Andrzej Ziemiański - "Achaja"

Cóż mogę powiedzieć na początek? Wczoraj zacząłem czytać "Achaję", dzisiaj o drugiej w nocy skończyłem. Taki wstęp już chyba coś znaczy.

Fabuła przedstawia się następująco: młoda (15 lat) księżniczka Achaja poprzez intrygi jej młodszej o rok macochy zostaje wysłana do wojska. Cóż, wojsko to nie raj dla piętnastoletnich dziewczyn, ale Achaja jest dość dobrze przygotowana. Ma w końcu za sobą dość dobrą szkołę u "pałacowych" nauczycieli, że tak powiem. Tak to na początku wygląda, później oczywiście mocno się zmienia!

Główną bohaterką jest jak już wspomniałem Achaja, piękna, bystra, sprytna piętnastolatka. Jednak w książce pojawiają się także inne dość ważne postaci, powiedziałbym, że prawie na równi priorytetowe z Achają, jest to skryba świątynny Zaan oraz "rycerz" Sirius. Obaj spotykają się w dość dziwnych okolicznościach, Zaan jest skrybą, który ostatnie 30 lat spędził na czytaniu ksiąg, a Sirius to najemny zbir, który jednak jest na swój irracjonalny sposób... uczciwy! Jest jeszcze jeden bohater - Meredith, czarownik. O nim więcej mówić nie będę.

Cała struktura książki jest podzielona na trzy części, które wzajemnie przeplatają się. Pierwsza część to dzieje Achai, druga to przygody Siriusa i Zaana, a trzecia Mereditha. Z początku najbardziej podobały mi się te części o Achai, ale... To jak rozwijały się losy Siriusa i Zaana jest naprawdę nieprawdopodobne! Te ich krętactwa, ten sposób w jaki zdobywali pieniądze, jak oszukiwali innych. Po prostu cud! Takie sceny, jak obrabowanie poborcy podatków, to po prostu perełki! Ach, Ziemiański pokazał tutaj dużą klasę, a paradoks niektórych sytuacji dorównuje Sapkowskiemu. Naprawdę to mi się podoba! W ogóle cała "kariera" tych dwóch fuksiarzy jest wspaniała! Nasiąknięta ironią że aż miło!

A jak pisze autor? Hmmm... co mogę powiedzieć? Pisze dość wulgarnie. To była pierwsza książka Ziemańskiego, jaką przeczytałem i przyznaję, że bohaterowie często "rzucają mięchem", ba!, nawet narrator czasem czymś rzuci! Ale mimo tego wszystkiego czytało mi się świetnie! Język nie był zbyt trudny, ale jednocześnie pasujący do książki, słowem, mimo przekleństw, to podobał mi się ten aspekt "Achai".

Co dalej? Wiecie z czym mi się ta książka skojarzyła? Z pozycją Georga R. R. Martina pt. "Pieśń Lodu i Ognia". Jest to jak najbardziej komplement, gdyż tę książkę oceniam za najlepszą zaraz po Władcy... Wybaczcie, ale teraz trochę będę porównywał "Achaję" do "Pieśni..." Te intrygi na dworze Troy, zupełnie kojarzyły mi się z tym jak Tyrion knuł w Królewskiej Przystani. Ja po prostu uwielbiam te pałacowe intrygi, te zasadzki, te siatki szpiegowskie! Cudowne, cudowne, cudowne! Naprawdę, w obecnej fantasy trochę mi tego brakuje, ale takie książki jak "Achaja" czy wspomniana już "Pieśń Lodu i Ognia" w zupełności rekompensują tę stratę. Albo pustynia... zupełne podobieństwo do Daenerys... Dobra, pewnie bardzo mało osób zrozumiało moje porównania, bo jak dotąd nie spotkałem zbyt wiele osób, które przeczytały "Pieśń Lodu i Ognia". A szkoda :(.

Małe podsumowanie. Na początku myślałem, że dam pięć. Książka całkiem poprawna, wciąga... Ale potem, jak akcja się rozkręciła... chciałem dać 6, ale z drugiej strony ta ilość przekleństw pod samym końcem książki... Myślałem czy nie obniżyć do pięciu... I wtedy naszła mnie jedna myśl. Jak dawno jakaś książka wciągnęła mnie tak, że przeczytałem ją jednym ciągiem, a przy okazji "tracąc" cały dzień? Bardzo dawno. Cóż, należy się 6, tym bardziej, że cena nie jest wygórowana, 30 zł. za 620 stron wspaniałej rozrywki! Naprawdę wam to polecam, dawno nie bawiłem się tak dobrze i tak szybko nie zleciał mi dzień! "Achaja" rządzi ;)).

Zaznaczam, że opinie tutaj zawarte są zupełnie subiektywne i w ogóle :).

Faramir