Horacio Oliveira - Julio Cortazar "Gra w klasy"

Niedawno przyszło mi do głowy, że wypadałoby od czasu do czasu napisać do własnego kącika coś więcej niż tylko wstępniak. Okazja nadarzyła się, gdy powstał w Książkach nowy dział, zajmujący się postaciami literackimi. Od razu pomyślałem o bohaterze książki, którą przeczytałem ponad pół roku temu, a pod której wrażeniem wciąż jestem. "Gra w klasy" Julio Cortazara - bo o tę powieść mi chodzi - zachwyciła mnie i oczarowała, ukazała mi czym powinna być literatura, stała się dla mnie Pismem Świętym. Teraz leży na stoliku obok mojego łóżka i czasem przed snem sięgam po nią, otwieram na przypadkowej stronie i wczytuję się, aby choć przez te kilka chwil móc obcować z geniuszem argentyńskiego pisarza. Niech o sile przyciągania tej książki świadczy fakt, że pomimo iż przeczytałem ją już dwukrotnie, czasem takie "chwilowe" powroty do świata wykreowanego na jej stronach kończą się dopiero po godzinie.

Horacio Oliveira jest Argentyńczykiem w wieku średnim. W Paryżu, gdzie przebywa przez około połowę akcji książki, zajmuje się robieniem niczego: nie pracuje, czyta książki, rozmyśla, spaceruje po mieście, wplątuje się w dwa trudne związki uczuciowe z kobietami, spotyka się z półartystyczną bohemą na dyskusje, słuchanie jazzu i picie alkoholu. Potem wraca do ojczyzny i właściwie robi to samo, z tą różnicą, że znajduje pracę: najpierw w cyrku, a potem w podobnej branży - w szpitalu psychiatrycznym. W Buenos Aires większość czasu spędza ze swoim najlepszym przyjacielem z lat młodości i jego żoną, z czego oczywiście znów rodzi się dość zawikłana sytuacja uczuciowa.

"W chwilach najgwałtowniejszej miłości byłby chciał cierpieć z powodu strat i osamotnienia, równocześnie się tym delektując. Postawa niebezpiecznie wygodna, niemal łatwa, jeśli uda się posiąść refleks i technikę widzenia paralityka, ślepotę głupiego atlety. Idzie się przez życie powolnym krokiem ni to filozofa, ni to kloszarda, stale redukując objawy żywotności na rzecz instynktu samozachowawczego, na rzecz ćwiczenia świadomości bardziej wyczulonej na to, aby nie dać się nabrać, niż na poznanie prawdy. Laicki kwietyzm, umiarkowane odwrażliwienie, uważna nieuwaga."

Przytoczony fragment poza tym, że dobrze opisuje mentalność Horacia, dowodzi jeszcze jednej rzeczy: niełatwego w odbiorze stylu Cortazara. Ale choć może język książki nie jest prosty, dla mnie jest on genialny, pełen wyrazu i poetyki (choć nie tej taniej, oniryczno-baśniowej, "coelhowskiej"). Kiczu pozbawiona jest również postać samego Oliveiry. Nie jest on żadnym superbohaterem ratującym świat ani "nieprzekupnym gliniarzem karateką" walczącym z "bandą madafakersów z LA". Oliveira jest poetą, choć nie pisze wierszy i filozofem, choć zajmuje się problemami bytu jedynie na własny użytek. Jest piekielnie inteligentny i oczytany, a przy tym pełen autoironii i cynizmu. Najlepiej czuje się we własnym towarzystwie. Ważna jest dla niego wolność, będąca brakiem jakichkolwiek zobowiązań i szczerość, oznaczająca robienie tego, co uważa za słuszne, nawet gdyby miało to zranić bliskie mu osoby. Ta bezkompromisowość komplikuje jego stosunki z ludźmi, ale jest jednym z wielu powodów, dla których go podziwiam.

"Już wtedy zdałem sobie sprawę, że szukanie jest moim znakiem, emblematem łażących po nocy bez określonego celu, racją bytu tych, którzy niszczą kompasy"

Oliveira poszukuje... Poszukuje siebie, odpowiedzi na swoje pytania, spokoju, a także czegoś, co nazywa "drugą stroną". Jego filozofię cechuje brak wiary w rzeczywistość rzeczywistości. Życie nie zaspokaja jego estetycznego głodu i metafizycznych tęsknot i dlatego ma nadzieję (wierzy?), że świat, w którym żyje jest jedynie cieniem, czarno-białą fotografią tego prawdziwego. Horacio sądzi, że da się przedostać na "drugą stronę": może przez przełamanie barier własnej psychiki, może dzięki patrzeniu na świat oczami nowonarodzonego, odrzucając obciążenie tysiącami lat racjonalistycznej judeochrześcijańskiej cywilizacji, może poprzez miłość lub jakieś inne szaleństwo, może przez gigantyczną i absurdalną improwizację na każdym kroku... A może jeszcze przez coś innego.

O Cortazarowskim bohaterze można by pisać dużo, a to z tego prostego powodu, że jest to postać tak świetnie stworzona, tak przekonująco opisana, tak kompletnie przedstawiona , że nie sposób nie myśleć o niej jako o człowieku z krwi i kości. Ja sam nie jestem w stanie sobie wmówić, że to jedynie wytwór wyobraźni pisarza i dlatego czasem tłumaczę sobie, że należy utożsamiać Oliveirę z autorem, że te wszystkie sugestywne myśli i poglądy Horacia są po prostu zapisem życia wewnętrznego Julio Cortazara.

W swoim życiu przeczytałem kilka książek, ale Horacio Oliveira jest jak do tej pory jedyną postacią literacką, w którą w pełni uwierzyłem. Znaczną część "Gry w klasy" stanowi zapis jego przemyśleń i trzeba powiedzieć, że składają się one na pełny, logiczny i autentyczny obraz człowieka. W związku z tym to, czego doświadczał Argentyńczyk potrafiło mnie naprawdę poruszyć, wzbudzić prawdziwe uczucia: sympatię, podziw, żal... Oliveira stał mi się bliski i co ważniejsze - wciąż jest, pomimo że książkę, jak już wspominałem, skończyłem czytać ponad pół roku temu.

Phnom Penh
amksiazki@go2.pl
phnom_penh@pf.pl

PS. Przepraszam za ten pietyzm, ale inaczej niż z głębokim uwielbieniem i szacunkiem o "Grze w klasy" mówić ani pisać nie potrafię.