Władca Marzeń - Mroczna Puszcza

[Od Autorki : Będąc pod wpływem magicznej aury najpiękniejszego z Światów wpadłam na pomysł, aby włożyć COŚ od siebie w historię Ardy. Na podstawie wiadomości z "Silmarilliona" J.R.R. Tolkiena stworzyłam własną literacką wizję losów Mrocznej Puszczy, w latach 2003 i 2060-2063 oraz 2463 Trzeciej Ery. Co z tego wyszło zobaczcie sami...]

Królestwo Thranduila rozpościerało się na wschód od Gór Mglistych, a od południowego zachodu graniczyło z Fangornem, lasem, którego obawiali się ludzie, a który Pierworodni kochali; i z Lothlorien, królestwem Keleborna i Galadrieli, w którym elfy cieszyły się życiem pośród pradawnych drzew i kwiatów. Lecz Wielka Zielona Puszcza górowała nad tymi obszarami przewagą roślin i wszystkiego co żyje. Od północy las otaczały ostre szczyty Gór Szarych ; zaś od południa graniczyła ona z Ridermarchią.

Była to piękna kraina, pełna kwitnących drzew i kwiatów. Wszelkie gatunki zwierząt nawiedzały jej leśne polany, a ptaki śpiewały wśród listowia. Słońce zawsze rozświetlało ogromne tereny leśnych ziem pełne bogactw i darów Yavanny. Leśna Rzeka przepływająca przez te krainy szumnie śpiewała o pięknych krajobrazach, otaczających złotożółte pola, o łanach zbóż chylących głowy na każdy szept wiatru i o mocy strumieni i źródeł biegnących wśród zieleni. Przejrzyste stawy pełne wodnych lilii dawały ukojenie wędrowcom , którzy mogli odpocząć, ciesząc się niezmierzonym pięknem tych terenów. Wschód słońca na dworze Thranduila zawsze zapowiadany był przez dzikie ptactwo, które pieśnią witało złote promienie rydwanu Arieny, kiedy wkraczał on na firmament nieba, pełen dostojeństwa i chwały. Poranny, rześki wiaterek kołysał koronami drzew, budząc wszelkie stworzenie do życia.

Pałac króla Thranduila znajdował się w północnej części lasu. Otoczony milionem złotego kwiecia i srebrem pędów młodych drzew. W każdym miejscu puszczy czuło się błogosławieństwo Manwego, a wiatr wiejący z Zachodu przynosił radość i ukojenie. Ogromne, rozłożyste dęby rosły wzdłuż głównego gościńca, witając podróżnych odwiedzających komnaty Wielkiej Zielonej Puszczy

Główny gościniec prowadził do dworu króla zbudowanego w ogromnej kamiennej grocie o setce komnat i korytarzy. Wrota pałacu tworzyły zrośnięte ze sobą drzewa, których złote i srebrne liście roztaczały wokół cudowny blask. Zewnętrzne komnaty dworu Thranduila były pełne światła, gdyż w ścianach nie było okien, ale otwarte sklepienia i framugi wpuszczały promienie słoneczne , tworząc w korytarzach niezwykłą grę barw i cieni.

Tuż za pałacem rozciągał się rozłożysty ogród. Miliony krętych ścieżek przecinały ukwiecone obszary, wśród których motyle i pszczoły radowały się bogactwem hojnej natury.

Tu właśnie panował Thranduil, ojciec Legolasa z rodu Elfów Szarych.



Przez okno do Wielkiej Sali wdarły się pierwsze promienie wschodzącego słońca. Thranduil siedział na swym zielonym tronie opierając głowę na dłoni i rozmyślając. W ościennych królestwach zagrożenie wojny przybliżało się z każdą chwilą. Nowe źródło cienia zaległo w Śródziemiu lecz nikt nie potrafił wytłumaczyć skąd się wzięło. Nawet Mędrcy... Król westchnął i podszedł do okna. Jak okiem sięgnąć wszędzie pełno było zielonych drzew i kwitnących kwiatów, dęby i buki rosły rozłożyście wzdłuż głównego gościńca... . Ale cień grozy wisiał nieuchronnie nad całym tym krajem. Nagle rozległo się ciche pukanie i do sali wkroczył dowódca królewskiej armii - Taredhel. Skłonił się nisko i rzekł:
- Witaj Panie.
Król odwrócił się okna .
- Czy coś się stało Taredhelu ? - powiedział i usiadł.
- Przybył posłaniec z Gondoru. Król Earnil prosi o wsparcie. Nazgule - Dziewięć Upiorów Pierścieni Ludzi napadło na Minas Ithil.
- Ulairi - szepnął Thranduil, po chwili zaś głośno dodał - Wiedz Taredhelu, że orkowie cały czas niepokoją nasze południowo- wschodnie granice. Obawiam się najgorszego... że Sauron wzmacnia swą władzę.
- Panie ! To niemożliwe ! - rzekł Taredhel - Przecież zastępy Eldarów i Edainów rozgromiły niegdyś całą potęgę Czarnego Pana... Duch jego jest słaby i nie ma popleczników, którzy pomogli by mu powstać.
- Tak Taredhelu - odparł król - Ale jego władza nie jest tak mała jak się niektórym wydaje. Morgoth już niegdyś zaszczepił w swoim najwierniejszym słudze rządzę władzy. Jeżeli nawet niegdyś Władcom Zachodu nie udało się go zniszczyć to i ostatnia wojna tego nie zmieniła . . Musimy pomóc Białej Stolicy. Jutro z samego rana wyślij oddział pięciuset konnych do Minas Ithil
Taredhel skłonił się i opuścił Wielką Salę. Thranduil ukrył twarz w dłoniach. Upiory Pierścienia znowu się pojawiły. Tereny wokół Dol Guldur prawdopodobnie zostaną opanowane przez Czarnego Władcę, a cień zalegnie w Wielkiej Zielonej Puszczy. Już niegdyś ciemności ogarnęły las, ale za sprawą Mithrandira został przywrócony spokój...Ale teraz. Nazgule atakują twierdze w Gondorze. Jeżeli król Earnil prosi o wsparcie w walkach to jak duża musi być moc czarnych sług. Przecież Białe Królestwo ma najsilniejszą armię w całym Śródziemiu . . namiastkę tej siły jaką posiadali Numenorejczycy... a Ridermarchia... czyżby i tam pojawił się cień ?
- Ojcze, czy coś cię trapi ?
W progu sali stał syn władcy, Legolas. Podszedł do zielonego tronu, na którym siedział król.
- Och Legolasie ! - rzekł Thranduil - Nazgule znowu się pojawiły. Dziewięć Upiorów Pierścieni oblega Minas Ithil. Dziś przybył posłaniec z Gondoru... Synu, obawiam się , że już niedługo mrok znów zalegnie w lesie...
Legolas milczał przez chwilę po czym powiedział:
- Czy przyszły jakieś wieści od Mithrandira ?
- Tak -odparł Thranduil - Ale w jego listach nie ma ani słowa o sytuacji w Gondorze.
Król powstał z tronu i skierował się do wyjścia.
- Ojcze, co pisze czarodziej . . ?
Thranduil obrócił się w drzwiach i powiedział :
- Cień jest blisko.
Po tych słowach odwrócił się i odszedł. Legolas stał przez chwilę zastanawiając się nad wszystkim co usłyszał...



Idąc wzdłuż zielonego gościńca, Mithrandir zastanawiał się jak powiadomić króla Thranduila o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Ubrany był w szary płaszcz i wysoki kapelusz, wspierał się o lasce. Z wyglądu przypominał krzepkiego starca, lecz należał do Istarich, obdarzonych niezwykłą mądrością, a także cudowną mocą zarówno umysłu jak i rąk.

Czarodziej minął bramę pałacu i szedł teraz wzdłuż łuków oplecionych kwiatami jabłoni. Gandalf wszedł do okrągłej altany, po lewej stronie dostrzegł drzwi Pchnął je lekko i już po chwili znajdował się w głównej komnacie dworu - w Wielkiej Sali.

Całe jej wnętrze tworzyły gałęzie młodych wiśni. O tej porze roku drzewa obsypane były biało-różowym kwieciem. Na dużym, ciosanym w drewnie krześle siedział Thranduil, władca Wielkiej Zielonej Puszczy. Nie spostrzegł wejścia czarodzieja i dopiero głos Mithrandira wyrwał go z zadumy:
- Witaj Thranduilu.
Król poderwał się z tronu i wyciągnął rękę do Gandalfa.
- Jak dobrze widzieć cię Mithrandirze... - Thranduil zamilkł nagle i ze strachem popatrzył czarodziejowi w oczy. Po dłuższej chwili zaś rzekł:
- Czy Sauron opanował Dol Guldur...?
Mithrandir noc na to nie odpowiedział. Podszedł do jednego z młodych drzew i zerwał biały kwiat. Nie odwracając się w stronę władcy zaczął mówić :
- Cień Czarnego Władcy ogarnął cały południowy obszar lasu. Orkowie niszczą wszystko aż do Elfiej Ścieżki. Tereny te zamieniły się w jedno wielkie cmentarzysko...
Król ukrył twarz w dłoniach
- A więc to prawda - wyszeptał - Cóż mam czynić ? - powiedział z goryczą w głosie - Mithrandirze . . jeżeli niegdyś nie zdołaliśmy unicestwić Saurona , to jak moja armia miałaby to zrobić ?
Czarodziej nic na to nie rzekł. Chodził po altanie mrucząc coś pod nosem.
- Mithrandirze...
- Użycz mi konia z swojej stajni - rzekł w końcu czarodziej - Jeszcze dziś wyruszę do Dol Guldur
Po czym podszedł do Thranduila, położył mu dłoń na ramieniu i rzekł :
- Zaufaj mi.
- A więc niech tak się stanie - odparł król.
Gandalf skierował swe kroki ku wyjściu. Przy samych drzwiach odwrócił się i rzekł jeszcze :
- Bądź dobrej myśli Thranduilu. Miejmy nadzieję, że Wielka Zielona Puszcza znowu odzyska spokój.
Po czym wyszedł i opuścił mury dworu króla.



Gandalf usiadł w misternie rzeźbionym fotelu, nabił swoją wysłużoną starą fajkę doskonałym zielem z Południowej Ćwiartki i zaczął opowiadać :

Drugiego dnia po wyruszeniu z pałacu jechałem wzdłuż Zaczarowanej Rzeki. Cień pogłębiał się w miarę posuwania się na południe. Obawiając się najgorszego, trzeciego dnia zatrzymałem się na odpoczynek w pobliżu Gór Zielonej Puszczy; i tu niespodziewanie natknąłem się na mojego starego przyjaciela - Beorna, który swoją siedzibę ma na wschód od Mrocznej Puszczy, całkiem niedaleko od Starego Brodu na Anduinie. Beorn zna te tereny jak mało kto, bo potrafi przyjmować postać niedźwiedzia i to jest powodem, dla którego tak często zapuszcza się w leśne ostępy. Z jego pomocą przebyłem w szybkim czasie dość znaczny odcinek drogi i po dwóch dniach dotarłem do osad Leśnych Ludzi. Sytuacja nie przedstawiała się tam najlepiej. Orkowie często napadali na ich domostwa, a wielu ich mieszkańców poległo w obronie swego mienia. Tylko garstka nielicznych zbrojnych stawiała jeszcze opór. Tak... W miarę posuwania się wzdłuż brzegów Anduiny las sprawiał wrażenie dzikich pustkowi. Spalone drzewa, ziemia spękana od żaru płomieni. Cień Saurona dotarł tak daleko i tak wielki uczynił szkody, że bałem się, iż moja wyprawa nie ma sensu W końcu jednak udało mi się dotrzeć na miejsce. Z oddali sylwetka twierdzy Dol Guldur wyglądał straszliwie. Dym spowijał jej mury, a kłębowisko chmur ani na moment nie ukazywał błękitu nieba. Stojąc po bramą zawołałem po trzykroć imię Saurona, wzywając go do walki lecz Czarnoksiężnik nie stawił się. W pewnej chwili poczułem , że dzieje się coś dziwnego. Niezwykła cisza ogarnęła wszystko dookoła. Nawet najmniejszy powiew nie mącił niezwykłości tej chwili. I nagle spostrzegłem jak duch jego unosi się nad twierdzą I wtem radość jakaś wstąpiła w moje serce. Czarny Pan zniknął ! W jednej chwili opary i mgły znikły, a ptaki ze wszystkich stron świata poderwały się do lotu. A wtedy to na dłoni usiadł mi na dłoni mały motyl - purpurowy admirał, niosąc chwalebną wieść, o tym, że Wielka Zielona Puszcza jest wolna od cienia Saurona. W drodze powrotnej wstąpiłem do osiedli Leśnych Ludzi Wielka radość zapanowała w ich sercach na wieść o zniknięciu Mroku. Powoli zaczęli doprowadzać swoje osiedla do pierwotnego stanu. Kierując się dalej na północ dostrzegałem coraz więcej oznak przebudzenia się Wielkiego Zielonego Lasu. To tak jakby po bardzo długiej zimie, nastał wiosenny świt zmywający wszystkie złe rzeczy, a przywołujący radość i szczęście - Tu czarodziej zamilkł, ponownie nabił swoją fajkę i rzekł - Myślę, że leśne tereny znajdujące się na południu już nigdy nie powrócą do świetności dawnych lat. Obszary te mają na sobie odcisk potęgi złych mocy i nie mogą powrócić, aby cieszyć się chwałą. Myślę Thranduilu - tu Mithrandir skierował swój wzrok na króla - Że nie powinieneś starać się o utrzymanie tak rozległego królestwa. Radzę ci, abyś skupił wszystkie swoje siły na rozbudowie i umocnieniu terenów najdalej do źródła Zaczarowanej Rzeki.

Król nic na to rzekł, ale było widać, iż w duszy zgadza się z czarodziejem.



Nadszedł zmierzch pełen bursztynowych barw i żywicznych zapachów. Powoli za horyzontem w kaskadzie chmur znikał złoty rydwan Arieny, a wraz z nadejściem zmroku pojawił się srebrzystokopytny rumak Tiliona. Zielone topole kołysały swe liście do snu, a wśród ich gałęzi ostatnie refleksy zachodzącego słońca szeptały hymny pochwalne dla darów Yavanny. Ptaki wszelkiego rodzaju nuciły ostatnie melodie, a zwierzęta układały się na miękkim mchu. Lekki wietrzyk z zachodu nawiedził komnaty dworu Thranduila. Noc powoli obejmowała przepastnymi ramionami świat, który tonął w jej bezmiarze. Kiedy cała natura powoli zatapiała się w krystalicznej sieci Irma, w zamku Thranduila warzyły się przyszłe losy Wielkiej Zielonej Puszczy. Na wezwanie króla przybyli : Elrond Półelf, syn Earendila i Elwingi, pan w Imladris, Galadriela, żona Keleborna, ze Złotych Lasów Lothlorien, Kirdan - Budowniczy Okrętów, Taredhel, syn Taredheldina, dowódca królewskiej armii, Mithrandir i Kurunir, dwaj mędrcy o niezwykłej sile umysłu i rąk , a także przedstawiciele ościennych królestw i dowódcy hufców nandorskich, oraz syn Thranduila, Legolas. Jako pierwszy zabrał głos król Thranduil :
- Zgromadziliśmy się tu dziś, ponieważ lęk padł na mieszkańców Wielkiej Zielonej Puszczy. Nadszedł kres spokojnych dni dla mego królestwa. Od dłuższego już czasu zastępy nieprzyjacielskich wojsk niepokoją południowo - wschodnie granice puszczy. Cień ogarnął ogromne tereny na obszarach za Leśną Rzeką. Mrok panuje tam tak gesty, że nie widać nic na wyciągnięcie ręki. W lesie zaległy olbrzymie pająki i czarne wiewiórki oraz inne plugawe stworzenia. Osady Leśnych Ludzi na południu są regularnie napastowane przez orków. W takiej sytuacji trzeba przedsięwziąć jakieś kroki w celu zwalczenia Nieprzyjaciela. - Dlatego właśnie został zwołana ta rada - rzekł Elrond Półelf - Powinniśmy spodziewać się najgorszego. Nazgule znowu się pojawiły, Na dodatek ktoś kto rozporządza wielką mocą osiadł w Dol Guldur...
- Sauron - szepnął Legolas.
Strach odmalował się na twarzach zebranych.
- Jaką mamy pewność, że to on - odezwał się Kantrahir, jeden z dowódców nandorskich - To niemożliwe, żeby Czarny Pan powrócił. Wszyscy wiedzą, że Ulairi znowu się pojawiły. Czyż najwyższy z nich, król Angmaru nie ma dość mocy, aby rozporządzać w Dol Guldur ?
- Kantrahiru, synu Kanterna - rzekł Mithrandir marszcząc brwi i powstając z miejsca - Prawdą jest, że Władca Ciemności osiadł na Wzgórzu Czarów. Cień zalegający w Mrocznej Puszczy od dawna niepokoił moje serce. Wyruszyłem więc na południe, aby zbadać źródło mroku. Podczas podróży widziałem wiele zniszczeń. Kiedy przybyłem do jego siedziby Czarnoksiężnik uciekł na wschód i wtedy panował tu w lesie czujny pokój. Lecz cień Czarnego Władcy znowu powrócił, potężniejszy niż przedtem. Musimy jeszcze raz stanąć do walki o bezpieczeństwo wszystkich wolnych ludów Śródziemia. Uważam, że powinniśmy wybrać przewodniczącego rady, aby był dla nas przywódcą i podporą.
Na te słowa odezwał się Kirdan, Budowniczy Okrętów :
- Proponuję głową Białej Rady obrać Kurunira, gdyż jest jednym z najwyższych mędrców i zna dawne postępki Saurona jak nikt z tu obecnych.
Wszyscy zaaprobowali ten wybór oprócz Galadrieli, która powstała i przemówiła :
- Uważam ,że to Mithrandir powinien zostać naszym przywódcą.
Kurunir na te słowa zadrżał, ale stłumił w sobie gniew i nic nie powiedział, choć był bardzo żądny władzy.
- Nie, Galadrielo - rzekł Gandalf Szary - Dziękuję Ci , ale nie mógłbym obrać tego stanowiska. Nie chcę być od nikogo zależnym, prócz woli tych, którzy przysłali mnie do Śródziemia.
- A więc przewodniczącym Białej Rady zostanie Saruman Biały - rzekł Elrond
- Dziękuję za ten zaszczyt - powiedział Kurunir i z nieukrywanym triumfem popatrzył w stronę Galadriel.



nabuchodonoZorka
nzorka@poczta.onet.pl

Ps. Taredhel, syn Taredheldina i Kantrahir, syn Kanterna to postacie wymyślone na potrzeby autorki ;)