|
.::.
Wyspa Miłości
Lov
Jestem...
...siedemnasto letnim napalonym samcem - to normalne w tym wieku. Zaczynam
patrzeć na moje koleżanki w dość inny sposób. Kiedy do nich podchodzę doskonale
wiedzą, że nie będę prosił o zadanie z matmy tylko... zresztą nieważne. Chciałem
Wam tylko powiedzieć, że kupując Wyspę Miłości myślałem inną partią ciała. Jaką,
domyśl się sam... he he. To tyle tytułem wstępu.
Bez owijania...
...w bawełnę przyznam, że oczekiwałem ostrego seksu bez ograniczeń. Skąd ta
szczerość? Nie
powiem Wam przecież, że kupiłem tą grę po to, aby mieć podstawkę pod piwo, bo
były by to zwykłe brednie. Chciałem zobaczyć jak daleko jest w stanie posunąć
(to słowo pasuje tu jak ulał;) się developer, aby sprzedać swój produkt. No i
się przekonałem - teraz cały czas chodzę z głową między udami (???). Grę
rozpoczynamy jako Rychu Bogacki (czy jakoś tak), który po konsumpcji lodów z
pewną blondyną, (jeżeli myślicie o tym zboczki to... dobrze myślicie:) wyruszył,
aby pogadać w interesach. Jednak traf chciał, że rozbił się na Wyspie Miłości
gdzie znalezienie normalnego człowieka graniczy z cudem. Wszystko opiera się na
dwuwymiarowych gifach, a sama rozgrywka to typowy point&click. Chodzi oto, że
celem do gry jest słuchanie dialogów, naciskanie statycznych obrazków i
zbieranie dupereli, które za dwie minuty na pewno nam się przydadzą. I to
wszystko. W tym momencie mógłbym zakończyć recenzję i powiedzieć "narka -
szparka". Ale trzeba sobie trochę pojechać po tym crapie.
Ale bieda...
...do cholery jasnej! - krzyknąłem po ujrzeniu grafiki. Chociaż tego nie można
nazwać grafiką. Obrazki są 2D, więc nie można się po nich zbyt dużo spodziewać.
Główne ośrodki, po których dane nam będzie sobie "pochasać" to sex shop,
lombard, kino, kasyno i inne równie tandetne lokacje. Wszystko wygląda biednie i
widać, że gra została zrobiona tylko po to, ażeby młodzi adepci trzepania
kapucyna mogli trochę poćwiczyć paluszki. Podczas seksu, włącza się filmik
(kiepskiej jakości zresztą), na którym widzimy jak nasz heros obsługuje swoje
koleżanki. Tekstury przechodzą przez siebie i wtedy ewidentnie widać, że to
wszystko pic na wodę.
Z samą...
...grywalnością jest już nieco (dużo?) gorzej. Akcja rozkręca się dopiero wtedy,
gdy skręcimy jakąś "dziewoję" i włączy się filmik. Cały czas łazimy z jakimiś
duperelami i musimy kombinować
gdzie
je użyć i z czym połączyć lub gdzie je włożyć (???). Jest anemicznie i tyle.
Czasami łazimy przez pół godziny po plaży trzymając w ręku kondoma i próbujemy
go gdzieś użyć. Jedyne, co nas zachęca do brnięcia w tą sztampową historyjkę
jest niepohamowana żądza poznania wnętrza niektórych pań mieszkających na
wyspie. Smutne, ale prawdziwe.
Jednak jest...
...coś - o dziwo - co mi się spodobało. Tym czymś jest doskonały (przesadzam)
dubbing aktorski - zwłaszcza ten żeński. Aktorzy wczuli się w rolę i nie wali od
nich sztucznością. Kobitki podczas uniesień pięknie stękają i udają orgazmy
(zresztą, w prawdziwym życiu też im to doskonale wychodzi). Nasz Rychu ma głos,
którego nie powstydził by się żaden słuchacz muzyki Disco Polo (Boże, co za
nazwa). Co chwile słyszymy teksty typu szparka, piczka czy też ogóras (no dobra
tego nie usłyszymy) - i muszę powiedzieć, że w ogóle nie mam pojęcia o so chossi.
Może mi ktoś wytłumaczy?
Cóż...
...na koniec mogę Wam powiedzieć? Grę tą polecam tylko zdesperowanym onanom i
fetyszom. Reszta niech sobie lepiej wypożyczy jakiegoś pornucha i zobaczy
naprawdę ambitne kino;). Oto kolejny przykład żerowania na męskiej naiwności.
Lepiej idź na piwo, a ja zrobię to samo...
OCENA:  
-3/10
Plusy:
+ Piczka
+ Szparka
+ Iza Wyliza
|
Minusy:
- Caleb powiększ tabelkę, bo mi się nie zmieści
|
|