymieniać w nieskończoność. Dzieła Mistrza Fantasy, bo takim na pewno jest Tolkien pozwalają na cudowną podróż w świat marzeń. Dają to, czego nie da nam, ani lektura pozytywistyczna, ani traktaty średniowieczne ani żaden z wierszy romantyków. Tolkien otwiera nam Bramę do świata Wiary... wiary w to, co niemożliwe. A przecież ona jest najważniejsza! Historia Śródziemia jest aktualna cały czas... Ile analogii, podobieństw i symboli możemy odnaleźć w naszym świecie w odniesieniu do prozy Mistrza.
J.R.R. Tolkien daje motywację, radość i pewność, że marzenia się spełniają. Jego dzieło to pozycja, którą znać wypada.

* * *

Zegar wybił godzinę drugą. Trzy godziny do wschodu słońca. Powoli odłożyłam na półkę ostatnią z książek. Zastanawiające, ile radości, motywacji i zadowolenia mogą dać pozornie małe rzeczy - książki... Bramy do świata marzeń, niezwykłych krain i wspaniałych przygód. To właśnie dzięki lekturom życie nabiera kolorów, staje się inne - niezwyczajne. Książki pozwalają na podróże w czasie, odwiedziny w dalekich krajach i spotkania z różnymi osobami.
Jeszcze raz przebiegłam wzrokiem po tytułach... " Władca Pierścieni" i "Quo Vadis"; "Zbrodnia i kara", "Iliada", "Odyseja" i "Trylogia" Sienkiewicza; oraz "Pismo Święte" i "Pan Tadeusz" to książki, które z całą pewnością znać wypada, znać należy i których nie sposób pominąć.

nabuchodonoZorka