Lektury - ostatnia deska ratunku

Nie od dziś wiemy, że wielu ludzi nie czyta książek. Są nawet tacy, dla których czytanie jest powodem do wyszydzenia, ale to zdarza się raczej tylko wśród młodzieży. Jednak wydaje się, że jest ktoś lub coś, kto mógłby zmienić tę sytuację, pokazać młodym, że czytanie może sprawiać nie tylko wielką przyjemność, ale i satysfakcję. Mówię tu o naszej kochanej szkole :). Jakże często raczy nas ona wspaniałymi dziełami literatury, które mogą pobudzić nas umysłowo i pozwolić na chwilę zastanowienia lub zaszczepić w naszych sercach patriotyzm...

...Jednak czy tego chce początkujący czytelnik? W żadnym wypadku nie można mnie uznać za przeciwnika książek "mądrych", z ponadczasowymi myślami itd. Jest wiele takich na dzisiejszej liście lektur. Lecz czy one zaciekawią kogoś, kto dotąd uważał literaturę za głupią zabawę dla debilów? One powinny pokazać, że książki nie są nudne, że przy nich można przeżyć niesamowite chwile i naprawdę dobrze się bawić. Dopiero potem może (a raczej powinien) przyjść czas na coś, co da nam do myślenia i zacznie kształtować nasz umysł i poglądy.

Bynajmniej nie uważam, że powinno się wyrzucić całą literaturę o przekazach patriotycznych i moralnych. Sam uwielbiam czytać coś, co pozwoli mi zastanowić się nad sobą, światem (choć potem dobrze jest przeczytać coś lekkiego i niezobowiązującego). Według mnie ta literatura jest po prostu w zbyt dużym natężeniu. Są mimo wszystko i takie, które sprawiają niesamowitą przyjemność przy czytaniu, np. "Krzyżacy", "Potop"(jak dla mnie także "Pan Tadeusz", ale to kwalifikuje się raczej pod kategorię, tych książek, które mogłyby zostać, choć nie każdemu muszą się podobać). Te i inne książki na pewno powinny pozostać w repertuarze.

Przykład:
Wielu z Actionmagowców mówiło, że szkoda im, że "Hobbit" nie jest już lekturą. Ja muszę przyznać, że miałem przyjemność przerobienia tego dzieła w 5 klasie - dzięki nauczycielce, która nie pogardziła Tolkienem (dziękuję, pani Urszulo! :)). Nie wspominam o tym, że zdeklasowałem wszystkich, bo jako jedyny interesowałem się szerzej Tolkienem ;) (po filmie wszędzie teraz sami eksperci...). Też żałowałem, że tak rzadko zdarza się, aby nauczyciele brali się za "Hobbita". No dobrze, potem poszedłem do gimnazjum, chodzę tu już drugi rok i... dowiaduję się, że "Hobbit" jest lekturą w 3 klasie! Strasznie się zdziwiłem...

Według mnie, jest to właśnie jedna z tych lektur, o które mi chodzi. Przecież od "Hobbita" tylko kilka kroków dzieli nas od "Władcy Pierścieni", a stamtąd... nasza czytelnicza droga stoi otworem. Oczywiście nie każdy musi lubić "Hobbita", ale myślę, że nadaje się. Gdyby więcej takich książek byłoby na liście lektur, to kto wie, jak dzisiaj wyglądałoby polskie czytelnictwo...

Podsumowując: zmniejszyć liczbę książek "ponadczasowych" i dać ludziom coś ciekawego do poczytania. Na początek właśnie te powieści z polotem i akcją. A następnie, gdy człowiek polubił czytanie, dać mu coś ambitnego, coś, co da mu satysfakcję umysłową i jakby wprowadzi na wyższy poziom wtajemniczenia. Są mimo wszystko ludzie, którzy są nieuleczalnie chorzy, nawet wołami nie zaciągniemy ich do książek. Jednak wciąż jest wielka rzesza ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą, że uwielbiają czytać. Oczywiście możliwe jest także, że niektórzy od razu zakochają się w książkach ambitniejszych. Wtedy od razu trzeba się nimi zająć, bo rzadko można znaleźć takie skarby. To, co piszę, nie ma żadnego wpływu na listę lektur, ale daje przynajmniej wyżyć się autorowi, który od miesiąca ciągle pożycza kolegom "Wiedźmina" oraz książki Tolkiena i który musi robić listę, aby nie zapomnieć co komu pożyczył ;). Jeśli szkoła nie chce nam pomóc, musimy radzić sobie sami. Szerzcie zainteresowanie książkami, bo los literatury jest w waszych rękach!

Burok
burok@go2.pl

PS. Ależ bezsensowny ten tekst... Ale mniej więcej o coś takiego mi chodziło.
22 luty 2003