Ernest Hemingway - "Motyl i Czołg"

Ostatnio kupiłem na szkolnej wyprzedaży kilka książek, m.in. tą, której tytuł widzicie powyżej. Kupując ją, spodziewałem się książki typowo wojennej, opisującej pole bitwy, itp. Okazało się, że jest inaczej, jednak mimo wszystko się nie zawiodłem. Dlaczego? Przeczytacie poniżej.

Książki Hemingwaya są wysoce autobiograficzne i tak jest i tym razem. Ta została napisana w roku 1937, w czasie wojny domowej w Hiszpanii, gdzie autor był korespondentem wojennym. Opisuje ona codzienne życie pisarza w kraju spowitym wojną, oraz jego pracę, która jest o tyle ciekawa, że on tam nie pisze, tylko filmuje. Jednak nie należy się nastawiać tylko na takie momenty, kiedy dzielny kamerzysta naraża życie, aby zrobić świetne ujęcie, bo o tym jest tylko w jednym miejscu i to dosyć oszczędnie napisane. Książka zresztą nie jest długa, bo ma zaledwie 98 stron. Szkoda, bo moim zdaniem jest bardzo ciekawa, a tak nikłe rozmiary nie pozwalają na jakiś sensowny rozwój fabuły. Sam tytuł wziął się od wydarzenia w barze "Chicote", gdzie to w bójce zginął człowiek. On został nazwany motylem, a atakujący go ludzie - czołgiem. Myślałem, że skoro tytuł został opracowany na podstawie tego właśnie wydarzenia, to właśnie wokół niego będzie kręciła się cała fabuła, ale się pomyliłem. Po prostu jedna z obecnych przy tym wydarzeniu osób wiedząc, że Hemingway jest pisarzem podsunęła mu pomysł, aby to opisać i tak właśnie zatytułować. Bo te wydarzenia są chyba autentyczne, bynajmniej takie rozumowanie nakazuje sposób, w jaki książka została napisana. A jeśli to prawda, to nie można mieć za złe niezbyt głębokiej fabuły. Bo jaki morał, czy też jaka głębsza refleksja może płynąć ze "zwykłego" dnia z życia człowieka? Napisałem "zwykłego" w cudzysłowiu, bo dla nas taki dzień nie jest wcale taki zwyczajny, ale dla autora tak. I to właśnie mnie w tej książce urzekło. Mam już dość tworów, których najwięcej można znaleźć w telewizji, choć i wśród książek znajdzie się parę, gdzie to "bohaterski bohater, który z pewnością jest bohaterem" atakuje cała armię przy użyciu karabinu i wygrywa, bo przecież jacyś dobrzy Talibowie, bądź ktokolwiek inny zakopał niezbyt głęboko w ziemi magazynki, granaty i diabli wiedzą, co jeszcze. W tej książce po prostu znajdziemy opis tego, co widzi człowiek żyjący w zniszczonym przez wojnę kraju. Tak więc na porządku dziennym są donosy, aresztowania, bójki, w których ktoś traci życie itp. Może trochę przesadziłem pisząc "na porządku dziennym," ale takie coś na pewno miało wtedy często miejsce i w dzisiejszych czasach wzbudziłoby to sporą sensację, a tam nie jest niczym nadzwyczajnym. Znajdą się również żołnierze targani wątpliwościami, bojący się zginąć i starający się żyć zgodnie z maksymą "carpe diem", bo najzwyczajniej nie wiedzą, czy dożyją jutra, jednak są i tacy, którzy są tym po prostu zmęczeni i pogrążają się w szarej codzienności wiedząc, że prędzej czy później staną się kolejnymi bezimiennymi bohaterami wojny i nawet nie dowiedzą się, jaki sens miały ich działania. Są również cywile, którzy mają jakieś przekonania polityczne, bądź nie mają żadnych i wegetują, czekając na koniec koszmaru. Innymi słowy: dzień z życia człowieka obserwującego otoczenie. Nie jest może to wszystko powyższe tak wprost powiedziane, jednak patrząc na ogół odniosłem takie wrażenie jak możecie przeczytać.

Czy więc można polecić innym tę książkę? To zależy. Jeśli nastawiasz się na wartką akcję, bądź tolerujesz tylko wielotomowe sagi z zagmatwaną fabułą, to daj sobie spokój. Chociaż nie, spróbuj poczytać, a nuż się spodoba? Jeśli natomiast lubisz takie krótkie książeczki o wszystkim i o niczym, to polecam.

Luke