JOANNA CHMIELEWSKA - NAWIEDZONY DOM
W ostatnie ferie spotkała mnie wielka tragedia - zabrakło mi książek do czytania! Zawsze przed dłuższą przerwą wypożyczam kilka książek, tak aby mieć co czytać, ale tym razem coś źle wyczułem ilość swego wolnego czasu i już w połowie przerwy przeszukiwałem swoją domową biblioteczkę w poszukiwaniu czegoś do czytania. I wcale tego nie żałuję :)
Wtedy właśnie w moje ręce spragnione dotyku nowej książki, wpadł tytuł wymieniony powyżej - "Nawiedzony Dom".
Jest to historia rodziny Chabrowiczów, a dokładniej dwójki dzieciaków - Janeczki i Pawełka. Cała opowieść zaczyna się w momencie, gdy rodzina ta postanawia przeprowadzić się do domu, który pozostawił im w spadku jakiś holenderski krewny. Nie można tu ominąć ważnej kwestii psa, o imieniu Chaber. Otóż ten nieborak przybłąkał się pod drzwi starego mieszkania głównych bohaterów książki. Dzieci, jak to dzieci, nie mogły patrzeć na nieszczęścia zwierzaka i "wymusiły" na rodzicach postanowienie przygarnięcia psa. I w tym właśnie momencie rozpoczynają się przygody pełne detektywistycznych zagadek i wielu ciekawych zdarzeń. Nie będę wam dalej streszczał historii, aby nie popsuć wam zabawy, którą niewątpliwie będziecie mieli, czytając tę, naprawdę ciekawą książkę. Dowiecie się jak kłopotliwa może być "stara zmora" mieszkająca w jednym z mieszkań owego domu i jakie tajemnice kryje strych, na który nikt nie mógł wejść od dziesiątek lat.
Książka jest naprawdę ciekawa. Może wielu z was zdziwi się, że człowiek w moim wieku (Ha! A co, ma się to 18 latek :)) sięga po tak infantylną książkę. Ale czy nie jest czasem cudownie wrócić do czasów dzieciństwa, gdy takie przygody były codziennością? Te książki są lekkie i bardzo łatwo się je czyta. Także polecam wszystkim również inne książki pani Chmielewskiej, a obiecuję, że większość z was się nie zawiedzie.
W całej książce jest tylko jeden szczegół, który mnie delikatnie drażnił. Otóż są to zdolności detektywistyczne, jakimi operuje dwójka, bądź co bądź, jeszcze dzieci. To przecież sławny Rutkowski, co to się na snajpera amerykańskiego czaił, przy nich wymięka. Wiązali fakty z taką szybkością i błyskotliwością, że niejeden policjant dostałby rumieńców, co zresztą miało miejsce, ale o tym przeczytajcie już sami...