Stephen King - "Lśnienie"

W swojej pierwszej recenzji chyba by wypadało opisać ulubioną książkę. W moim przypadku jest nią "Lśnienie" Stephena Kinga. Wszyscy zachwycali się dziełami tego pisarza, doszedłem więc do wniosku, że warto spróbować.

Wchodząc do księgarni, nie miałem na myśli jakiegoś konkretnego tytułu. W każdym razie, gdy podszedłem do półki oznaczonej jako "SKing", i zobaczyłem tam około 20 różnych książek, nie mogłem się zdecydować. Po długim wahaniu i zastanowieniu się, co kupić (myślałem o "Misery", "Cujo" i "Lśnieniu") wybrałem tę ostatnią Dlaczego? - spytacie (a może i nie :)). Otóż dlatego, że "Misery" widziałem w filmowej wersji i wiedziałem, czego się spodziewać po fabule, a "Cujo" był droższy. Tym sposobem wyszedłem z księgarni biedniejszy o 28 zł, za to bogatszy o świetną książkę.

Przed przystąpieniem do lektury zapoznałem się z informacją na ostatniej stronie okładki. Może zacytuję fragment: "Pięcioletni Danny znalazł się z rodzicami w opustoszałym na zimę hotelu. Wrażliwe, obdarzone zdolnościami wizjonerskimi dziecko odbiera fluidy czające się w murach starej budowli; były one świadkami krwawych porachunków świata przestępczego i milionerów." Po przeczytaniu takiej zapowiedzi chwilowo straciłem chęć do czytania. Powinni zwolnić faceta, który pisze takie pierdoły o "czających się fluidach", bo przeciętny czytelnik może dojść do wniosku, że książka jest głupia, i zmarnuje szansę na poznanie tego dzieła. Niemniej "Lśnienie" broni się samo.

Teraz trzeba przedstawić ogólny zarys fabuły, przedstawionej na 482 stronach: Jack Torrance, alkoholik (od ponad roku niepijący), po zwolnieniu z pracy w szkole, dostaje na zimę posadę dozorcy w górskim hotelu. Ma dbać o jego ogrzewanie i pilnować, by kocioł nie wybuchł i tym samym nie wysadził chałupy w powietrze. Jack bierze ze sobą żonę Wendy i pięcioletniego synka Danny'ego (obdarzonego zdolnościami telepatycznymi) i zaczyna robotę. Hotel jest opuszczony na zimę, śnieżyca odgradza ich od najbliższego miasta, a telefony nie działają. Ogólnie wymarzone warunki, żeby zwariować. Zwłaszcza, że sama budowla ma w obłędzie Jacka pewien interes...

I jakkolwiek niedorzecznie brzmiała by fabuła, książka jest genialna i doskonała. Jest napisana świetnym językiem, czyta się ją szybko. Z tym, że co jakiś czas trzeba przerywać lekturę, by złapać bez przerwy wstrzymywany z napięcia oddech... I nawet, jeśli już w połowie czytania domyślamy się, kto jest tajemniczą postacią ze snów Danny'ego, to jednak każda kolejna strona jest zaskoczeniem. W każdym razie, gdy ktoś ma słabe nerwy, niech się za "Lśnienie" nie zabiera. I to nie dlatego, że są tu litry krwi i masa trupów - bo nie ma - tylko z powodu olbrzymiego napięcia! Żaden film i żadna inna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Do tego stopnia, że po dwóch tygodniach od zakończenia lektury nie mogłem się zabrać za następną...

Muszę wystawiać ocenę? Nie muszę? Ale wystawię! Jak dla mnie 6/6, 10/10, 100/100 i tak dalej... Zresztą sami przeczytajcie.

Doorshlaq
(doorshlaq@poczta.onet.pl)