Jakub Wędrowycz - najlepszy cywilny egzorcysta w kraju
Jakub Wędrowycz jest bardzo nietypową postacią. Wbrew wszelkim oczekiwaniom zyskał wielką sympatię czytelników. Bo cóż może być ciekawego w wioskowym przygłupie, ciągle pijanym, wielokrotnie notowanym za kłusownictwo czy pędzenie bimbru, który ubiera się w stare, rozlazłe gumofilce i zdobyczny esesmański mundur jeszcze z II wojny światowej? Wydaje się, że nikt o poziomie inteligencji minimalnie wyższym od podwórkowego dresa nie zniżyłby się do czytania takich śmieci. Jednak Jakub ma coś w sobie, co każdy chyba docenia i może nawet zazdrości. Jest coś, co odróżnia go od innych zwykłych, sztampowych bohaterów. Bo Wędrowycz jest naprawdę oryginalny, drugiego takiego na pewno nie znajdziecie.
Ten jakże sympatyczny egzorcysta-amator mieszka w Polsce, w małym miasteczku o wdzięcznej nazwie Wojsławice (takie miejsce naprawdę istnieje, każdy z nas może tam pojechać i poznać małą ojczyznę Jakuba). Mieszkanie Wędrowycza znajduje się na Starym Majdanie (choć tak naprawdę najważniejsza część znajduje się pod nim). Jest to brudna, zapyziała dziura, którą każdy z nas omijałby z daleka. Egzorcysta mieszka tam od WIELU lat, on sam ma już około dziewięćdziesiątki, choć niewielu jest takich (nawet wśród młodzieńców), którzy dorównaliby mu zdrowiem i siłą - może ponad stuletni już Semen Korczaszko, stary przyjaciel Jakuba. Najprzyjemniejszą dla niego i jego kumpli rozrywką jest wypicie "niewielkiej" ilości alkoholu w lokalnej karczmie - zresztą, kto z nas tego nie lubi? Jest niesamowicie wytrzymały, jednym z najlepszych w tym fachu - w pojedynkach pokonywał nawet rosyjskich generałów. Wiadomo, są i złe skutki takich praktyk, wielokrotnie upojenie alkoholowe przeszkadzało egzorcyście w wykonywaniu swoich obowiązków (kto z was po pijaku potrafiłby założyć mocną blokadę telepatyczną? Na pewno tylko ci najbardziej zaprawieni w bojach). Jednak błędny jest wasz wniosek, że Jakub Wędrowycz to wiecznie zapijaczony menel. Jeśli wyda wam się, że to przygłup i wariat, dacie Jakubowi dużo radości, bo takie udawanie jest jedną z jego ulubionych rozrywek. Ten człowiek odznacza się naprawdę wysoką inteligencją (kiedy dziesięć procent mózgu, które używa każdy z nas, jest "niedysponowane" z wiadomych powodów, on potrafi uruchomić pozostałe dziewięćdziesiąt). Z każdej sytuacji potrafi znaleźć wyjście, opierając się po prostu na zdrowym rozsądku, umiejętnościach i doświadczeniu życiowym. Lepiej mieć go za przyjaciela, niż za wroga, tym bardziej, że często jest mściwy, jak zresztą każdy Słowianin.
Zdolności Wędrowycza są powszechnie znane w całej Polsce. Od wielu lat chroni nas przed wszelkimi nadprzyrodzonymi zjawiskami, choć mało kto to zauważa. Gdyby nie on, Wojsławice już dawno zostałyby pożarte przez wampiry. Jednak nieuświadomiona policja, najczęściej w osobie posterunkowego Birskiego, przeszkadza w tych szlachetnych czynach, oskarżając egzorcystę o bycie hieną cmentarną. Nie raz i nie dwa policja i księża udaremniali doskonale zaplanowane akcje na cmentarzu. Wędrowycz jednak mierzył się też z wielokrotnie z potężniejszymi przeciwnikami, wspomnieć wystarczy tylko słynnego czarownika Iwana Iwanowicza Iwanowa. Sposób działania Jakuba różni się od sposobów wszelkich hochsztaplerów. Polega on na tradycyjnych ludowych metodach, nabytych od starszych egzorcystów. Nie ma potwora, czarodzieja czy kosmity, który przewyższyłby egzorcystę pomysłowością i odwagą. Zawsze jest skory do pomocy, naprawdę potrzebujących pewnikiem wyciągnie z tarapatów (choć pierwsze wrażenie może być inne).
Jakub Wędrowycz to naprawdę niezwykła postać. Bardzo łatwo zyskuje sympatię czytelników. Co niezwykłe, dopingujemy go nawet wtedy, gdy popełnia czyny w normalnych sytuacjach uważane przez nas za wręcz haniebne i zasługujące na karę. Szybko wszedł do grupy moich ulubionych bohaterów. Od długiego czasu nie czytałem już czegoś, co potrafiłoby odciąć mnie od codziennych trosk, uspokoić się i po prostu cieszyć się tą chwilą przyjemności. Siadając do lektury tych książek cieszyłem się, że wreszcie mój umysł będzie mógł odpocząć, a dla mnie pozostanie tylko czysta rozrywka. Możliwe, że nie wszystkich przekonałem, możliwe, że ciągle wielu z was uważa te dzieła za bezsensowne i głupie, ale wierzcie mi - wbrew pozorom ta literatura naprawdę ma coś do przekazania. Po prostu lekka, łatwa i przyjemna, ale zapadająca w pamięć i mile wspominana.
Jeśli chcecie poznać przygody Jakuba, zakupcie zbiory opowiadań Andrzeja Pilipiuka, zwanego "największym piewcą wsi polskiej od czasów Reymonta": "Kroniki Jakuba Wędrowycza", "Czarownik Iwanow" oraz "Weźmisz czarno kure".